Nie dotykać!


przycisk końca świata



świat dysku

Pogodynka


Miecz Sir Terrego Pratchetta

2011-06-19 08:34:31

pasowanie na rycerza
Kiedy w 2008 roku Terry Pratchett otrzymał tytuł szlachecki z rąk królowej Elżbiety wspomniał pół-żartem pół-serio, że razem z tytułem powinien być obdarowany również odpowiadającą tytułowi broń. Z czasem pomysł ten zaczął w Terrym dojrzewać i w 2010 roku przekształcać się w rzeczywistość. Mistrz nie poszedł jednak na łatwiznę i nie zakupił pierwszego lepszego kozika do otwierania konserw. Postanowił, że miecz stworzy siłą własnych rąk.

Tak narodził się projekt miecz. Terry, po odbyciu kilku konsultacji ruszył do dzieła. Na zapleczu jego domu w Wiltshire powstał piec hutniczy (może za duże słowo, bo został dość mocno na kanwę średniowieczną z gliny zaimprowizowany, ale skoro służył do wytopienia żelaza z rudy, to coś w tym musi być), w którym przetopił rudę i mozolnie wykuwał klingę swojego miecza.
I tu pytanie, co łączy wytapianie rudy żelaza w piecu Terrego z farmą, na której wychowała się Akwila vel Tiffany? Owce, a szczególnie ich... nawóz, który był jednym ze składników paliwa do opalania pieca.

surowy miecz
Te i inne sposoby, to podpowiedzi co do wyrobu miecza, Sir Terry uzyskał dzięki wiedzy Jake’a Keena – eksperta w średniowiecznych technikach obróbki metalu. A propo samego metalu. Jak już wspominałem, to przede wszystkim była to ruda żelaza (ponad 80 kg) ale z dodatkiem czegoś magicznego. Nie, nie były to niezwykłe runy Celtów, czy magiczne rubiny wprost z goblinich kopalni, ani nawet nie stare krasnoludzkie zaklęcie – „Na pohybel...” (z resztą znacie je co nie?). Terry dodał do rudy żelaza, z którego wykonał swój miecz, metal odzyskany z meteoru, który znalazł. Jak sam stwierdził: Kilka kawałków meteorytów – gromowego żelaza – silnie magicznego, rozumiecie, trzeba ich trochę wrzucić niezależnie od tego, czy w to wierzysz, czy nie.

Wtedy poszedł w ruch młot. Terry przez kilkadziesiąt dni, własnymi rękami kształtował magiczny metal. Wśród demonów ognia i słupów iskier słychać było jedynie monotonne Trach! Trach! Trach! W końcu Terry musiał przyznać, że pewnego poziomu mistrzostwa w kowalstwie nie da się przekroczyć i własnoręcznie wykonaną klingę oddał do końcowej obróbki profesjonalnemu kowalowi.

gotowy miecz
Po kilku tygodniach miecz wrócił do właściciela i Terry w końcu mógł się w końcu
szczycić w pełni tytułem szlacheckim, nie tylko jako umowny Lord, ale prawdziwy Rycerz.

Niestety Terry nie może go nosić na co dzień, z powodu obowiązującego prawa
angielskiego. Wylądował on w schowku w domu Terrego i czeka na lepsze czasy.

Zobacz powiązane książki: Wolni Ciutludzie

Autor: Marek Sobczak