Nie dotykać!


przycisk końca świata

świat dysku

Pogodynka


Zobacz w galerii:

konkurs odbył się po premierze...

Prace z konkursu o Niucha...

Zobacz więcej z kategorii: wywiady

Wywiad z gazety studenckiej..

2006-12-06 21:59:49

Terry’ego Pratchetta spotykam na warszawskim Dworcu Centralnym. Za chwilę wyruszymy na spotkanie autorskie do Poznania. Plan pobytu Terry’ego w Polsce jest tak napięty, że udziela wywiadów jedynie w pociągach. Autor najpoczytniejszej serii książek w dziejach ludzkości - "Świat Dysku" - i jeden z najbogatszych pisarzy w Wielkiej Brytanii, który do chwili pojawienia się na horyzoncie Joanne K. Rowling odpowiadał za 1 procent wszystkich sprzedawanych na Wyspach książek... wcale na takiego nie wygląda.
Z tłumu wyróżnia go jedynie przyduży czarny kapelusz - trochę podobny do tych, jakie noszą czarodzieje w jego książkach - oraz zapalczywa gestykulacja. Kiedy w przedziale Pratchett zdejmuje kapelusz, moim oczom ukazuje się miły pan około sześćdziesiątki o ciepłych, bystrych oczach.

"Gazeta Studencka": Jak wpadł Pan na pomysł "Świata Dysku"?
Terry Pratchett: Tylko nie to! Odpowiadam na to pytanie od lat! Za każdym razem czuję się w obowiązku dać oryginalną odpowiedź. Tym razem niech będzie, że podpowiedział mi to kosmita... Albo nie! Napisz, że to był anioł.

Wiedział Pan od początku, że to będzie cała seria?
Myślałem o jednej, może dwóch książkach...

Cholera! Włożyłem wtyczkę mikrofonu w złe gniazdko!

(śmiech) Nie przejmuj się. Jeden dziennikarz z Australii zrobił kiedyś w ten sposób cały wywiad ze mną.

Kolejne powieści z serii "Świat Dysku" ewoluują. Na początku były głównie gagi i mnóstwo śmiechu, teraz w tle pojawiają się poważne tematy.
Brytyjski pisarz Gilbert Keith Chesterton stwierdził, że "poważny" nie jest przeciwstawny do "śmiesznego". "Poważny" jest przeciwstawny do "niepoważnego", a "śmieszny" - do "nieśmiesznego". Literatura może być jednocześnie śmieszna i poważna. W myśl tej zasady niektórzy politycy są nieśmieszni i niepoważni. Często używam humoru, aby uwypuklić poważne zagadnienia. Coraz częściej.
Dlaczego coraz częściej?
Mogę pisać jedynie o sprawach, które mnie interesują. Kiedyś zajmowała mnie jedynie czysta fantasy. Potem zacząłem zwracać uwagę na to, co dzieje się wokół, a są to często bardzo poważne rzeczy, stąd odniesienia do rzeczywistości. Zauważyłem również, że aby uznać powieść za dobrą, musi się ona bronić, nawet w pozahumorystycznej warstwie.

Niektóre z Pańskich postaci wręcz ocierają się o tragizm.

Jeżeli wszystko jest śmieszne, to do niczego nie prowadzi. Monty Python był śmieszny, ale czasem bywał krańcowo ponury. Jeszcze dalej posunął się w swej twórczości Terry Gilliam [jeden z członków grupy Monty Pythona - przyp. MW] - w "Jabber Wocky" humor szedł w parze z horrorem. Śmiech ma sens jedynie wtedy, jeśli towarzyszy mu głębsza refleksja.

Mimo że Pańskie powieści osadzone są w wyimaginowanym świecie, zawarty w nich humor jest typowo wyspiarski. Kto jest dla Pana inspiracją ?

Przede wszystkim Charles Dickens. Ten klasyk powieści europejskiej określił to, co dziś nazywamy brytyjskim poczuciem humoru. Następny to Jerome K. Jerome, być może najczystsze uosobienie takiego humoru. Nazwałbym go typem obserwatora rozbawionego tym, co się dzieje dookoła. Do tego typu humoru nawiązuję i ja.

W zeszłym roku w ogólnonarodowej ankiecie BBC na ulubioną książkę jedynie dwóch autorów miało po pięć pozycji w pierwszej setce...

Dickens i ja! Gdyby tylko moi fani byli bardziej zorganizowani i wszyscy zagłosowali na tę samą książkę, to kto wie, czy nie zostałbym autorem wszech czasów? (śmiech)

Na którą ze swoich książek Pan sam by zagłosował?

Trudne pytanie. Lubię je wszystkie, każdą z innego powodu. Być może byłaby to książka dla dzieci "Wee three men", ponieważ jest tam kilka fragmentów, które nawet ja uważam za kawał dobrej literatury.

Jest Pan aż tak krytyczny w stosunku do swojej twórczości?

Może trochę przesadziłem. Po prostu unikam samochwalstwa.

Elementy kultury brytyjskiej w "Świecie Dysku" są bardzo widoczne. Czy wykorzystuje Pan w swoich powieściach również obserwacje z innych krajów?

Czasami notuję to i owo, chociaż nigdy nie wiem, kiedy i czy w ogóle to wykorzystam.

A coś z Polski?

Ależ tak! To bardzo świeża sprawa. Kiedy byłem ostatnio w Polsce, poprosiłem Piotra [Piotr W. Cholewa - przyp. MW], żeby zabrał mnie do jakiejś tradycyjnej polskiej restauracji. Poszliśmy do Chłopskiego Jadła w Krakowie. Kiedy spojrzałem w kartę dań, odniosłem wrażenie, że nie ma tam niczego poza tłuszczem w różnych postaciach i kombinacjach. Na tym spostrzeżeniu oparłem znaczną część fabuły książki "Piąty elefant", w której występują kopalnie tłuszczu.

[Piotr W. Cholewa: Potrawą, którą wtedy jadł Terry, były pierogi. On narzeka na tłuszcz, ale ilekroć przyjeżdża do Polski, zawsze ciągnie mnie na pierogi.]

Szuka Pan cech typowych dla poszczególnych narodowości?

Skądże! Nie interesują mnie spostrzeżenia, które mówią mi coś o Polakach, ale głównie te, które mówią mi coś o ludzkości. Wczoraj ktoś mi powiedział, że Ankh Morpork [największe miasto w Świecie Dysku - przyp. MW] przypomina mu Kraków. Gdziekolwiek na świecie się pojawię, ludzie mówią mi, że Ankh Morpork przypomina im ich własne miasto. Tak samo dzieje się z wieloma postaciami z moich książek. To mi bardzo pochlebia, bo oznacza, że postacie i miejsca w moich książkach są uniwersalne.

Jest Pan znanym miłośnikiem komputerów. Na jakim pracuje Pan obecnie?

Ciężko określić typ mojego komputera. Ciągle coś w nim zmieniam. Określiłbym go jako Pentium 4 z dodatkami. Najbardziej interesujące jest w nim to, że posiada aż trzy ekrany.

Po co?

Windows to okna. Używając wielu ekranów, korzystam z wielu okien i nie muszę otwierać ich na tym samym ekranie. Okna nakładające się jedno na drugie nie są nawet w połowie tak użyteczne jak wtedy, kiedy są widoczne obok siebie. Szczerze mówiąc, rozważam dokupienie czwartego monitora. Pracuję na wielu dokumentach - na jednym ekranie mam brudnopis, na innym notatki, a na jeszcze innym ostateczną wersję tekstu.
Poza pracą też do czegoś służą?

Komputery są bardzo ważną częścią mojego życia. Pracują jako telewizor albo odtwarzacz DVD lub SETI.

Co to jest?

To program, który służy do szukania obcych cywilizacji. Miliony internautów ściągają go, aby wykorzystywał wolną pamięć ich komputerów do analizowania sygnałów z kosmosu. Poza tym wszystkie kamery rozmieszczone w mojej posiadłości - ze względów bezpieczeństwa - po punkcie paranoi. Po prostu lubię gadżety.

A na którym napisał Pan swoją pierwszą książkę?

Nazywał się Amstrad 464. Miał znakomitą klawiaturę i bardzo przyzwoity program do pisania.

Ale był bardzo wolny.

Teraz wydaje się, że był wolny. Wtedy był szczytem szybkości. Jest takie powiedzenie, że nowe komputery wcale nie są szybsze, po prostu sprawiają, że stare wydają się wolniejsze. Chociaż przyznaję, że użycie programu sprawdzającego błędy na moim Amstradzie zajmowało całe popołudnie.

Z jakich dodatkowych narzędzi korzysta Pan podczas pisania?

Z mózgu - okazuje się bardzo użyteczny. Mój jest dosyć stary i nie mogę go aktualizować, ale wciąż się przydaje do wykonywania wielu prostych czynności.

Autorem wywiadu który ukazał się w okolicach roku 2004 jest Marcin Wyrwał

Autor: Marcin Wyrwał