Zobacz więcej z kategorii: fan fiction

Fan fiction: Zielony dziennik

2011-09-24 12:09:40

Zielony dziennik

Półmrok. Wąski korytarz z obu stron ograniczony regałami. Dużymi ilościami regałów. Tak dużymi ilościami regałów, że liczenie ich mogłoby być zajęciem na całe życie, w tym i pozagrobowe. Regały wypełnione są książkami. Znaleźć tu można KAŻDĄ książkę - wystarczy wiedzieć gdzie szukać. Między regałami zbliża się ktoś, kto wie, gdzie szukać. Wie też, gdzie powinna znajdować się konkretna książka, która czy to z pomocą niecnych rąk studentów, czy to sama, znalazła się poza regałem. Wie również, jaka książka powinna znajdować się w pustym miejscu na regale. Podpierając się rękoma Bibliotekarz niespiesznie podszedł do regału. Puste miejsce na regale mogłoby być przerażającym, jednak skórzasta dłoń Bibliotekarza ściskała książkę, której przeznaczeniem było właśnie to miejsce.
-Uuk. - Powiedział z zadowoleniem, po czym otworzył kartonową okładkę pokrytą zieloną imitacją skóry...



03.07, 08:45
Są na tym świecie ludzie, dla których przebudzenie się w zupełnie nieznanym miejscu jest czymś całkowicie normalnym. Zazwyczaj ubierają się wtedy i jak najciszej (żeby nie zbudzić drzemiącej obok bestii... i uniknąć eksplozji własnej głowy) udają się w stronę domu. Ja do tych ludzi nie należę. Las definitywnie nie jest łóżkiem do którego położyłem się ledwo 10 godzin temu. Zakładam, że to sen - idę spać dalej.
03.07, 10:30
To chyba jednak nie sen. Da się jednak odczuć postęp - obudziłem się w miejscu, w którym ostatnio zasnąłem.
03.07, 15:40
Natrafiłem na trakt. Idąc wzdłuż niego powinienem natrafić na ludzkie siedziby.
03.07, 18:00
Znalazłem drewniane pudełku wielkości kartonu na buty. Przyda się.
03.07, 23:00
Ciemno. Jestem głodny. W oddali widać blask ogniska i słychać ludzkie głosy. Może podzielą się ze mną jedzeniem...
04.07, 00:30
BarDzo gośCiNni ludZ|e.
04.07, 01:30
Ciężko się pisze ze związanymi za plecami rękoma.
Najedzony i rozgrzany. Moi gospodarze wpierw debatowali na temat pudełka, po czym postanowili je otworzyć. Potem nastąpiły przeraźliwe wrzaski i zobaczyłem, jak jeden z nich biegnie w stronę lasu nieco żwawiej niż za potrzebą. Upuścił przy mnie nóż. Rychło wczas, biorąc pod uwagę fakt, ze już wcześniej przepiłowałem sznur ostrym kamieniem.
Pudełko zdawało się robić minę psa, któremu udała się sztuczka i oczekuje pochwały. 'Ładnie' - powiedziałem, sam nie wiedząc czemu. Przecież to tylko drewniany prostopadłościan...
04.07, 10:00
Moich gospodarzy w dalszym ciągu nie widać. Będę musiał odejść bez pożegnania. W sumie oni też gdzieś pobiegli nie informując mnie dokąd idą, więc nie będzie w porządku z ich strony nazwanie mnie w razie czego prostakiem.
04.07, 10:05
No i jeszcze poplamili mi pudełko... Jeżeli ktoś tu jest chamem i prostakiem, to z pewnością nie ja.
04.07, 15:00
Wreszcie wyjście z lasu. Przede mną równiny, a na horyzoncie coś, co wygląda jak... krowi placek z wbitą weń wykałaczką... Zapewne miasto.
04.07, 18:00
Kto zgadnie, co widzę? Jest zielone i liściaste i zaczyna się na 'K'. No dobra - to było proste.
05.07, 12:00
Swoją drogą ciekaw jestem, kto tę kapustę sadzi...
05.07, 18:00
Dotarłem do bram miasta. Jeśli wierzyć drogowskazom, które minąłem po drodze, miasto nazywa się Ankh Morpork. Niski człowiek (?), po ubiorze wnioskuję, że strażnik, spytał czy mam coś do oclenia wyraźnie zaciekawiony pudełkiem. Pokazałem mu, że pudełko jest puste, jednak ku memu zdziwieniu było ono wypełnione paczkami papierosów. Strażnik z uśmiechem od ucha do ucha przystał na moją propozycję konfiskaty bez pokwitowania szmuglowanych dóbr w zamian za zapomnienie o tym, co widział.
05.07, 21:30
Pęknięty Bęben. Kogokolwiek w Ankh Morpork by spytać, gdzie można zjeść i się wyspać, usłyszy się tę nazwę. Zachęcony tyloma rekomendacjami skorzystałem z obydwu wymienionych usług. Łóżko wygląda wygodnie i solidnie, jednak wiedziony wcześniejszymi doświadczeniami pozostaję ostrożny - wszak schabowy też wyglądał smacznie...
Zaskakujący jest fakt, że gdy przyszło płacić i zorientowałem się, że nie mam przy sobie złamanego grosza, w pudełku coś zabrzęczało - monety, dokładnie tyle ile potrzebowałem.
06.07, 06:15
Ostrożność niestety nie polepsza komfortu spania,za to może uratować życie. Gdybym się położył parę centymetrów bardziej w prawo, musiałbym żyć (albo i nie) ze sprężyną w płucach - przed chwilą wystrzeliła z materaca i wbiła się w sufit, co skutecznie mnie rozbudziło. Są tego dobre strony - jestem (mam nadzieję) pierwszym użytkownikiem wody z miednicy w łazience.
06.07, 06:20
Pudełko cały czas mnie zaskakuje - znalazłem w nim świeżą bieliznę i ubrania akurat w moim rozmiarze i stylu. Nieźle, jak na pudło, które znalazłem puste i od tamtego czasu nic do niego nie włożyłem...
06.07, 08:00
Zostałem napadnięty przez licencjonowanego złodzieja. Całkiem miły gość. Tak długo opowiadał mi o zaletach wykupienia pakietu platynowego ('Chroń swoje domostwo i zapewnij sąsiadom wizytę naszego specjalisty! Jedyne 39,99AM$ za rok ochrony!'), że najwyraźniej zapomniał po co mnie napadł...
06.07, 10:05
Wpadłem na świetny pomysł. Niestety do świadomości dotarła tylko informacja, że jest to świetny pomysł - podświadomość przetrawiła resztę pomysłu i odrzuciła go jako pomysł beznadziejny, więc nie wiem co to za pomysł...
06.07, 13:00
Zgłodniałem, więc kupiłem na mieście kiełbaskę w bułce. Jedząc w Bębnie myślałem, że poznałem definicję śmieciowego jedzenia. Kiełbaski w bułce (jedynie 10 centów i gardło tym sobie podrzynam! ) zaktualizowały moją encyklopedię pod tym hasłem.
06.07, 15:00
Podczas zwiedzania Ankh Morpork wpadłem na starszego jegomościa w czerwonej szacie i szpiczastym kapeluszu. Spotkałem w życiu wielu matematyków, ale żaden nie rozpoczynał rozmowy słowami 'Niech A będzie macierzą niecharakterystyczną...'.
06.07, 21:00
Debata dotycząca zastosowania macierzy ortonormalnych dodatnio zorientowanych przy rozwiązywaniu równań całkowych n-tego stopnia w przestrzeni funkcji bijektywnych na ciele liczb zespolonych nie wiadomo jak i kiedy przeniosła się do sali obiadowej Niewidocznego Uniwersytetu.
08.07, 03:00
Razem z Kwestorem (równy z niego gość) doszliśmy do zaskakującej konkluzji, której niestety nie zamieszczę w tym dzienniku. Chętni mogą ją przeczytać w sali obiadowej NU - jest wyryta na blatach pięciu stołów.
08.07, 08:00
Skończyły nam się stoły, za to jest jeszcze sporo niezapisanych ścian. I podłoga...
08.07, 09:00
Magowie zeszli na śniadanie. Niektórych z nich zdziwiła moja obecność, większość jednak skupiła się na pudełku. Największy z nich, który przedstawił się jako Mustrum Ridcully, zaproponował mi pigułki z suszonej żaby (odmówiłem - z moją potencją wszystko w porządku), po czym spytał co tu robię (sam chciałbym wiedzieć..). Opowiedziałem wszystko zaczynając od przebudzenia w lesie. Stwierdził, że to prawdopodobnie kwanty i zawołał 'Stibboooooons!'. Jak na zawołanie... a właściwie to na zawołanie zjawił się młody mag, który jako jedyny w całym tym towarzystwie nie miał brody. Po wysłuchaniu mojej opowieści stwierdził, że być może HEX będzie wiedział, co tu robię.
08.07, 10:00
HEX to niezwykłe urządzenie. W życiu bym nie przypuszczał, że można użyć mrówek w charakterze procesora... Wydruk, a właściwie wypis, głosił:
+++Zaburzenia w działaniu generatora pola thaumicznego w projekcie Kula+++
+++Dokonaj importu danych uzupełniających na serwer przez port AS-23-B+++
+++To ten stojący za multiplikatorem cząsteczkowym beta+++
+++Tak. Ten.+++
Okazało się, że żeby wrócić na Kulę muszę wejść do ustrojstwa wyglądającego jak budka telefoniczna. Podłączona do wielkiego buczącego generatora czegoś. Buczącego i iskrzącego... Może jednak pozostanę na dysku...

+++Wykryto silne zaburzenia czasoprzestrzenne w otoczeniu przybysza+++
+++Aby uniknąć pęknięć w osnowie rzeczywistości zaleca się natychmiastowy transfer z użyciem portu AS-23-B+++


Bibliotekarz zamknął książkę.
Dziwny człowiek potrafiący dogadać się z Kwestorem po krótkich namowach ze strony magów wrócił do swojego świata. Co prawda z początku nie był skłonny współpracować, jednak bibliotekarska ręka z łatwością wybiła mu opór z głowy, jednocześnie pozbawiając przytomności na czas wystarczający, aby przygotować maszynę do odesłania przybysza tam skąd przybył. W całym tym zamieszaniu nikt nie pomyślał, żeby wraz z nim odesłać jego książkę. I dobrze - jej miejsce na regale od lat czekało puste.
Delikatnie wsunął książkę w szczelinę pomiędzy dwoma innymi. Książki na regale wyczuwając obecność świeżych stron pokrytych literami zaszeleściły cicho kartkami.


W rogu sali obiadowej coś zdało sobie sprawę, że znajduje się w niewłaściwym miejscu. W niewłaściwym czasie. W niewłaściwym wymiarze.
Pudełko wysunęło dziesiątki nóżek, po czym niespiesznie udało się tam, gdzie jego właściciel.

Autor: jaro_gryf_666