świat dysku

Pogodynka


Zobacz więcej z kategorii: świad dysku

Nac Mac Fegle vs. Celtowie, czyli o pratchettowych inspiracjach słów kilka.

2011-11-18 12:49:18

Celt
Pozwólcie, że opowiem wam kilka faktów z życia starożytnych Celtów. I proszę już nie wykrzywiać twarzy w grymasie zdziwienia i zniesmaczenia, a w niektórych wypadkach zahaczającym o politowanie i troskę o stan psychiczny. Już wyjaśniam. Takie właśnie nawiązanie pozwoli nam lepiej poznać i zrozumieć jedną z najbardziej niebezpiecznych ras na Dysku – Nac Mac Fegle.

Zacznijmy jednak od cofnięcia się do czasów starszych niż najstarsi górale czytający Pratchetta mogliby pamiętać. Jesteśmy w okresie, kiedy władza Rzymian odejmowała swoim zasięgiem 1/4 ówczesnego świata. Ich podboje sięgały daleko, aż po dzisiejszą Francję i Wielką Brytanię. Nigdy jednak ich stopa nie postała nawet na chwilę (chyba, że jakiś gapa kronikarz to przegapił) na terytorium dzisiejszej Irlandii Północnej. Tereny te zamieszkane były zamieszkane przez wojownicze plemię, które osiedliło się tam (pozbywając z kolei rodowitych mieszkańców) jako emigranci (proszę uciąć ironiczne skojarzenia z sytuacja podobną jaką miała miejsce po wejściu Polski do Unii Europejskiej) z Galii – czyli terenów północnej Francji. Plemię to zostało nazwane przez historyków Celtami i było jednym z najbardziej wojowniczych jakie nosiła ta ziemia. Wystarczy tutaj przypomnieć, że cesarz Rzymu do obrony przed nimi swoich terytoriów wybudował (na modłę Chińską) wał Hadriana – potężny twór ziemny przecinający wyspę w jednym z węższych miejsc. Ich główną profesją była wojaczka. Zyskali sławę dzięki której stawali się najemnikami w najbardziej egzotycznych wojnach.

By takową sławę zdobyć wykazywali się na frontach wojen i potyczek we wszystkich krańcach Europy. Na wschodzie pomagali w gromieniu Scytów, na południu walczyli w Azji Mniejszej a na zachodzie i północy… mieli własne problemy, więc skutecznie przeciwstawiali się Rzymianom, łasym na ich ziemie. Nie udało się ich obronić (dlatego obecnie we Francji tak trudno odnaleźć choćby jednego druida), ale grupa która przedostała się na Wyspy Brytyjskie i tam założyła swoje osady nigdy nie została pokonana. Ślady ich dokonań, naleciałości językowe czy elementy sztuki i architektury są widoczne do dziś.

Plemię tych wojowników, czyli Piktów (jak zwykło się ich nazywać) było owiane legendą już za czasów swojej świetności. Podstawową komórką społeczeństwa był ród (a właściwie plemię), w którym naczelną władzę zajmował formalnie wódz, który jednakowoż nie wydal żadnego dekretu bez wcześniejszych uzgodnień z żoną – keldą rodu. Jak zwykło się mawiać – jeśli wódz był głową plemienia to szyją, kijem i marchewką była zdecydowanie jego żona. Większość rodu była ze sobą spokrewniona poprzez więzy krwi. Jeśli ktoś nie widzi analogii do stylu życia Fegli, to powinien zdecydowanie się na konsultację z lekarzem lub farmaceutą.

Zacznijmy może jednak od miejsca zamieszkania. Cały ród żył w obronnym grodzie zwanym (głównie przez rozbijających się o jego mury Rzymian) oppatium. Była to bojowa osada zbudowana na bazie koła. Umiejscowiona zwykle była na wzniesieniach. Od samego podnóża otaczały ją coraz węższe konstrukcje murów obronnych, tworzące naszpikowany pułapkami i narzędziami obronnymi… hmm... kopiec. Konstrukcja ta była najbardziej popularnym elementem krajobrazu w czasach Celtów, w północnej części Irlandii. Porozrzucane, zwykle w dolinach wioski, w których hodowano owce i wokół których uprawiano ziemię, stanowiły mniejszość w porównaniu do setek siedzib wojowników. Kopiec zamieszkiwany przez ród, kierowany przez przywódczynię, oblubienice wodza, stanowi najlepszą chyba inspirację dla idei feglowych kopców w kurhanach poległych wojowników, przy wioskach, które nota bene są pod ich ochroną (jeśli jest w nich wiedźma, albo coś co dałoby się wypić, albo o to pobić).

Rob Rozbój w wykonaniu Paula Kidbiego
Kelda wraz z ewolucją zależności społecznych u Celtów całkowicie przejęła władzę nad plemieniem i przez nią, i dzięki niej podejmowane były wszelkie decyzje od matrymonialnych (w celu zapewnienia zmienności genowej w rodzinie) po strategiczne podczas działań wojennych. Kobiety u Celtów w prawdzie nie uczestniczyły w walkach, tyczy się to także keldy, jednak miały podczas potyczek równie ważne zadania. Były kapłankami (na czele właśnie z przywódczynią rodu) oddającymi cześć w większości kobiecym (a jakże) bóstwom, mającym zapewnić pomyślność, czy to przy bitwie, czy w czasie pokoju. Nie oznacza to oczywiście, że jedynie pierwiastek żeński mógł się zajmować siłami nadprzyrodzonymi. Magią i mistyką dnia codziennego, rytuałami przejścia i zmian pór roku a także składaniem ofiar, zajmowali się druidzi. Znani byli ze swego szacunku do sił przyrody i z doskonałych umiejętności współżycia z nią. Oni również odpowiadali u Celtów za dbanie o przestrzeganie kalendarza księżycowego, na którym opierał się cały rytm ich życia.

Znów nie sposób nie doszukać się analogii do walecznych Feglów, z tym, że u nich praktycznie cała mistyka przypisana jest do pierwiastka żeńskiego. To kelda potrafi korzystać z magii, przepowiadać przyszłość, przyrządzać magiczne napoje lecznicze czy zajmować się leczeniem ducha. Przeciętni Feeglowie w prawdzie niewiele, ale jednak posiadają swoją własną magię, co udowadniają podczas przechodzenia pomiędzy światami realnym i tym tworzonym przez magiczne kreatury.

Jednakowoż domeną Feglów była bijatyka. Atakowali, jak wam zapewne wiadomo, wszystko co… hmm… wszystko. Wystarczył jakikolwiek pretekst, albo korzystna koniunkcja planet (czyli jakakolwiek potrafiła pokazać się na gwiaździstym niebie). Plemię Celtów jak już niejednokrotnie zaznaczyłem cechowało się podobnym stylem bycia. Przeciętny wojownik, jak każdy Feegl od najmłodszych lat, w podstawowym wyposażeniu nosił oszczep, bardzo długi miecz półtora-ręczny, krótki nóż, czasem (w nieczęstych przypadkach) hełmy lub tarcze i niewiele zakrywającą szatę. Tu następował dość znaczący podział na Celtów południowych, którzy preferowali spodnie i Celtów północnych, którzy w swych wyprawach woleli ubierać pierwowzór obecnie znanego nam, szkockiego kiltu. Przynależność plemienna wiązała się bezpośrednio zdodatkowymi elementami, jak na przykład pierścienie, obroże czy bransolety zakładane na różne części ciała, a także elementy przyrody niedawno jeszcze ożywionej, obecnie będącej przyroda martwą i wyprawioną. Niekiedy, tak jak i u Feglów przynależność do danego rodu odznaczała się tatuażami na ciele. Ewolucja tego zwyczaju, to już czasy po celtyckie jednak tam miał on swoje początki.
Feglowie podczas potyczek oprócz indywidualnych umiejętności polegali na swoim szale bitewnym a także na liczebności. Nie używali podczas potyczek wierzchowców byli klasycznymi piechurami.

W Feglach nie da się odnaleźć jednego ściśle odpowiadającego im elementu z naszej rzeczywistości. Są mieszanką tego co w wojownikach najciekawsze i najbardziej pociągające z humorem, przewrotnością, mistyką, skomplikowanym systemem wierzeń, stylem życia i liczebnością na czele. Jednakowoż nie sposób odmówić im części celtyckiego pochodzenia.

To przywiązanie do rodu, władza kobiety, waleczność czy nawet styl ubierania się. Podobieństw można szukać bez liku. Ważne jednak by pamiętać, że gdyby siłę i przebojowość jednego celtyckiego wojownika ścisnąć w kilkunastu centymetrach wzrostu, wówczas zapewne otrzymalibyśmy Fegla gotowego ginąć za swoją keldę i kopiec.

Zobacz powiązane książki: Zimistrz

Autor: Marek Sobczak