świat dysku

Pogodynka




Zobacz więcej z kategorii: wywiady

Wywiad Neila Gaimana z Terry'm Pratchettem.

2011-10-17 10:24:20

Poniżej tłumaczenie wywiadu-rozmowy Neila Gaimana z mistrzem Terry’m z okazji ukazania się Snuffa. Najpierw natknęłam się jedynie na dwa zdania we francuskiej prasie, stąd ten wcześniejszy materiał. Teraz macie możliwość na nowo poznać i pokochać sir Terry’ego, tak właśnie stało się ze mną podczas tłumaczenia tego tekstu. To naprawdę człowiek o cudownym umyśle, pięknej duszy oraz wielkim sercu, nie wspominając o oggromnym poczuciu humoru - czytajcie i delektujcie się zatem...



Poniedziałek 10 października 2011 godz 18:22

Wywiad Neila Gaimana z Terry'm Pratchettem.



Neil Geiman: Skąd wziął się pomysł na Snuffa?

Neil i Terry
Terry Pratchett: Nie mam pojęcia, ale myślę, że zaczęło się od rozważań nad postacią Samuela Vimesa, takim jak jest obecnie i gdy doszedłem do wniosku, że jego monolog wewnętrzny może być interesujący zdecydowałem się zastosować stary i wypróbowany sposób na fabułę - wysłanie policjanta na wakacje, gdzieś, gdzie może odpocząć, dobrze bowiem wiemy, że taki pomysł na fabułę przeważnie się sprawdza. Pomyślałem, że wyciągnięcie Vimesa z jego miejskiego środowiska, z dala od jego wygodnej strefy to będzie najlepszy sposób na stworzenie historii.

NG.: Straż fascynuje mnie. Pokazujesz twardą policyjną robotę jednocześne tworząc wciąż zabawne i inteligentne książki dziejące się w fantastycznym świecie.

TP.: W kwestii formalnej, panie Gaiman, świat w którym znajduje się Sam Vimes nie jest prawie wcale fantasyczny. Owszem, mamy tam gobliny, ale ogólnie środowisko jest takie jak w jednym z hrabstw w środkowej Anglii.
Rzecz o zwykłej społeczności ludzkiej. Postawienie Vimesa w sytuacji, która staje się toksyczna, w miejscu do którego wyjechał, jest tak realistyczne, że każdy inny policjant pewnie myślałby w taki sam sposób jak Sam Vimes, a nawet byłby Samem Vimesem. Taka sytuacja prześwietla jego motywy i procedury na wskroś.

NG.: Czy pamiętasz inspirację do stworzenia Sam Vimesa?
Jak prawdziwi policjanci reagują na jego postać i na Straż?

TP.: Mam w posiadaniu trzy hełmy policyjne, leżą w moim gabinecie, dostałem je w podarunku od prawdziwych policjantów będących fanami Sama Vimesa. Pamiętam, kiedy podpisywałem książki, zawsze można było zobaczyć jakichś policjantów kręcących się po księgarni. Nie wchodzili nigdy frontowymi drzwiami, tylko wejściem dla personelu. Potem, gdy kolejka ludzi się kończyła, podchodzili kiwając głową ku menadżerowi. A to co mieli mi do powiedzenia było tak przewidywalne,że prawie umiałbym powiedzieć to za nich. Przeważnie było to coś w rodzaju: "No, tak (tu zjadliwy śmiech), oczywiście mamy kogoś takiego jak Nobby Nobs i każdy posterunek posiada swego sierżanta Colona." a ja mógłbym przysiąc, że gliniarz, który tak do mnie mówił, to był taki właśnie najczystszej wody sierżant Colon". Poznałem mnóstwo gliniarzy, z którymi współpracowałem bardzo często kiedy pracowałem jako dziennikarz - bardzo łatwo ich opisać - mają tendencję do uciekania przez ogrodzenia.

NG: Czy naprawdę powiedziałeś w którymś z dawnych wywiadów, że chciałbyś być jak Sam Vimes? Dlaczego?

TP.: Nie sądzę, że mógłbym powiedzieć coś takiego obecnie, wiesz jak to jest i jak zmienia się to: "jak to jest", gdy stajesz się starszy. Autor zawsze powinien umieć zagłębić się w swojej osobowości i znaleźć w niej takie aspekty siebie, w które może ubrać swój charakter. Jeśli mnie tak naciskasz, to muszę powiedzieć, że od kiedy wstałem i powiedziałem światu o moim Alzheimerze, stałem się osobą publiczną. Dwa razy byłem na Downing Street, pisałem gniewne listy do Times'a, brałem udział w debatach w izbie Gmin i generalnie stałem się prykiem do tego stopnia, że siedziałem tutaj skonsternowany i myślałem sobie "Tak naprawdę twoja praca to siedzenie tutaj i pisanie kolejnej książki. Zmienianie świata jest dla innych..." i wtedy wróciłem do siebie "A właśnie,że nie!" Otrzymałem wtedy szlachectwo i to "Sir" pozwoliło mi wytworzyć w sobie sposób myślenia Vimesa.

NG.: Gdy piszesz książkę o Vimesie czy twój sposób widzenia świata, mówienia jest inny niż wtedy, gdy piszesz o Rincewindzie lub o Babci Weatherwax ?

TP.: Tak, zapewne wiesz jak to jest. Masz daną postać po prostu w głowie, naprawdę wszystko co musisz zrobić to wyjąć ją, postawić i opisać wszystko co robi, mówi i myśli. Naprawdę tak jest. To nieco dziwne, wiesz,że myślisz, ale te myśli są napędzane poprzez wzorzec Sama Vimesa. Tak samo funkcjonuje wzorzec Tiffany, który jest raczej dziwny...

NG.: Napisałeś już dość książek żeby mieć jakieś swoje ulubione - także takie, co do których inni ludzie mogą nie rozumieć dlaczego akurat te... Czy możesz wybrać ulubione? Czy są pośród twoich książek takie, które chciałbyś wskazać ludziom aby ich nie przegapili?

TP.: Cóż, dobre pytanie, ale ciężko na nie odpowiedzieć. Naprawdę dobrze bawiłem się pisząc Potworny Regiment, który w pewnym sensie znalazł się blisko głównego nurtu, po minimalnych zmianach mogłaby to być książka dotycząca wojny Brytyjsko-Francuskiej w świecie realnym. Znam ciebie a ty znasz mnie i obaj wiemy, że podczas gdy wyszukujesz jakiś informacji, jednocześnie automatycznie i bezwiednie znajdujesz inne, o których nawet nie wiesz, że ich szukałeś. Po prostu czytasz książkę na jakiś temat, interesuje cię to. Tak bardzo jest to niesamowite jak te wszystkie drobiazgi, które przeczytałeś w tych wszystkich używanych książkach, że nagle się pojawiają tworząc fabułę. A tak w ogóle, to dość dużo interesujących notatek do Potwornego Regimentu wykonałem w księgarni dla lesbijek.

NG.: Czy jest jakaś postać ze Świata Dysku, do której chcesz powrócić ale jeszcze tego nie zrobiłeś?

TP.: Gdzieś tam w mojej głowie błąka się pomysł fabuły, w której bohaterem jest Złowrogi Harry Lęk taki niewydarzony Sauron, powiedzenie tego zmusza mnie chyba do ponownego zabrania się do wygładzania tego pomysłu.

NG.: W artykule na temat pisarstwa w New York Times, Carl Hiaasen (pisarz, którego zacząłeś mi czytać podczas trasy promującej Dobrego Omena) napisał: "Każdy pisarz przekopuje różne miejsca poszukując inspiracji i nie jest niczym wstydliwym atakowanie nagłówków gazet, to konieczne jeśli zabieramy się za satyrę na współczesność. Ostrość humoru zależy od aktualności punktu odniesienia. Niestety u powieściopisarzy, rzeczywiste życie staje się bardzo dziwne i mocno naciągane."
Czy Świat Dysku jako taki pozwala ci uciec od tego? Czy może jest narzędziem, którym atakujesz nagłówki gazet w sposób nieoczekiwany przez czytelników?

TP.: Myślę, że to znowu chodzi o ludzkość jako ogół. Mam nadzieję, że wszystko w Świecie Dysku jest rozpoznawalne i zrozumiałe, postacie i to jak czasami przedstawiam ich na tle nowoczesnych problemów - tak jak np. Mustruma Ridcully'ego i jego zdolność rozumienia i zaakceptowania homoseksualizmu. Tak naprawdę, nigdy nie musiałem szukać tego rodzaju rzeczy. Odwracałem się i okazywało się, że je mam tuż przed nosem. Byłem niezmiernie zadowolony, gdy Świat Finansjery ukazał się tuż przed kryzysem banków i wszyscy mówili, że to przewidziałem. To bardzo trudne.

NG.: Jakie największe zmiany zauważyłeś w przeciągu ostatnich trzydziestu lat jeśli chodzi o sposób przyjmowania i akceptowania przez świat gatunku, w którym pracujesz, szczególnie jeśli chodzi o humor w sience-fiction oraz fantasy? I czy są w ogóle jakieś zmiany?

TP.: To sprawa dyskusyjna. Mam wrażenie, że w obecnym czasie literatura fantasy oraz sience-fiction należy do gatunków wiodących. Ty także Neil, zapewne widzisz to samo. Gdy zaczynałem swoje podróże, ludzie, których spotykałem, dla tych z nas, którzy posiadali prawidłowe wyczucie, byli typowymi fanami. Obecnie, moje książki o Świecie Dysku oraz te inne są poza tym co mógłbym nazywać "powszechnymi czytelnikami". Oczywiście, kiedy byliśmy w tym roku w Australii, Rob i ja wydawaliśmy się unoszeni na skrzydłach popularności przez fanów. Wchodzę do sklepu po parę RM Williamsów (australijska firma obuwnicza) pani ekspedientka okazuje się być moją fanką. Wchodzę w Sydney do Calvina Kleina i pierwsza kobieta, którą tam spotykamy okazuje się być fanką, która zresztą staje się naszą pierwszą klientką tego ranka. Tak samo facet przy kasie i tak to wygląda. Ludzie przy stanowisku odprawy na lotnisku byli fanami. Podczas lotu, gdzieś w połowie, podczas lanczu przyzwoita butelka wina wylądowała tuż przed moim nosem i usłyszałem głos stewardessy: "Żona kapitana jest pana wielką fanką". Jednakże, wciąż istnieje przypuszczenie, że jest to z lekka frajerskie postrzeganie moich czytelników. Z powołania, jest takie, że są oni wciąż czternastolatkami o imieniu Kevin, ale wiesz, czternastolatek dorasta i wciąż czyta, i jego dziecko pewnie też czyta.

NG.: Czy odkryłeś ostatnio jakieś cudowne Wiktoriańskie publikacje?

TP.: Myślę, że mam już prawie wszystkie, ale dziwne, że zadałeś mi to pytanie teraz ponieważ w czasie wolnym od kończenia "The Long Earth", pracuję nad wczesno-wiktoriańską książką, wykorzystując wszystko co tobie i mnie udało się wyszperać wtedy, gdy przeszukiwaliśmy księgarnie na Tottenham Court Road w Londynie. Nieustannie i niezmiennie zbieram te rzeczy. Czyżbym ci nie powiedział że w Hay-on-wye (miasteczko w UK znane z licznych antykwariatów i księgarni przyp.n.o) upolowałem kolekcję wielkoformatowych książek z serii p.t.: "Londyn wtedy i obecnie", przy czym wyobrażasz sobie,że to "obecnie" dotyczyło roku 1880? Znajdują się tam doskonałe drzeworyty przedstawiające Primrose Hill(wzniesienie w północnej części Londynu,oraz okolica wokół wzniesienia, znajdują się tam rezydencje wielu znanych ludzi-przyp.n.o), gdy jeszcze rosły tam pierwiosnki. To naprawdę cudowna rzecz. Maleńkie rzeczy, których ludzie mogą nie zauważyć, ale dla mnie są bardzo cenne.

NG.: Jak zmienił się Świat Dysku przez lata?

PT.: Przypuszczam, że najprostsza odpowiedź to: wciąż jest pełen humoru, ale nie polega on już na gagach. Wynika z indywidualizmu postaci oraz sytuacji. Obecnie humor zdaje się być wynikiem swojej własnej woli.

NG.: W jaki sposób pisanie powieści ze Świata Dysku zmieniło twoje widzenie świata?

TP.: To prawda, że starzenie się zmienia to jak widzimy świat. Tak jest na przykład z książką "Snuff", nie mógłbym jej napisać mając 25 lat. Pomimo, że napisałem różne rzeczy przed Światem Dysku, pisałem je tak jak Świat Dysku. Myślę, że teraz książki są, jeśli nie poważne, to w każdym razie traktujące o wielu poważnych problemach. Obecnie, nie tworzę tylko dla śmiechu. Mój sposób widzenia świata uległ zmianie. Czasami czuję, jakby ten świat wymyślali wrażliwi ludzie, którzy znają fabułę oraz cholerni idioci, którzy jej nie znają. Oczywiście wszyscy fani Świata Dysku znają fabułę i to na pamięć!

NG.: A jak pisanie powieści ze Świata Dysku zmieniło postrzeganie Ciebie przez świat?

TP.: A zmieniło? Mój agent, pewnego dnia zwrócił moją uwagę na fakt, że jestem cytowany przez felietonistów w niektórych amerykańskich czasopismach i zauważył, z niejaką radością, że nie muszą tłumaczyć czytelnikom kim jestem, wystarczy imię i nazwisko, tak jakby oczekiwali, że czytelnicy i tak wiedzą kim jestem. Jestem w posiadaniu wcale pokaźnej liczby honorowych doktoratów, jestem profesorem angielskiego w Trinity College w Dublinie, oraz członkiem Londyńskiego King's Collage, posiadam tytuł szlachecki. Ale kiedy trafiam do wydawców zawsze będę tym pisarzem od zwariowanego fantasy, chociaż muszę powiedzieć, że odrzucenia moich tekstów stają się coraz rzadsze.

NG.: Czy jesteś szanowany?

TP.: Czy to podchwytliwe pytanie? Jeśli tak, powinienem odpowiedzieć: Tak! Mówiąc ogólnie: staram się przestrzegać prawa, płacę moje podatki (których jest ogromnie dużo), działam charytatywnie, piszę listy do Times, które drukują. To dość dziwaczne określenie - szanowany. Czyż nie oczekują na "respekt" (slang.przy.n.o) dzieciaki z ulicy, które w razie nie otrzymania powyższego wyciągną nóż? Jestem oczywiście związany różnymi sprawami i tuż po zakończeniu tego wywiadu idę denerwować parlamentarzystę z mojego okręgu. To zabawne, Świat Dysku oraz Alzheimer razem wzięte zafundowały mi mównicę.


źródło

Zobacz powiązane książki: Snuff

Autor: Nanny_Ogg