świat dysku

Pogodynka


Zobacz więcej z kategorii: recenzje

Potworny Regiment - recenzja

2011-09-20 18:28:13

Potworny Regiment - okładka
Potworny Regiment – recenzja

Kiedy pierwszy raz sięgnąłem po tę książkę w Empiku, odłożyłem ją prawie natychmiast, z myślą: „Może kiedyś do niej wrócę”. Po przeczytaniu paru pierwszych akapitów odniosłem wrażenie, że oto mamy kolejną powieść o bohaterce w stylu Mulan, albo Xeny, podbitą wątkiem feministycznym... Wysyp tego był ostatnio, więc kolejne pozycje mielące w kółko ten sam temat mają działanie podobne do laxigenu. Książka leżała długo i czekała na swoją kolej, aż w końcu kupiłem ją, bardziej ze względu na brak innych tytułów w księgarni, niż na cokolwiek innego. Po przebrnięciu przez dobrze znany z innych przygodowych pozycji początek okazałem się być jednak bardzo pozytywnie zaskoczony.

Przede wszystkim nie sprawdziły się obawy co do nachalnego promowania poprawności, modnych trendów feministycznych itp. Wątek równouprawnienia pojawia się co prawda, ale w mocno pratchettowym, zabawnym stylu, poza tym raczej w rozumieniu XIX-wiecznej emancypacji. Nie taki diabeł straszny, jednym słowem...

Nie trzeba dodawać chyba, że styl pisania i humor jest genialny jak zawsze. Fabuła również skonstruowana została z gracją i pomysłem. Sir Terry nie raz zaskakuje nas różnymi niespodziankami, a im dalej w las, tym bardziej są one absurdalne i zabawne. Zajmujące jest zarówno śledzenie losów Potwornego Regimentu, jak i analizowanie wojennych losów i historii Borogrovii oraz Zlobenii, widzianych oczyma narratora, a także metaforycznymi oczyma Ankh-Morpork (jako że miasto nie posiada oczu jako takich, a w tym konkretnym przypadku i tak byłyby ślepe, z powodu błota i gołębi).

Dużo zabawy dostarcza również – jak w większości książek Pratchetta – wyszukiwanie odwołań do historii, geografii politycznej, literatury itp. Znajdziemy tu zarówno Wietnam, prezydenta Kennedy'ego, wojnę japońsko-amerykańską, jak i kocioł bałkański. Powinniśmy już być przyzwyczajeni do tego, że powieści sir Terry'ego czyta się z podręcznikami historycznymi na podorędziu, przynajmniej jeżeli nie chcemy przegapić połowy z tego, co nazywa się drugim dnem...

Jednym słowem książka warta polecenia, z czego płynie morał – nie należy ulegać pierwszemu wrażeniu. Nic tylko wziąć ją w łapki, usadowić się z rana na fotelu z kubkiem kawy i zniknąć na parę godzin dla świata – a wtedy nowy dzień będzie jak wielka, ogromna ryba.

Zobacz powiązane książki: Potworny Regiment

Autor: Dżon