Zobacz więcej z kategorii: świad dysku

Magia w Świecie Dysku

2011-09-06 22:43:13

Rincewind
Ciekawym i wartym podjęcia problemem jest natura magii w świecie Pratchetta. W każdym systemie świata przedstawionego podejście do tego tematu jest nieco inne – zależnie od poglądów autora i jego zamiarów, a także w zależności od tego w jakiej kulturze się wychował i z jakiej kultury czerpie. Zasadniczo magia definiowana jest jako „technika wprowadzania zmian w materię świata” (J. G. Frazer), lub „taki sposób działania, który zmniejsza do minimum czas potrzebny do wcielenia pomysłu, idei (zaklęcia) w życie, oraz nakład pracy wymagany do tej kreacji” (J. R. R. Tolkien). Z uwagi na większą konkretność będę korzystał z terminów angielskich, które być może nie pokrywają się ze słownictwem używanym przez Pratchetta, lepiej określają jednak rodzaj praktyk magicznych, o których będę mówił w różnych przypadkach.

W przypadku Świata Dysku możemy mówić właściwie o trzech podstawowych rodzajach magii: czarownictwie (witchcraft), czarach magów (sorcery –powiedzielibyśmy, że jest to magia par excellence, taka jaką znamy z bajek dla dzieci – innymi słowy rzucanie czarów; oraz wizardry – magia naukowa, wiedza zawarta w grimoirach itp.), oraz praktykach szamańskich (spotykanych jednak bardzo epizodycznie).

Na niektórych obszarach Dysku (głównie Genoa) spotyka się także kult voodoo, nie jest on jednak opisany szerzej, a przede wszystkim jest zawężony do praktyk nekromancji i minimalnych odwołań religijnych. Spośród magicznych praktyk Świata Kuli spotykany jest na Dysku także druidyzm – również szerzej nie opisany. Helleński podział magia vs. goeteia (magia negatywna, nekromancja) jest tu bezzasadny, ze względu na brak jasno określonych pojęć dobra i zła w dyskowej teologii. Spośród dwóch pierwszych można wyróżnić kilka rodzajów praktyk magicznych, szczególnie w przypadku sorcery – magowie lubią naukowość, systematyzowanie i temu podobne.

Magia – zarówno jednego i drugiego typu (choć przy magii magów jest to bardziej
widoczne), pochodzi z energii nagromadzonej przy stwarzaniu kontynentów przez tego, czy innego stwórcę. Stąd określenie sourcery – czyli czarodzicielstwo. Czarodziciel dysponuje potężną magią z samego źródła mocy, tam gdzie ciągle nagromadzone były jej pokłady, a nawet poniekąd sam jest źródłem magii. Zdarza się to jednak rzadko i związane jest z określonymi warunkami, wskazującymi na środkowoeuropejskie odwołania.

Czarodzicielem zostawał bowiem ósmy syn ósmego syna ósmego syna. Podobne zależności towarzyszą np. podaniom o strzygach, czy marach nocnych (siódma córka siódmej córki itp.) w legendach słowiańskich i teutońskich. U Pratchetta jednak szczególnie istotna jest liczba 8 – jako numer Bel-Samharotha – pożeracza dusz. Trzykrotne powtórzenie jej to zabieg wzmacniający jej znaczenie, wywodzący się jeszcze z numerologii hebrajskiej. Ukazanie magii jako pozostałości z początków świata, powoduje, że z jednej strony stała się ona jedną z wielu energii i praw działających w świecie, nie mniej powszechnych niż np. grawitacja, ale z drugiej - będąc pozostałością po działaniach stwórców, ma pierwiastek boski. To z kolei czyni używających jej kimś więcej niż zwykłymi śmiertelnikami. Nawet magiczne miecze i tym podobne artefakty nie są tu czymś przeznaczonym dla każdego. „Takie rzeczy przeznaczone są dla tych, którzy umieją ich używać” – mówi Skoczek w „Ostatnim Kontynencie”. Jest to pewną nowością, ponieważ artefakty tego typu w baśniach i większości powieści fantasy miały być pomocą dla bohaterów, którym brakowało jakiegoś przymiotu – siły, zwinności itp. Magia jest tu zdecydowanie sztuką, czy może nawet techniką, elitarną.

Zajmijmy się najpierw analizą natury witchcraft – czarostwa (w tłumaczeniu Cholewy „czarownictwa”). Zasadniczą rolę odgrywa tu tzw. „głowologia” – tzn. działalność czysto psychologiczna. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy czarownica musi uciec się do prawdziwej magii. Jest ona zdecydowanie inna od sorcery – mniej widowiskowa i mocno zakorzeniona w naturze. Jest także mocniej zrytualizowana, choć elementy mają znaczenie raczej symboliczne – por. „Trzy Wiedźmy” – scena przywołania demona w kociołku na pranie. Do ekstremum doprowadziła rytualizację Mateczka Whemper, często nie bez przyczyny. W „Trzech Wiedźmach” opisane zostały konkretne przepisy, podające warunki, w jakich należy zrywać i obierać jabłko, żeby zadziałało zaklęcie miłosne itp. Nie oznacza to jednak, że magia typu wizardry, jest rytualizacji pozbawiona, jednakże jest zdecydowanie „prostsza w użyciu”.

Magia drugiego typu – sorcery – nie potrzebuje zazwyczaj skomplikowanych
rytuałów. Jest to proste rzucenie czaru, czasem nawet nie potrzebne jest wypowiedzenie przy tym zaklęcia. Zaklęcia są domeną magii typu wizardry, również używanej przez magów. Tu jednak mamy do czynienia z sytuacją, kiedy Ridcully zmienia kogoś w żabę (por. „Muzyka Duszy”), kiedy mag tworzy kulę ognistą, zapala palcem fajkę i w tym podobnych sytuacjach. Są to raczej sztuczki, do których trzeba oczywiście zużyć kilka thaumów (jednostka energii magicznej), nie są jednak zaklęciami z prawdziwego zdarzenia (w sensie spell – źródłosłowem, jak widać jest wypowiadanie tekstu zaklęcia). Przy bardziej skomplikowanych czarach przydaje się laska maga. Można ją potraktować, jako coś w rodzaju magicznego odpowiednika karabinu maszynowego. Różdżki i laski pojawiają się w wielu mitologiach – zazwyczaj jednak nie są warunkiem sine qua non dla osoby trudniącej się magią, a raczej swego rodzaju artefaktem. Tak św. Patryk leszczynową laską wygonił węże z Irlandii. Innym przykładem takiego zastosowania laski jest kij (w innych wersjach maczuga), którym posługiwał się celtycki Oegnus Mac Oc – przy uderzeniu zabijał uderzonego i natychmiast go odradzał (mit nieco swoją drogą absurdalny). Silniejsze znaczenie miał hlautvidr – „różdżka wróżbiarska”, która dawała władzę nad przeznaczeniem. U Pratchetta laska maga (z obowiązkową gałką na czubku) ma określony ładunek magii (więc mamy do czynienia z energią typu mana) i po zużyciu staje się po prostu odpadem. Według jednak innej wersji (we wcześniejszych książkach – por. „Równoumagicznienie”) – mag powinien przekazać laskę następcy, co sugerowałoby jej dłuższą żywotność. Możemy to przyjąć chyba raczej za lapsus autora, niż świadome zróżnicowanie, jednak stawia nas to przed problemem: którą wersję przyjąć za kanoniczną?

Z kolei magia typu wizardry jest mocno sformalizowana – wymaga odczytywania skomplikowanych zaklęć, a czasem także rytuałów (por. Askh’Ente). Ważną rolę odgrywa w niej spell – zaklęcie – tak jak w przypadku Octavo. Różni się ona jednak mocno od magii czarownic (witchcraft). Jest także bardziej techniczna, oderwana od przyrody, często połączona z nauką – stąd np. dziedzina zwana technomancją. Wizardry w rozumieniu Pratchetta obejmuje wszystkie dziedziny – od astrologii, przez nekromancję, aż do technomancji. Jest to bodaj najszersza dziedzina dyskowej magii, a jednocześnie jest tym co tradycyjnie kojarzymy z magami, czy czarnoksiężnikami. Stąd na potrzeby artykułu nie ma powodu opisywać jej szerzej.

Praktyki szamańskie nie są szerzej opisane, oprócz epizodu z wyprawieniem
Rincewinda w zaświaty, aby sprowadził Dwukwiata z powrotem („Blask Fantastyczny”). Z voodoo spotykamy się tylko w „Wyprawie Czarownic” – oprócz praktyk z zombie i Barona Saturday’a (będącego echem haitańskiej demonologii). To samo się tyczy druidów. Wiadomo tylko, że ich żywiołem jest kamień, oraz że ich magia opiera się na sile autosugestii (por. scena latania na skale).
Temat jest obszerny i można by napisać jeszcze niejedno, podpierając się większą
ilością książek, oraz fachową literaturą historyczną. Może ktoś będzie chciał stworzyć z tego pracę naukową. A może sam Terry dostarczy nam jeszcze materiału do przeanalizowania i dodania do tego skromnego artykuliku. ;)

Zobacz powiązane książki: Kolor magii

Autor: Dżon