Nie dotykać!


przycisk końca świata



Zobacz więcej z kategorii: wywiady

Wywiad BBC przeprowadza Simon Mayo

2011-11-26 18:23:11

W połowie listopada, w studiu BBC odbył się wywiad z Terrym Pratchettem, poprowadzony przez Simona Mayo.
Terry i Simon

Simon: Mam zaszczyt gościć dziś w studiu Sir Terry'ego Pratchetta, jego ostatnia książka nazywa się Snuff. Terry, jak się miewasz?
Terry: Bardzo dobrze, dziękuję.
Simon: To jest studio Sir Terry'ego Wogana, coś więc jest w tym połączeniu słów Sir i Terry.
Terry: myślę, że otacza nas wielu Sir'ów jak i wielu Terrych.
Simon: Ostatnim razem kiedy przeprowadzałem z Tobą wywiad, byłeś pasowany na rycerza.
Terry: Tak, to prawda.
Simon: Jaką różnicę więc sprawia ten fakt? Dostaje się jakąś kartę kredytową (słychać głośny śmiech Pratchetta), jakieś ubranie albo specjalny kapelusz?
Terry: Nie, nie dostaje się nawet miecza.
Simon: Ale powinno być coś, prawda?
Terry: Tak, ktoś mnie zapytał ile jest warte rycerstwo. Ja powiedziałem, że nic i wszystko. Jeśli chcę dokuczyć urzędnikom państwowym (a wierz mi, że niektórzy sami się o to proszą, zresztą żyjemy w czasach takiej kultury), to jest zawsze przydatne przy tytułowaniu. Ludzie i tak nie wiedzą jak się do mnie zwracać. Mówią "A, Sir Pratchett", a ja "na litość boską...". Spójrz, mówi się Sir Terrence, Sir Terry, Mister (Pan) Pratchett, ale Sir Pratchett po prostu nie działa, nie ma takiej formuły. Ale wiesz jak to jest, idziesz do drogiego hotelu, a tam posługują się gotowymi formułkami w rodzaju "Hotel taki i taki wita pana takiego i takiego", ale nie mają pojęcia co robić z takimi tytułami i wychodzą z tego takie rzeczy jak Mister Sir Blop. Można winić tu komputer, który nie rozumie tej idei. To jest zabawne, lubię sprawiać trudności komputerom, to zmusza ludzi do pomyślenia co robią zanim przycisną cholerny przycisk.
Simon: Czyli też zachowujesz się różnie w różnych sytuacjach?
Terry: Tak. Myślę, że to raczej jest zabawne. Ktoś musiał doradzić królowej, żeby pisarza fantasy pasować na rycerza. Bo pierwszą rzeczą jaką zrobiłem krótko potem, było wykonanie swojego własnego miecza. Nie tylko go zrobiłem, ale nawet samodzielnie wykopałem żelazo z ziemi i przetopiłem w swoim ogrodzie. I z pomocą dwóch ludzi, ekspertów od przetapiania żelaza i wykuwaniu miecza, zrobiłem swój własny miecz. Każdy jego przeszedł przez moje ręce i mój młotek. Pokazałem go potem znajomym i nie mogli wyjść z podziwu.
Simon: Czy są tam jakieś specjalne kamienie?
Terry: Nie, ale zawiera dosyć sporo specjalnego żelaza, które sprawia, że jest on nieco mistyczny. I został wykonany zgodnie z tym, jak powinien być wykonany miecz rycerski.
Simon: Czy myślisz, że królowa czytała cokolwiek ze Świata Dysku?
Terry: Słyszałem, że książę Karol czytał, ale nie jestem pewien. Ale muszę przyznać, że ci z Pałacu Buckingham rozwiązali to całkiem sprytnie, o czym pewnie się przekonasz, kiedy przyjdzie Twoja kolej na pasowanie. Otóż moja matka w tym czasie była niepełnosprawna (a pojechaliśmy tam całą rodziną), wjechaliśmy do środka małą bramą boczną, a wesoły policjant powiedział "proszę śmiało jechać tam dalej, będziemy się jeszcze widzieć później i przyniesiemy książki do podpisania". To był dobry start. A moja matka była w tym czasie na wózku inwalidzkim i gdzieś tam zniknęła w tym tłumie. Kiedy później ją widziałem, siedziała bardzo blisko królowej, obie były w bardzo podobnym wieku, z podobnym uczesaniem i mogłem się martwić czy zabiorę tę właściwą z powrotem do domu. Wszystko poszło naprawdę gładko. Zdałem sobie sprawę, że monarchia nie jest taka zła jak ludzie opowiadają. Dla tych wszystkich ludzi, którzy się tam dostaną, tych, którzy wykonują codzienne zwykłe prace (na przykład listonosz, który donosi pocztę przez całe swoje życie) dostają tam rozmaite zadania, przychodzą i promienieją jak słońce. Przez jeden dzień mają okazję podać sobie ręce z arystokracją, zobaczyć Pałac Buckingham od środka, a kiedy wracają mówi się o nich w ich lokalnych gazetach. W jakim innym państwie można tego doświadczyć? Nie ma nic złego w elicie, jeśli można do niej dołączyć.
Simon: Nie rozmawialiśmy jeszcze o książce.
Terry: Nie, pogadajmy więc o niej teraz.
Simon: "Snuff" - świetny tytuł w jednym słowie. Czy możesz o tym opowiedzieć? To jest kolejna część Świata Dysku...
Terry: Po pierwsze jest o umieraniu, ale także o pewnym produkcie tytoniowym. Przede wszystkim jest to kryminał. Komendant Straży Miejskiej Ankh-Morpork Vimes jest na urlopie, i oczywiście, każdy czytelnik wie, co się dzieje kiedy policjant albo detektyw wyjeżdża na wakacje - natychmiast znajduje ciało. Jest poza swoją jurysdykcją, w miejscu gdzie nie obowiązuje jego prawo. Musi poradzić sobie z ludobójstwem, czy raczej goblinobójstwem.
Simon: Czy właśnie wymyśliłeś to słowo?
Terry: Tak, bo widzę jak na mnie patrzysz. Chodzi o zamordowanie goblina. Wszystkim gobliny kojarzą się z czymś okropnym i ignorują ideę dokonywania rzezi na goblinach, jakby to były istoty nie mogące błagać o litość. Temat robi się więc dosyć ciężki, ale jest też pastiszem na coś innego. Lubię tu zostawiać pole do popisu moim czytelnikom. Ale Jane Austin nie będzie już więcej widziana w ten sam sposób.
Simon: Czy możesz powiedzieć więcej o goblinach? Znaczna część książki wydaje się odnosić do handlu niewolnikami.
Terry: Używam niewolnictwa jako pewnego rodzaju znacznika, który pozwala ludziom znaleźć odpowiednie emocje w stosunku do danej sytuacji, szczególnie teraz, tyle lat później. Ale oczywiście bajki są odpowiedzialne za bardzo wiele różnych rzeczy, dobrych i złych, jak mój ulubiony fragment (nie ze Snuffa, ale z innej opowieści), który mówi o dziewczynce z książki. W lesie mieszka stara czarownica, i pyta siebie "gdzie jest dowód?". W dawnych czasach, jeśli kobieta miała haczykowaty nos, a jej dzieci zdążyły umrzeć, to stawała się wiedźmą i tak. Ludzie oskarżali ją o rozmaite paskudne sprawy. Dlatego też gobliny wydają mi się też właśnie tym paskudztwem ze wszystkich książek. Dlatego pomyślałem, co by było gdyby potraktować ich jak ludzi z marginesu, którym się po prostu nie udało. A potem spycha się ich dalej i dalej, tam gdzie nie ma jedzenia. Dostaje się gobliny, zachowujące się jak gobliny.
Simon: Czy możesz opowiedzieć coś o religii jaką obdarzyłeś gobliny? Uważam, że to bardzo zabawne.
Terry: Zachowują one swoją woskowinę uszną i obcięte paznokcie. Uważają, że to jest coś, co trzeba mieć ze sobą, kiedy się umiera. Muszą mieć więc naczynia, w których to przechowują.
Simon: Mówiłeś, że szczególną radość sprawiło Ci pisanie tej części na Jane Austin. Kiedy piszesz i masz natchnienie, (wiem, że dyktujesz swoje książki) czy oznacza to, że mówisz szybciej i możesz opowiadać przez całe godziny?
Terry: Jeśli wejdziesz w ten stan, chcesz w nim pozostać jak najdłużej, bo tam pojawia się cała kreatywność. Jest też inna książka, nad którą pracuję i tam pojawia się to samo. Czuję się jak tocząca się kula, która staje się kulą śnieżną. Moja podświadomość się wtedy budzi i mówi mi, że tak to właśnie ma wyglądać. Formuje się przede mną i trzeba ją łapać. Być może pojawi się wtedy drugi szkic, któremu trzeba będzie wytrzeć nos i uczesać włosy. Ale kiedy jesteś w tym stanie - latasz, to niesamowite co może się wtedy pojawić. Całe zakończenie Snuffa, zapamiętasz pewien fragment, to było jak wielkie strzał. Całość pojawiła się na raz i została napisana w takiej formie od razu. Byłem bardzo zaskoczony pisząc Snuffa, każdy moment pojawiał się przede mną jak na talerzu. Dokładnie wiedziałem co ma się zdarzyć za chwilę i w jakiej kolejności. Ale oczywiście jest to kryminał, a te pisze się w pewien określony sposób. Facet nie może powiedzieć "Przepraszam, nie znalazłem nikogo winnego, wracam do domu".
Simon: Ile książek aktualnie piszesz?
Terry: Razem ze Stephenem Baxeterem, który jest chyba najlepszym pisarzem science-fiction w Zjednoczonym Królestwie, pracujemy razem nad książką nazwaną "Long Earth". Jest to mój pomysł z przed bardzo wielu lat i być może gdybym go wtedy skończył, teraz byłbym pisarzem science fiction zamiast fantasy. Fabuła jest osadzona w tym, co nazywamy światami równoległymi. Na pewno słyszałeś o teorii wielu wszechświatów. Wymyśliliśmy więc sposób aby się dostać do każdego z nich. Jest to małe pudełko. Każdy z tych światów jest zawsze Ziemią, ale ciekawa sprawa, że nie ma więcej ludzi na tych innych Ziemiach. Czyli teraz przed ludzkością pojawia się miliardy miliardów Ziemi (każda oczywiście odrobinkę inna) i naszym zadaniem było sprawdzenie, jak szybko uda nam się w tym całkowicie namieszać. Teraz pytanie czym charakteryzuje się ludzkość - niedostatek wszystkiego. Nie wystarczająca ilość ziemi, surowców, ropy. Co się stanie jeśli wpuści się ludzi w galaktykę światów, które wszystkie są dostępne, jeśli pójdzie się wystarczająco daleko.
Simon: Nie mogę się już doczekać tej książki.
Terry: Pracuję nad jeszcze jedną.
Simon: To już tortura.
Terry: Nazywa się Dodger i jest bardzo podobna do Świata Dysku, pracuję nad nią w czasie wolnym.
Simon: Masz czas wolny?
Terry: Wszystko co mogę teraz powiedzieć to to, że fabuła osadzona jest w epoce wczesno-wiktoriańskiej Anglii. Jest to powieść fantastyczna tylko dlatego, że znajduje się w niej pewna postać, która nie istniała, nawet dwie takie postacie, chociaż jedną z nich ludzie mogą uznać za istniejącą. Ale jest on raczej mitem.
Simon: To to były Dodger i Long Earth. Mam pytanie od słuchacza. Czy Terry Pratchett wie jak Świat Dysku się skończy? Czy będzie jakaś finalna książka?
Terry: Moje życie jeszcze się nie skończyło. Nie mam ochoty, by ktoś inny pociągnął to potem po mnie, bo nie wiem jak sobie z tym poradzi, za wyjątkiem mojej córki Rihanny. Ludzie pytają mnie czy zostawię jej Świat Dysku. Jeśli więc będzie chciała to robić, bo radzi sobie równie dobrze pisząc fabuły gier komputerowych, ale jeśli się zdecyduje, to oczywiście podrzucę jej kilka pomysłów, o jakich myślałem. Ale ledwie o tym wspomnieliśmy.
Simon: Wydajesz się być w samym środku kreatywnych poszukiwań do czegoś.
Terry: Zawsze jestem.
Simon: Wydajesz się nie do powstrzymania jak zawsze.
Terry: Próbujesz ominąć słowo "Alzheimer", prawda?
Simon: Nie robiłem tego celowo.
Terry: Mogę to wyczytać na Twojej twarzy. Mam Alzheimera od pewnego czasu i już to rozpoznaję. PCA jest nieco inny, mogę się samodzielnie ubrać i mogę samodzielnie robić bardzo wiele rzeczy. I z całą pewnością mogę pisać książki, skoro trzy moje najlepsze książki zostały napisane właśnie kiedy już miałem Alzheimera. Przestanę pisać, jak już nie będę mógł tego robić. Jeśli ktoś będzie chciał to kontynuować, nie będę mógł już zaprotestować. Piszę książkę za książką i to się nie kończy. Cokolwiek daje ci tyle pomysłów, również trzyma cię przy życiu. Oczywiście, wcześniej czy później może pojawić się ten moment, kiedy nie możesz uniknąć ciśnienia całego wszechświata i w końcu wszyscy umieramy. Ale po drodze mam jeszcze niezły ubaw.
Simon: Życzymy więc dobrej zabawy przy czytaniu nie tylko Snuffa, ale też oczekiwanych już Long Earth i Dodger'a i pewnie wielu innych, jakie przyjdą Ci do głowy w czasie weekendu.
Terry: Hahaha, dziękuję.
Simon: I miłego dokuczania urzędnikom państwowym.
Terry: Tak, potrzebują tego i chyba robi im to dobrze.
Simon: To był Terry Pratchett, dziękujemy bardzo.

Oryginalny wywiad można przesłuchać: na stronie bbc,
a także ze względu na ograniczony dostęp do niego, umieściliśmy go tutaj

Zobacz powiązane książki: Niuch

Autor: Grace