Zobacz więcej z kategorii: wywiady

Głos Mistrza

2011-06-12 10:12:23

„Fantasy była, jak ktoś to określił: kawałkiem końskiego gówna w wiaderku z winem…”, czyli Mistrz przemawiający do dublińskich studentów.

profesor Pratchett
Nieduża sala wykładowa w dublińskim uniwersytecie. Nowy nauczyciel siedzi naprzeciw studentów. Nie leżą przed nim żadne notatki, stoi tylko kufel pełen kremowego Guinnessa, a także ulubiony, czarny kapelusz. O ile sam kufel nie jest sygnałem do tego, że ten wykład odrobinę różni się od klasycznych na Trinity College w Dublinie, to tożsamość wykładowcy powinna.

Sir Terry Pratchett nie potrzebuje prowadzić zajęć dla studentów. Jako ikona literatury sprzedał około 70 milionów egzemplarzy powieści ze Świata Dysku i stał się bohaterem dla niezliczonej masy fanów gatunku fantasy. Pratchett jednak przyjął stanowisko pomocnika wykładowcy i, z semestru na semestr, prowadzi zajęcia w grupie twórczego pisania.

Przez następne dwie godziny, Pratchetta zajmuje forma wolnego monologu: po części instrukcja, po części wspomnienie, po części głośne czytanie jego powieści „Straż! Straż!”. Mówi także o swojej młodości: „Miałem swoje cztery kwitki do biblioteki i powiedziałem, że cztery to za mało!” Wspomina początki swojej przygody z pisarstwem, jak to „pisał na maszynie tak szybko, że stronice wyskakiwały spod jego palców”. Jest zabawny, inteligentny i ciepły dla swoich studentów. Zwróćcie jednak uwagę na to, jak zmaga się ze swoim drinkiem - kufel beztrosko stoi obok niego. Podnosi go do ust często, później przerywa i na powrót stawia szkło na stół, jego zawartość jest praktycznie nietknięta. Wydaje się, że jest w stanie siorbnąć trochę z kufla tylko w tym czasie, kiedy jeden ze studentów zadaje pytanie. Kruchość, która przychodzi z wiekiem, jest czasem ciężka dla obserwatora – i tak właśnie jest w przypadku Pratchetta. Jednak chodzi o coś więcej.

„Niektóre rzeczy są trudne”, mówi Pratchett następnego dnia przy filiżance herbaty w dublińskim hotelu. Forma Alzheimera, na jaką cierpi sprawia, że, jak mówi: „Patrzysz na klamkę i myślisz: To jest klamka. Wiemy, do czego używa się klamki. Pewnego razu otwierasz drzwi i nawet nie pomyślisz o klamce. Jeśli któregoś dnia zechcesz pośmiać się z naprawdę dobrego żartu, powinieneś zobaczyć mnie, chodzącego w kółko za drzwiami obrotowymi w wejściu do hotelu.”

Pratchett kocha mówić. „Świetnie się bawię mając przed sobą całą widownię: kiedy raz ich rozśmieszę, będziesz potrzebował stalowy łom, żeby zdjąć mnie ze sceny”.
Jednak chociaż był na tyle odważny, by dwa lata temu stworzyć genialny dokument dla BBC, dokument, w którym ukazane są jego słabości, zmagającego się z włożeniem krawatu czy szukającego słów dla swoich fanów, nadal pozostaje dumnym człowiekiem.

profesor Pratchett
Zwykle przy pomocy żartów odpiera wszystkie pytania na temat choroby, dowcipkując ze swojego stanu zdrowia. „Niektórzy ludzie już traktują mnie, jakbym był trupem, spacerującym po ziemi” – mówi i przez grubą zasłonę grzeczności, możecie wyczuć, jak bardzo nienawidzi litości.
„Mam 63 lata”, przypomina Pratchett. „Zatem mnóstwo moich problemów wynika właśnie z tego, że mam 63 lata. Wiadomo, że chorowanie na Alzheimera nie pomaga. Mam skłonność do zapominania słów. Waham się. Ale w końcu mam 63 lata. Alzheimer zna gorsze przypadki, niż mój.” W ten sposób Pratchett delikatnie ucina dalszą dyskusję na temat jego choroby.

Przechodzimy więc do rozmowy, dla której znaleźliśmy się w tym miejscu: powód, dla którego zdecydował się wykładać na Trinity (Pratchett utrzymuje, że jest tutaj, ponieważ „chciał to mieć już z głowy”).
„To, co masz, oddajesz dzieciakom”, mówi. „Kiedy sam byłem młodym fanem science fiction, uczestniczyłem w zjeździe podobnych mnie. Byłem daleko od domu, a przy barze siedzieli Arthur C. Clarke i Michael Moorcock, a także całe mnóstwo pisarzy, o których nie słyszałeś do dzisiaj z powodu przemijającej mody. Ale w ich czasach byli gigantami i rozmawiali ze mną – więc, jeśli byłem młody i miałem oczy szeroko otwarte, mogłem czerpać pomysły i uczyć się od największych.”

Czy Pratchett w ogóle wierzy, że można nauczyć się twórczego pisania? „Nie jestem pewien, czy to jest do wyuczenia”, odpowiada. „Myślę, że musisz mieć w sobie tę iskrę. Jeżeli iskry nie ma, nie sądzę, by to zadziałało. I chociaż uważam, że niewielu ludzi ją posiada, zawsze można zrobić z nich przyzwoitych pisarzy.”

Doświadczenia minionych dekad udowodniły, że czerpanie inspiracji z amerykańskich działań przynosi sukces. Zarówno tam, jak i później w Wielkiej Brytanii, popularne stało się zapraszanie do prowadzenia zajęć szanowanych autorów o znanych nazwiskach. Podbudowywało to reputację uczelni, a także zachęcało studentów do rekrutowania się na nie.
„To bardzo ważne, by znani i wysoko cenieni pisarze dzielili się swoim doświadczeniem z tymi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z pisaniem i podchodzą do niej bardzo poważnie”, mówi Gerald Dawe, poeta i dyrektor Creative Writing Masters na Trinity College w Dublinie.
„Terry Pratchett jest dla mnie inspiracją, bo niczym się nie przejmuje – pisze o tym, o czym chce pisać”, mówi jeden ze studentów. „Nauczyłem się od niego, że czytanie i poszerzanie swojej wiedzy jest ważne”, mówi kolejny. „Znajduję jego poziom wiedzy wyjątkowo fascynującym.”

Mówiąc do studentów, Pratchett żartuje na temat reputacji literatury fantasy i jego początkach jako pisarza tegoż gatunku. „Fantasy była, jak ktoś to określił: kawałkiem końskiego gówna w wiaderku z winem.” Przez długi czas Pratchett był uważany za głupkowatego pisarza fantasy, aczkolwiek jedynego, który zapisuje na swoim koncie znaczące sukcesy.

Pieniądze nigdy nie stanowiły dla Pratchetta sprawy najwyższej wagi, dlatego nie jest niespodzianką fakt, że kiedy po raz pierwszy otrzymał czek na pół miliona funtów – od razu go zgubił. Jak opowiada w dokumencie „Żyjąc z Alzheimerem”, czasem ma poważny problem, żeby odróżnić „co jest chorobą, a co tylko mną”.

Diagnozę postawiono mu w 2007 roku, kiedy miał 59 lat. Częścią powodu, dla którego stworzył film dokumentalny, było bez wątpienia to, że oglądając go za kilka lat, będzie mógł przypomnieć sobie różne ważne i nieważne rzeczy. Alzheimer zabiera ludziom wspomnienia i wraz z postępem tej okrutnej choroby – kradnie osobowość.

Przechodzimy do tematu, który częściej pojawia się na ustach Pratchetta – pomoc w samobójstwie. „Ważne jest to, że jeśli ludzie potrzebują opieki, dostają ją”, mówi. „Jednak z drugiej strony tym ludziom, którzy tej opieki nie chcą, powinno się pozwolić jej nie otrzymać. Znam naprawdę mnóstwo osób, cierpiących na nieuleczalne choroby – jeśli chcą umrzeć, na jakiej podstawie rząd uznaje ich za nie w pełni władz umysłowych? Pamiętajmy, że inne kraje już przez to przechodziły i to działa. To nie jest nic nowego.”

komputer Terrego
Wspominam dyskusję podczas emisji jednego z programów telewizyjnych. Wrzaskliwa publiczność wyrażała swoje obiekcje na temat eutanazji. „Mówili, że to śliska sprawa?” pyta Pratchett. „Spójrz! Potrafię czytać w myślach!”, śmieje się. „Zatem, sprawa wygląda tak. Lubię śliskie sprawy i ty też powinieneś. Dawno, dawno temu tylko jedna osoba miała prawo do głosu i to był król. Później prawo do głosu dostali wszyscy mężczyźni. Następnie takie prawo otrzymały wszystkie zamężne kobiety. W końcu prawo do głosu przysługiwało także wszystkim innym kobietom, bez względu na stan cywilny. To była śliska sprawa, ale to był ten właściwy rodzaj śliskiej sprawy. Nie widzę niczego złego w filozofii korzystania z życia do granic możliwości, kiedy sprawia to radość i jest zabawne – bogate życie i pełnia życia, a potem delikatne, ciche odejście. To Układ Słoneczny oddalony od nazistowskiego systemu prowadzenia ludzi do komór gazowych.” Pratchett milczy przez chwilę. „Nie chcę, by przydarzyły mi się te wszystkie irytujące rzeczy związane ze śmiercią”, mówi przepraszająco. „Tylko to jest tak, że wiem, że będę o to pytany.”

Niektórzy na pewno podejrzewają Mistrza o to, że być może czasem żałuje swojej decyzji odnośnie ujawnienia prawdy o chorobie, na którą cierpi. Zachowanie jej w tajemnicy z pewnością pozwoliłoby mu wieść ciche i spokojne, o wiele łatwiejsze życie. Sam Pratchett twierdzi jednak, że gdyby mógł, nie zmieniłby swojej decyzji. „Nie mówić nikomu to tak, jakby sugerować, że się tego wstydzę. A to byłoby totalnie nie w porządku.”

Właśnie wysłał nowy rękopis do swego wydawcy. Korzysta teraz z programu komputerowego, noszącego doskonałą nazwę Dragon Dictate, by pomóc sobie sterować swą fikcją. Kiedy jest w domu, lubi dyktować opowieści swemu asystentowi, Robowi Wilkinsowi.
„Jeśli możesz komuś dyktować, to niesamowite, jak historia się toczy”, mówi. Pratchett uważa, że pozostawanie czynnym w swojej pracy umacnia go. Siedzenie bez zajęcia z pewnością nie jest tym, co dla niego najlepsze – tu mamy odpowiedź na pytanie odnośnie przyjęcia posady na Trinity.

„Któregoś dnia miałem ze studentami długie zajęcia. Spojrzałem na ich jaśniejące twarze i pomyślałem: Co ja im, do cholery, powiem?” Jednak powiedział im: o sztuce, o życiu, o pisaniu. A oni słuchali oczarowani. „Nie udawałem, że tworzę literaturę”, mówi Pratchett. „Ale piszę książki, do których ludzie wracają.”
Nawet jeśli tylko jeden student nauczy się jak to robić, Pratchett osiągnie o wiele więcej, niż miał zamierzone.

źródło

Zobacz powiązane książki: Straż! Straż!

Autor: Ratharienn