Nie dotykać!


przycisk końca świata

Zobacz w galerii:

Trollowy most w skali 1:1 do f...

Budujemy nowy most!...



Dzień z życia Terrego

2011-11-13 12:13:35

Telewizja BBC2 podjęła się akcji zmotywowania swoich odbiorców do udokumentowania swojego dnia. Zachęca do chwycenia w ręce kamery i nagrania swoich myśli, nadziei i aspiracji.

Akcja ta ma na celu stworzenie jedynego w swoim rodzaju archiwum, które z kolei ma posłużyć jako część filmu dokumentalnego zaplanowanego na 2012 rok. Powstałe internetowe archiwum ma być migawką z dzisiejszego życia w UK. Najlepsze filmy mają szansę być pokazane w kinach, na kanale BBC2 dla większej publiczności oraz przed Igrzyskami Olimpijskimi w Londynie. Dla zainteresowanych akcją więcej szczegółów na stronie BBC.

Dlaczego w ogóle wspominam o tej akcji? Otóż już przystępuję do wyjaśnień. Dzięki wyżej wspomnianej akcji, która swym zasięgiem objęła nawet najdalsze zakątki Wielkiej Brytanii, a co za tym idzie również domenę naszego ulubionego autora, dane nam jest poznać typową sobotę Terrego Pratchetta.

Pierwszą czynnością (tu zaskoczenie) jest wstawanie. Dla większości z ludzi sobota to dzień wolny. U Terrego jest to uzależnione od obecności jego asystenta Roba Wilkinsa. Uogólniając Terry pisze w każdy dzień tygodnia, z wyłączeniem tych, które poświęca rodzinie.

W tę sobotę, 12 listopada, był akurat w trakcie tworzenia zarysu nowej książki. Jak zwykle podchodzi do tego na luzie. Dzień zaczyna zwyczajnie; leżąc w łóżku czeka na kliknięcie przełącznika w czajniku, licząc na pierwszy tego dnia kubek herbaty. Następnie prysznic, przycinanie wąsów i poranna porcja starannie dobranych pigułek, przede wszystkim na kontrolowanie ciśnienia krwi (na chwilę obecną całkowicie w normie). Pozostałe proszki to bloker na niespodziewany atak rwy kulszowej i kilka dla ochrony przed postępującą chorobą Alzheimera.

Ponieważ Terry jest po sześćdziesiątce, część jego myśli z rana zajmuje sączenie jadu i przekleństw pod adresem firm farmaceutycznych, szczególnie tych, które pakują swoje leki hermetycznie, dodatkowo w plastik i metalowe laminacje, które wymagają od użytkownika siły ciężarowca i siatki zabezpieczającej by je wydobyć, zamiast malutkiego pudełeczka z którym każdymógłby sobie poradzić bez użycia nożyczek.
Terry Pratchett

Terry następnie omawia plany na cały dzień z Lyn, swoją żoną, zapoznaje się ze świeżym The Times podczas konsumpcji musli, które ponoć dobrze działa na jego wnętrze (przynajmniej jeśli idzie o jelita). Udaje się na zewnątrz, by nakarmić kurczaki i inne zwierzęta w ten piękny jesienny dzień.

Niedaleko ogrodu warzywnego, który dla Terrego jest sanktuarium, znajduje się teren w posiadaniu natury, co oznacza mniej więcej tyle, że w jego gospodarstwie pojawiają się jeże i sowy. Całość jest trochę niechlujna i nieuporządkowana, lecz w taki piękny dzień pozostaje ci się tylko, jak zaznacza Terry, cieszyć, że się urodziłeś i nie mieć innym za złe, że zrobili to samo.

Potem Terry udaje się do swojej „kaplicy”, bo jakże by inaczej nazwać budynek, który łączy w sobie bibliotekę i miejsce do tworzenia, w którym komputery aż gotują się do przyjęcia nowych partii tekstu.

Terry zauważył dziwny fakt - soboty i niedziele są dobrymi dla pisarza takiego jak on. W dni powszednie pisanie przerywają mu często telefony i łatwo zapomina, że powinien pracować nad książką. Choć jego najnowsza książka „Snuff” została już ukończona, to ciągle wymaga pewnych zabiegów w dziedzinie public relations, co potrafi wybić z rytmu dnia.

Oczywiście najlepszą motywacją jest rozpoczęcie pisania czegoś nowego, ale stan jego zdrowia i kłopoty ze wzrokiem, bardziej skłaniają go do założenia czegoś ciepłego i wyjścia na zewnątrz by zająć się dziennikami, co jest niezwykle dla niego satysfakcjonujące, szczególnie w towarzystwie odrobiny curry w czasie lunchu.

Po południu nadchodzi dla Terrego czas na nieprzewidywalny spacer. Nieprzewidywalny z powodu ludzi, których podczas niego można spotkać i z którymi (zgodnie z „wiejską etykietą”) należy przystanąć i porozmawiać.
Po przechadzce Terry znów karmi kurczaki, dopóki pozwala na to światło zajmuje się ogródkiem, wraca do „kaplicy” by odczytać nowe e-maile (i zignorować je – wszak jest weekend na litość boską!) i powraca do domu na resztę wieczoru.

Sir Pratchett jest posiadaczem sporej ilości starych DVD, więc jeśli nie ma zaplanowanego wyjścia, ani innych planów delektuje się z żoną filmem, którego nie oglądał od dłuższego czasu. Wszystko musi być tak rozplanowane, by udało mu się obejrzeć wiadomości o 22, przede wszystkim ze względów sentymentalnych - jak twierdzi, jeśli raz zostałeś dziennikarzem, pozostajesz nim do końca.

Ostatnimi scenami dnia jest kuchnia pełna kotów domagających się nakarmienia, potem prysznic a następnie łóżko – duże na tyle by Terry i małżonka mogli się bez obaw wyciągnąć.
Cięgle powtarza, że cichy dzień, z czasem na przemyślenia o życiu jest cudowny i udany - takie cieszą go najbardziej.

źródło

Zobacz powiązane książki: Niuch

Autor: Marek_Sobczak