świat dysku

Pogodynka


Zobacz w galerii:

Niezwykłe akwarele w zeszycie ...

Notatki AdiFitri Ahmad...

Zobacz więcej z kategorii: świad dysku

Bogowie, stwórcy, demony, czyli rzecz o teologii dysku

2011-09-03 14:18:40

żółw
Świat Dysku, mimo że jest serią raczej prześmiewczą, został już rozbudowany na tyle mocno, żeby wykształcić sobie własną, skomplikowaną teologię i kosmologię. Warto zająć się tym tematem i przeanalizować pokrótce podstawowe założenia dotyczące natury bogów, stwórców i samej religii. Być może natchnie to kogoś do napisania poważniejszej rozprawy na ten temat.

W teologii Dysku można doszukać się odniesień do różnych bóstw i różnych kultur – nie tylko politeistycznych, jednak zasadniczej konstrukcji trzeba szukać głębiej. W zasadzie nie można nawet powiedzieć, że we wszechświecie Pratchetta panuje politeizm, choć bogów istotnie jest wielu, a każdy ma swój własny kościół, świątynię i wyznawców. Przyczyną tego jest problem teogonii (do którego wrócę niżej) – bogowie są tu poniekąd wtórni względem ludzi, przez nich tworzeni i obdarzani fizyczną powłoką. Nie znaczy to również jednak, że Pratchett promuje koncepcję ateistyczną. Bogowie są realnie obecni w obrębie świata, zaś ludzie zostali powołani do życia przez wyższe byty – Stwórców. Jest ich więcej, niż można by przypuszczać. Nawet na jednym tylko Dysku – jak czytamy choćby w Ostatnim Kontynencie – gdy zostało dużo wolnej przestrzeni, kolejny stwórca przyszedł i dobudował kontynent. Każdy z nich ma własny charakter, własne metody działania, czasami nawet podpisy (vide – kangury na Czteryiksach). I to wszakże nie dowodzi jeszcze politeizmu, wszyscy oni bowiem podlegają Ostatecznej Konieczności, Śmierci Światów – Azraelowi.

O Azraelu niewiele wiadomo. Nie jest on bogiem, stoi jednak ponad wszystkim co zostało opisane przez Pratchetta, a także ponad innymi światami. To skłania nas do wniosku, że najbliższa Pratchettowi jest koncepcja gnostycka. Wedle tej idei kolejne, niższe byty są emanacjami bytów wyższych, od Absolutu, jednostki najwyższej – do człowieka. Gnostycy uważali m.in., że Jahwe był jednym z takich właśnie średniej rangi demiurgów, podobnie jak, nieco niżej Lucyfer i inni aniołowie. Jednym takich demiurgów mógł być właśnie Azrael. Choć jednak jest postacią stojącą ponad wszystkimi opisanymi przez Pratchetta rzeczami, ciężko pokusić się o stwierdzenie, żeby to on był istotą najwyższą. Azrael – jak czytamy w „Kosiarzu” jest więźniem. Być może jest to echo Ragnaröku. Do ostatecznej bitwy miało dojść, gdy z więzów uwolnią się Loki i Fenrir (lub Fenriz). Przypuszczać można wszakże, że w kosmologii Pratchetta nie dojdzie do bitwy, ponieważ Azrael sam w sobie jest śmiercią, końcem. Jak czytamy w Kosiarzu: „Istnieje miliard Śmierci, ale wszystkie są aspektami jednego: Azraela, Wielkiego Atraktora, Śmierci Wszechświatów, początku i końca Czasu”. Za uznaniem Azraela za jednego jedynie z wyższych demiurgów przemawia też fakt, że ciężko połączyć klimat powieści Pratchetta z przyznaniem władzy absolutnej śmierci (sama taka koncepcja została zresztą przez autora potępiona w „Kosiarzu”). Musimy się więc pogodzić z tym, że o wyższych bytach nic póki co nie wiemy. Za uznaniem koncepcji gnostyckiej przemawiają również istoty pokroju Wiedźmikołaja, Duchociastnej Kaczki itp. Wiedźmikołaj wprost zostaje nazwany „zimowym demiurgiem”, który musiał się „przekwalifikować”. Być może nie jest to jedyny system filozoficzno-religijny, z którego Pratchett czerpał, jednak wykazuje on największe podobieństwo, do teologii dyskowej. Warto jednak zauważyć ciekawą rzecz, a mianowicie odwrócenie relacji człowiek – bóg. O ile gnoza przyjmowała „bogów ziemskich” - demiurgów w rodzaju Jahwe, za byty wyższe od ludzi, to na Dysku to ludzie nadają bogom kształt.

Prowadzi nas to do kwestii teogonicznej. Jest ona bardziej skomplikowana, niż można by przypuszczać, a to z powodu siły, mocy twórczej, jaką Pratchett przypisuje słowu. Słowa posiadają moc w wielu kulturach – szczególnie kultach szamańskich, uważanych za najstarszą formę życia religijnego – ale również i w religiach rodziny praindoeuropejskiej. Uroki, życzenia, zaklęcia – wszystko to opierało się na słowie i odwołaniach do kultury mówionej. Wydaje się, że Pratchett doprowadził to do ekstremum, przypisując słowu i wierze moc fizycznego stwarzania bytów. Stąd powstały antropomorficzne personifikacje w rodzaju Śmierci, Zarazy, Wojny czy Głodu, a nawet Czasu i Chaosu. Nie są oni procesami, które zachodzą w naturze, ale kierują nimi. Ludzie stworzyli ich podświadomie, przez uwierzenie w istnienie bytów tego typu. Z bogami jednak rzecz ma się nieco inaczej. Oni nie zostali stworzeni przez ludzi, byli za to od początku stworzenia czymś w rodzaju osobowości bez ciała, siły życiowej czekającej na wcielenie. Niektórym udawało się zwrócić na siebie uwagę (mechanizm ten został opisany w „Pomniejszych Bóstwach”) – wtedy wiara powodowała, że rośli w siłę, ale także nabierali fizycznego kształtu, zależnego od wyobraźni wyznawców. Tu pojawia się skomplikowany problem, nie spotykany nigdzie indziej – bogowie rządzą życiem, grają losami ludzi, choć zostali właśnie przez nich powołani do życia. I choć z jednej strony można unicestwić Śmierć, Duchociastną Kaczkę, czy Wiedźmikołaja, można zepchnąć bogów do roli pomniejszych duchów, to z drugiej – mają oni pełnię władzy na obszarze swego działania. Podobna sprzeczność istnieje w kwestiach kosmogonicznych – nieważne już jak się to wszystko zaczęło, ponieważ każda religia przyjmuje inny wariant. Gdy nadano kształt bogom przez wiarę w nich, dano im też historię, a każda z nich jest równie prawdziwa, co bóg, który ją reprezentuje. W realiach Dysku oznacza to, że wszystkie wersje stworzenia świata – od akordu, który wgrał wszystko do istnienia, aż do pocięcia sprzętu trawnikowego, przez jakieś zazdrosne bóstwo – są prawdziwe. Prowadzi to do stwierdzenia, że wszystko jest względne, że nie można odróżnić prawdy od fałszu. Pratchett odrzuca klasyczny dualizm – dobro contra zło, odrzuca także ideę jednoznacznie dobrego bóstwa, a co za tym idzie problem teodycei („skąd zło?”). Owszem, istnieją świątynie zagłady, zniszczenia, są bóstwa mroczne i ponure, ale zło jest wartością subiektywną. Truckle Nieuprzejmy mówi w „Ciekawych Czasach”: „Kiedy załatwiłem Pięciogłowego Kozła-Wampira ze Skundu, powiedzieli mi, że nie powinienem, bo to niby zagrożony gatunek”. Znamienne. Również i to, że jedynymi, którzy mają jasny podział na „dobre” i „złe” (choć nieco obiegający od naszego) są nieokrzesani barbarzyńcy, ceniący sobie honor, odwagę i poświęcenie za kamratów, oraz fanatyczni sekciarze – omnianie (dyskowe wersja purytanów), którzy zagubili dawno to, w co wierzyli, o co chcieli dbać.

Z powyższych rozważań warto wysnuć jeszcze kilka wniosków odnośnie religii jako takiej. Ponieważ bogowie na Dysku obecni są namacalnie, nie pojawia się tu problem tzw. Deus otiosi – boga oddalonego (jak np. w chrześcijaństwie czy islamie). Magowie, kapłani, czarownice i osoby obdarzone wiedzą na tematy okultystyczno-religijne nie wierzą w bogów – nie dlatego, że są ateistami, ale z tego samego powodu, dla którego nie wierzy się np. w krzesło. Wiemy, że ono istnieje, nie pojawia się więc problem wiary.

Chrześcijańscy religioznawcy wprowadzili do nauki pojęcie „religii naturalnej”. Wedle tej teorii pierwotną religią był naturalny monoteizm, wynikający z rzeczywistej obecności Boga i bliskości z patriarchami. Potem, po pomieszaniu języków ludzie stopniowo mieli od niego odchodzić i wypaczać religię naturalną. Na Dysku mamy do czynienia z sytuacją podobną, jednakże tutaj na poziomie demiurgów, „ziemskich” bogów panuje „naturalny politeizm”, choć jak już wspomniałem w odniesieniu do wszechświata, o politeizmie mówić nie możemy.

Podsumowując – teologia Świata Dysku jest bardzo wielopoziomowa. Bazuje głównie na koncepcji gnostyckiej, mocno jednak zmodyfikowanej. Kwestia pochodzenia bogów jest za to koncepcją niespotykaną nigdzie indziej (być może stanowi próbę odwrócenia koncepcji „śmierci Boga”). Pratchett jak zwykle odwołując się do wielu innych tekstów kultury skleja ich fragmenty i tworzy całkiem nową jakość. Gdyby dokładnie przejrzeć wszystkie książki, można by napisać na ten temat wiele, wiele więcej, co niniejszym proponuję maturzystom, albo studentom trzeciego roku filologii angielskiej. ;)

Zobacz powiązane książki: Pomniejsze Bóstwa

Autor: Dżon