świat dysku

Pogodynka


Zobacz w galerii:

Piosenki na podstawie tych z k...

Piosenki Świata Dysku...



Zobacz więcej z kategorii: wywiady

Wywiad Amazona z Terrym

2011-11-20 13:30:02

Exclusive Amazon Interview with Sir Terry Pratchett from Neal Thompson on Vimeo.


Amazon: Jesteśmy dziś z Terrym Pratchettem, rozmawiając o jego nowej, świetnej książce „Snuff”. Wyśmienitej zresztą jak wiele, wiele, wiele innych.
Terry Pratchett: Pominąłeś jedno „wiele”.
Amazon: To prawdziwa przyjemność móc z tobą porozmawiać. Jak zainteresowałeś się fantasy?
Terry Pratchett: Pierwszą książką, jaką przeczytałem była „The Wind and The Willows” („O czym szumią wierzby”). Wszyscy wiedzą o czym ona jest, że to tak naprawdę książka dla dzieci. Ale wydaje mi się, że jako dziecko nie posiadałem odpowiedniego zasobu słownictwa, by w pełni ją zrozumieć. W „The Wind And The Willows” masz Kreta, Pana Ropucha czy Szczurka, którzy przeżywają przygody. Ale podczas rozwijania się akcji zdajesz sobie sprawę, że nikt nie odpowiada na podstawowe pytania; „Jakiego wzrostu są te stworzenia?”, „Czy Ropuch może jeździć samochodem?”. Nikt nie mówi „O mój boże Ropuch prowadzi samochód!”. Niedopowiedziana jest również postać Praczki. Przecież ona nie musi wcale wyglądać tak, jak ją sobie wyobrażam. Czytając tę książkę myślałem sobie, że oni oni mieszają mi w głowie. Zmieniają wielkość zwierząt,burzą mój porządek świata. Spodobało mi się to. Chciałem też robić coś takiego. I tak od słowa do słowa. Znalazłem w tym prawdziwą satysfakcję i nikt nie powstrzymał mnie do tej pory.
Snuff-Amazon

Amazon: Jakie książki czytasz najczęściej?
Terry Pratchett: Przede wszystkim te bez fantastyki, bo myślę że mam jej w nadmiarze przez to, co robię. Czytam jej tyle by wiedzieć co się dzieje w mojej branży. Czytam książki, o rzeczach, które są dla mnie nieznane. Mam tu na myśli te realne. Aktualnie czytam książkę, która opowiada o wiktoriańskim Londynie. Byłem przekonany, że wiem całkiem sporo na ten temat, ale dowiaduję się mnóstwa nowych rzeczy, po prostu głębiej się w nie wczytując. Mogę sobie teraz pozwolić na konsultacje z ekspertami, i weryfikować wszystkie informacje, których potrzebuję. Uwielbiam robić takie swego rodzaju poszukiwania. Zwykle jestem jednak po prostu zbyt zajęty by czytać.
Amazon: Opowiedz nam o postaci Sama Vimesa.
Terry Pratchett: Sam Vimes tak na prawdę stworzył sam siebie. To było niezwykle fascynujące. Kiedy byłem w trakcie pisania pierwszej książki z serii o straży miejskiej myślałem, że głównym bohaterem będzie Marchewa, nowy rekrut. Chciałem przedstawiać wszystko z jego perspektywy. Vimes miał być jedynie spłukanym szefem straży. Strażnikiem którego wszyscy ignorują i na którego każdy spluwa. Ale na przestrzeni kilku książek Vimes tak naprawdę wyewoluował. Stał się głównym bohaterem. Pewnie dlatego, że udało mi się w końcu go rozgryźć. Kiedy o nim myślę, zdaję sobie sprawę, że odwalił za mnie sporą cześć roboty, przez którą przechodzę przy kreowaniu postaci. Jak wiemy wszyscy, jeśli Lord Vetinari chce by Vimes coś dla niego zrobił, zabrania mu wykonywania tego, a Sam i tak robi mu na przekór. Vimes był oczywiście po trosze dla mnie problemem, ponieważ poświęciłem mu bardzo wiele czasu. Dzięki temu wiem dokładnie jak Vimes zareaguje w odpowiedzi na dane zdarzenie. To prawie jak zasada kija i marchewki.
Amazon: Dlaczego więc wysłałeś Sama na wakacje? W Snuffie oczywiście.
Terry Pratchett: Istnieją pewnie niepisane zasady powieści kryminalnej; jeśli detektyw albo policjant wyjeżdża na wakacje, po prostu wiemy, że nie będzie miał w ogóle okazji rozpakować bagażu, ponieważ pierwsze zwłoki wypadną z szafy, w przeciągu pierwszych dwóch minut. Postawią go w sytuacji zgoła niewygodnej, zmuszając go do działania poza jego jurysdykcją. Co z kolei prowadzi do postawienia niewygodnych pytań. Vimes jest bardzo uznanym strażnikiem. Napisał książkę o tym jak być dobrym strażnikiem, ale w sytuacji, w której się znalazł, nie ma nikogo kto by go „ubezpieczał”. Sam lubi mieć szefa, takiego jak Lord Vetinari na przykład, który wyznaczy mu granice, których nie może przekraczać, który go zdyscyplinuje. Ale w takim przypadku musi wykonywać swoją pracę samemu interpretując prawo obowiązujące w okolicy w której się znalazł.
Amazon: Czy pisanie książek sprawia ci dużą przyjemność?
Terry Pratchett: O tak! Naprawdę kocham to robić. Uwielbiam na przykład przeprowadzać badania. To niesamowite czego możesz się dowiedzieć. Nawet dla kilku trywialnych scen powinieneś przeprowadzić małe poszukiwania u źródeł. Uwielbiałem pisanie o parowcach, ponieważ jestem wielkim fanem Marka Twaina. Ale zostałem postawiony przed problemem: jak mogłem rozwinąć wątek parowca, w miejscu gdzie nie ma pary? Aż w końcu zdałem sobie sprawę, że wiem jak to robić. Miałem naprawdę wielki ubaw tworząc tą scenę, wymyślając jak to działa, jak to zrobić i jakich do tego użyć narzędzi.
Amazon: Opowiedz nam o swojej wizycie w Humptulips w stanie Waszyngton (jeden z magów u Pratchetta nosi imię Humptulip).
Terry Pratchett: Właściwie to musisz się tam wybrać, zobaczyć jak to miejsce wygląda. Jest po prostu miłe. Byłem zaskoczony, że takie małe miejsce (podróżowałem sporo po Stanach, byłem nawet w Wyoming, który jest jednym z moich ulubionych) położone pośrodku niczego, bez ukierunkowanego rolnictwa, ma tak wielu obywateli. Zastanawiasz się widząc ich; Dlaczego? Co oni tutaj robią? Zostali zapomniani przez rząd? Ale oni są tam po prostu by żyć. I na własnej skórze przekonać się jak to jest jechać 15 mil by odebrać swoją pocztę.
Amazon: Nad czym teraz pracujesz?
Terry Pratchett: Chcę teraz napisać coś, co nie jest ze Świata Dysku. Potrzebuję innego ukierunkowania myśli. Nie można cały czas wracać do starego, dobrego Vimesa i patrycjusza. Taka zmiana motywuje mnie do pracy. W tym wypadku pracuję nad powieścią z czasów wiktoriańskiego Londynu, o roboczym tytule „Happy Families”. Może nie taki będzie na końcu, ale wydawcy zawsze domagają się tytułu roboczego. Pracuję również ze Stephenem Baxternem nad Long Earth, który powinniśmy skończyć jeszcze przed świętami. Nie sądzę, że uda nam się dotrzymać terminu przez wszystkie rzeczy, którymi się zajmuję. To naprawdę wielka frajda tworzyć stricte SF. Dlatego potrzebujemy dwójki osób, by móc je napisać. A tak naprawdę znacznie więcej, niż tylko dwójki.
Terry Pratchett w Amazonie

Amazon: Kim, w takim wypadku, są twoi czytelnicy? Czy to fani fantasy?
Terry Pratchett: Właśnie położyłeś swoje palce na wielkim czerwonym guziku. Kiedy zaczynałem mogłeś dostrzec i rozpoznać moich fanów. Byli zasadniczo dziećmi. Czasami zdarzali się dorośli. Obecnie... nie wiesz kim są moi fani. Znam fanów, którzy są zakonnicami, księżmi. Kiedy byliśmy z żoną w Australii na początku tego roku, przebyliśmy cały kontynent będąc ciągle w kontakcie z fanami. Gdziekolwiek nie poszlibyśmy na zakupy tam już jakiś czekał. Ale wiem teraz, że dziadkowie obecnych fanów, którzy potrafią czytać po Klingońsku (jedna z raz w Star Treku) widzą, że SF przeszła tak długą drogę, że właściwie teraz stała się mainstreamem. Bardzo wielu ludzi kupuje ją, we wszystkich możliwych formach. Musimy brać pod uwagę fakt, że mainstreamie SF staje się coraz częściej obecna; alternatywne światy, portale między rzeczywistościami, podróże w czasie. Możesz napisać elegancką książkę na ten temat.
Amazon: Czy ucieszyłeś się z nadania szlachectwa?
Terry Pratchett: O tak! Pomyślałem sobie, że muszą mieć duży ubaw pasując mnie na rycerza. Ale to było wspaniałe. Rozmawiałem z pewną damą w Seatle na przyjęciu. Nie wierzyła, że udało mi się poznać królową. „Nikt nie poznaje królowej!”. Cóż, mi się udało. Dwa razy!
Amazon: Dlaczego w twoich książkach nie ma rozdziałów?
Terry Pratchett: Robię to dla dzieci. Większość rodziców czytając książki dzieciom do snu, zwykła mówić: „Dziś doczytamy do końca rozdziału”. Robię za to coś takiego, co nazywam „rozdziałami zastępczymi”, by rozbić nieco tekst. Życie ma rozdziały i są one dość nieregularne. Ja również ich nie planuję. Pozwalam się po prostu toczyć opowieści.
Amazon: Opowiedz nam o dotacji wysokości 1 miliona dolarów na badania nad Alzheimerem.
Terry Pratchett: Cóż zrobiłem to przede wszystkim, bo to miłe uczucie podpisać czek na milion dolarów. Nie dało by mi to takiej samej satysfakcji, gdyby to był czek w funtach. Byłaby to ta sama kwota, brakowałoby mi jednak tych wszystkich „błyskotek” na początku liczby. Słyszałem, że badania mają przynieść korzyści już za pięć lat. Ale chyba słyszałem to też pięć lat temu. Choć muszę przyznać, że ostatnio wyprodukowano jeden z leków, który obecnie zażywam. Nie pokonuje
on oczywiście choroby, ale wydaje się, że... Nie wiem jak to ująć. Lubisz jajka?
Amazon:Tak
Terry Pratchett: Gotowane?
Amazon: Tak
Terry Pratchett: Gotowane z sosem rozlanym na nich?
Amazon: Oczywiście.
Terry Pratchett: Czy lubiłbyś je bez sosu?
Amazon: No tak.
Terry Pratchett: A ja bym ich nie zjadł, gdyby nie było na nich sosu.
Amazon: Są smaczniejsze z sosem muszę przyznać.
Terry Pratchett: No właśnie. Ten lek to tak jakby dodać sos do zwykłego dnia. Te wszystkie drobne rzeczy, których nie mogłeś robić do tej pory stają się dla ciebie osiągalne. Nie mam pojęcia jak to się dzieje, jak to wszystko działa, ale jednak działa. Mam całą grupę znajomych w mniej więcej takim samym zaawansowaniu choroby. Spotykamy się razem i rzeczywiście opowiadają, że ten lek zmienił ich życie w kilka dni. To samo mogę powiedzieć o sobie. Mam jedynie niedosyt, że postęp w dziedzinie leków na Alzheimera nie jest wystarczająco szybki. Mają te wszystkie wspaniałe komputery, ale... gdzie jest Star Trek?

Zobacz powiązane książki: Niuch

Autor: Marek Sobczak