Nie dotykać!


przycisk końca świata



Zobacz więcej z kategorii: fan fiction

Fan fiction: praca Kingi - bez tytułu

2011-09-21 09:38:29

- Która to godzina – wymruczałam sięgając po telefon.
TO JUŻ NIEISTOTNE DLA CIEBIE – usłyszałam za plecami. Ręka zamarła mi w połowie ruchu.
- Jak to nie istotne?! A tak w ogóle, do cholery, co robisz w moim pokoju i kim jesteś?! – zaspana nie poznałam przedwiecznego głosu przypominającego uchylanie się krypty.
NIE POZNAŁAŚ MNIE? DZIWNE. PRZECIEŻ TWIERDZIŁAŚ, ŻE TYLE O MNIE WIESZ. W tym momencie powoli zaczęło do mnie docierać, odwraciłam z wahaniem.
- Śmierć... Ale jakim cudem, przecież nic mi nie było, dom w całości, więc żaden meteoryt na mnie nie spadł, nie słyszałam żeby ktoś się włamał, a zresztą widzę laptopa, a skoro już o lapku mowa, to chyba muszę flotę odebrać...
TWOJA FLOTA TEŻ JUŻ NIE JEST ISTOTNA, ZASTANÓW SIĘ DZIEWCZYNO O CZYM MÓWISZ.
- Ale – w tym momencie znowu mi przerwał.
NIE ŻYJESZ, A WŁAŚCIWIE, PRAWIE NIE ŻYJESZ, WYBRAŁEM CIĘ NA SWOJEGO NOWEGO SŁUGĘ, BO ALBERT OSTATNIO SZWANKUJE.
- Że co proszę?! Ja nie będę niczyją służącą, niezależnie od tego jak bardzo Cię uwielbiam. Kropka. A właściwie co Ty robisz na Kuli, Twoje miejsce jest na Dysku.
MOJE MIEJSCE JEST WSZĘDZIE.
- Niech Ci będzie. Tylko dlaczego akurat ja, no i dlaczego prawie nie żyję, chyba mam prawo wiedzieć, skoro i tak nie mam większego wyboru.
JESTEŚ PRACOWITA. WIESZ O MNIE WYSTARCZAJĄCO DUŻO I UMIESZ PRZYPALIĆ WSZYSTKO JAK ALBERT. TWOJA MIŁOŚĆ DO CZARNEGO TEŻ JEST PLUSEM, BĘDZIESZ SIĘ DOBRZE CZUŁA U MNIE. A CO DO TWOJEJ ŚMIERCI, TO NIE WIEM DLACZEGO MASZ UMRZEĆ.
- Dziwnie mówisz, wydawało mi się, że jesteś bardziej staroświecki...
DOSTOSOWAŁEM SWÓJ SPOSÓB MÓWIENIA DO ŚWIATA W KTÓRYM SIĘ ZNAJDUJĘ, WSZYSTKO WRÓCI DO NORMY JAK WRÓCIMY DO PRAWDZIWEGO ŚWIATA.
- Jak to prawdziwego? Ten jest prawdziwy, to Dysk jest fikcją.
JESTEŚ TEGO PEWNA*? ZRESZTĄ NIE MAM CAŁEGO DNIA, IDZIEMY. Powiedział Śmierć pokazując na okno. W tym momencie dostrzegłam Pimpusia, stojącego sobie jak gdyby nigdy nic na wysokości pierwszego piętra. Śmierć przeszedł przez zamknięte okno, ja oczywiście z przyzwyczajenia chciałam je otworzyć, ale ręka przeszła mi przez klamkę. W odpowiedzi usłyszałam tylko najbardziej złowieszczy śmiech, którego nie powstydziliby się nawet w najstraszniejszych horrorach.
PRZEPRASZAM, TO BYŁO SILNIEJSZE ODE MNIE, TAKA MAŁA SZTUCZKA, MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ NIE OBRAZIŁAŚ.
- Nie, skąd... - nie chciała, ale jakoś sarkastycznie mi to wyszło. Tym razem udało mi się otworzyć okno i usadowiłam się na Pimpusiu za Śmierciem. - Dobrze, że dzisiaj postanowiłam spać w piżamie – pomyślałam. - Głupio by tak było paradować w samych majtkach.

**

Poczułam się dziwnie, to przecież musi być sen, nikt w normalnych warunkach nie podróżuje na latających koniach ze Śmiercią. A już na pewno nikt normalny. Tak, to musi być to, albo śpię, albo zwariowałam, wolałabym to pierwsze, ale znając mnie to stanowczo to drugie. Fajnie się spotkać ze Śmierciem we własnej osobie, ale nie jak twierdzi, że człowiek nie żyje, to już nie jest zabawne. Czas się obudzić, a może poczekać i zobaczyć Domenę? No, nic, spróbujmy, podobno jak się spada, to człowiek się budzi, no to lecimy. Odepchnęłam się od Śmiercia. Hmm, On naprawdę jest kościsty... Zaczęłam się zsuwać, ale długo to nie potrwało.
A DOKĄD TO? NIE ŚPISZ, A MNIE SIĘ NIE CHCE CIĘ ŁAPAĆ, PIMPUŚ NIE LUBI AKROBACJI.
- Dobrze, już dobrze, zawsze warto spróbować. - Czyli zwariowałam, pięknie. Tylko co teraz, nie uśmiecha mi się bycie służącą.

**

Przez to całe zastanawianie się, nie zauważyłam, że na niebie pojawiły się gwiazdy** i zrobiło się ciemniej. Nie, no liczyłam na coś bardziej spektakularnego, jak na przykład przy podróży do Avalonu, albo przynajmniej ostra granica między wszechświatami***, a nie płynne przejście, to by się stanowczo nie sprzedało.
Skoro nie ma efektów specjalnych to trzeba się porozglądać. Już z daleka zobaczyłam czarne łany zboża i czarny staw. Całkiem ładna kolorystyka, chociaż ten gipsowy skrzat bardziej by pasował do ogródka Niani...
Wreszcie po obejrzeniu czarnych tulipanów i róż, zobaczyłam dom. Właściwie dom to za mało powiedziane... Zobaczyłam wielką czarną willę ze stajnią, a właściwie tak mi się na początku wydawało, jak podjechaliśmy bliżej, willa zamieniła się w mały domek, niewiele większy od mojego pokoju.
PRZYZWYCZAISZ SIĘ DO PERSPEKTYWY ZA JAKIŚ CZAS, TWÓJ UMYSŁ MUSI PRZYSTOSOWAĆ SIĘ DO NOWEJ CZASOPRZESTRZENI – wyjaśnił Śmierć widząc moją dezorientację. A TERAZ WPROWADŹ PIMPUSIA DO STAJNI I GO WYCZYŚĆ, JA NIE MAM CZASU.
- Ale ja ostatni raz miałam do czynienia z końmi dobre 10 lat temu, nic nie pamiętam.
PRZYPOMNISZ SOBIE, WIERZĘ W CIEBIE, KONIEC DYSKUSJI, MAM DUŻO PRACY, MUSZĘ WYBRAĆ KLEPSYDRY.

**

Wprowadziłam Pimpusia do stajni. Gdy zastanawiałam się co ja właściwie mam robić i zaczynało mi się zbierać na płacz z bezsilności i wściekłości (nie tak sobie wyobrażałam moje spotkanie z Dyskiem, to powinno być zupełnie inaczej, powinnam teraz przemierzać pustynię na XXXX, albo uciekać uliczkami Ankh-Morpork przez członkiem Gildii Złodzei, albo...) moje rozmyślania przerwał Albert, który wyłonił się z cienia.
- Tu masz szczotki, a czyści się tak – pokazał. - Widzę, że Pan załatwił już sobie mojego zastępcę, mnie się już znudziło życie, jest za długie i ostatnio strasznie nudne jak nie ma Ysabell i Morta, Pan ma dużo roboty, a czasami po prostu znika na dłużej bez zapowiedzi.
- Ale jak to Ci się znudziło. Jesteś potrzebny Śmierci, nie może Ci się znudzić, jak on bez Ciebie przetrwa, sam w tym domu, i...
- Poradzi sobie – przerwał mi w połowie zdania. - Radził sobie beze mnie wcześniej, poradzi sobie jak ja odejdę. Żeby było mu łatwiej sprowadził Ciebie.
- Ja nie chcę tu zostać, nie mogę, mam życie na Ziemi, rodzinę, przyjaciół, forum do opieki...
- Nie masz wyjścia, musisz tu zostać. A tak w ogóle co to jest Ziemia?
- Świat Kuli, inne uniwersum, inna nogawka czasu.
- Nie rozumiem.
- Byłeś magiem to u was normalne.
- Jesteś impertynencka.
- Skąd ja znam ten tekst... Ale mniejsza z tym. Dlaczego nie mam wyjścia?
- Zapytaj Pana o swoją klepsydrę.
- Moją klepsydrę? A co ona ma do tego, jestem za młoda żeby umierać i za bardzo leniwa na bycie służącą.
- Po prostu zapytaj. Chodź oprowadzę Cię po domu.
- Ale przecież jest malutki, dużo Ci to nie zajmie – w tym momencie palnęłam się ręką w czoło. - Co ja gadam, przecież tu przestrzeń jest inna, wewnątrz jest większy niż na zewnątrz. Pokażesz mi zegar? Zawsze chciałam go zobaczyć z bliska i salę z klepsydrami i pokój Ysabell i...
- Dziewczyno uspokój się, najpierw nie chcesz tu być, a teraz chcesz zwiedzać?
- Skoro i tak nie mam wyjścia.
- Ech... Jadłaś śniadanie?

**
Gdy weszliśmy do domu, drogę zagrodził nam Śmierć.
JEDNAK NIE MAM DUŻO PRACY, JEŻELI CHCIAŁABYŚ POROZMAWIAĆ O SWOIM POBYCIE TUTAJ TO BĘDĘ W GABINECIE.
- Jasne, że bym chciała... Może się wreszcie dowiem o co w tym wszystkim biega.
- Na mnie nie patrz, ja niewiele wiem, idę zrobić jajecznicę.
- Tylko jej za bardzo nie spal – gdyby wzrok mógł zabijać, leżałabym trupem. Albert poszedł do kuchni, a zaczęłam szukać gabinetu, bo oczywiście Śmierć zdążył odejść. Po drodze obejrzałam sobie zegar, trochę mniej dziwny niż się spodziewałam, w ogóle wszystko to jakieś takie za bardzo realne, a w niektórych miejscach nawet kiczowate, powinna być jakaś tajemnicza poświata od czarnych świec, i powinno być ciemniej i mroczniej i korytarz nie powinien być wyłożony miękkim puszystym dywanem w króliczki, dobrze, że przynajmniej i dywan i króliczki są w odcieniach czerni.
W końcu znalazłam gabinet.
JESTEŚ WRESZCIE. MYŚLAŁAM, ŻE CHCESZ SIĘ DOWIEDZIEĆ WSZYSTKIEGO JAK NAJSZYBCIEJ.
- Miałam mały problem ze znalezieniem gabinetu, a Albert poszedł zrobić swoją słynną spaloną jajecznicę.
WIĘC CZEGO CHCESZ SIĘ DOWIEDZIEĆ.
-Wszystkiego, ale zy skoro już tu jestem możemy zrobić rundkę nad Dyskiem na Pimpusiu, zawsze marzyłam o zobaczeniu tych wszystkich miejsc o których tyle czytałam.
PIMPUŚ NIE JEST KONIEM WYCIECZKOWYM, TYLKO RUMAKIEM ŚMIERCI.
- No, ale może zrobisz mały wyjątek, skoro już m nie tu przywlokłeś wbrew mojej woli? Proszę, proszę, proszę – niestety moje oczka Kota ze Shreka nie działały na Śmiercia.
TO NIE MOŻLIWE.
- To coś związanego z moją klepsydrą, tak? Albert coś o niej wspominał. - Śmierć wskazał małą czarno-srebrną klepsydrę stojącą na biurku, trochę nie pasującą do ogólnej czerni pokoju.
TO TWOJA KLEPSYDRA. JAK WIDZISZ ZOSTAŁO W NIEJ TYLKO KILKA ZIARENEK. NIE MASZ CZASU NA ZWIEDZANIE, JEŻELI OPUŚCISZ MÓJ DOM CHOCIAŻ NA CHWILĘ, UMRZESZ.
- Ale jestem za młoda, żeby umierać... jeszcze tylu rzeczy w życiu nie zrobiłam, a właśnie mówiąc nie zrobiłam, miałam napisać opowiadanie na konkurs i sprawozdanie z praktyk i zrobić bazę danych do inżynierki i...
WIDZĘ ŻE ZACZYNASZ BARDZO DUŻO MÓWIĆ JAK SIĘ STRESUJESZ. NIE WIEM DLACZEGO MASZ UMRZEĆ, WIEM, ŻE MASZ. JA PRZYCHODZĘ JUŻ PO FAKCIE, NIE MAM NA TO WPŁYWU.
- Masz, można z Tobą wygrać.
NIE MOŻNA.
- A Babcia? Ona z Tobą wygrała.
TO BYŁO... HMM... TO BYŁO... PRZEWIDZIANE, NIE MIAŁEM NA TO WPŁYWU. ZRESZTĄ TAK NAPRAWDĘ NIE WYGRAŁA.
- Krętacz. Skoro nie mogę wygrać i muszę tu zostać, to co mam robić?
OSTATNIO EKSPERYMENTOWAŁEM Z WIATREM TUTAJ I STRASZNIE ZAKURZYŁEM OKNA. KTOŚ MUSI JE UMYĆ, A ALBERT MOŻE JE CO NAJWYŻEJ POTŁUC.
- Mam myć u Ciebie okna? Nie możesz po prostu pstryknąć palcami i ich wyczyścić?
NIE. TO TWOJE ZADANIE. ALE TO PO ŚNIADANIU, ALBERT JUŻ CHYBA SKOŃCZYŁ. WIDZĘ DYM.

**

Śmierć zaprowadził mnie do kuchni, gdzie zobaczyłam kłęby czarnego dymu i poczułam swęd spalenizny.
- Jajecznica dla panienki.
- Spalona jak zwykle, co?
- Czuję się urażony takimi insynuacjami.
- Mój nos i oczy też czują się urażone tym dymem, a jakoś nie narzekam. - W tym momencie zakrztusiłam się dymem.

**

W tym momencie zakrztusiłam się dymem.
- A Ty znowu śpisz tak długo? Wstawaj, śniadanie tata zrobił, jajecznica Ci wystygnie, trochę mu się przypaliła, ale jest jadalna.
- Która to godzina – wymruczałam sięgając po telefon. - Dziwny sen miałam.
- Wstawaj, nie marudź, babcia chce, żebyś jej okna umyła, tata Cię zawiezie.
- Hm, deja vu...

DA END


--------------------------------------------------------------------------------
* Chyba jestem, ale właściwie, Ci w Dickowym Ubiku, też byli...
** Nie znalazłam niestety, ani małego, ani dużego, ani nawet radio wozu...
*** Chociaż wolałabym uniknąć granicy wszechświata za którą wszystko zamienia się w ku***y, ech..., za dużo debilnych kreskówek.

Autor: Kinga