Życie pisarza

2012-02-05 13:37:48

Artykuł " A life in writing" napisany przez Alison Flood znalazł się na stronie the Guardian.

Terry
Terry Pratchett ma pewien posążek. To figura bogini, która według niego powinna palić papierosa i mieć odsłoniętą jedną pierś. „Powinna tam być też urna. Jeśli jest urna to nie jest porno – to taki dyskowy banał” - mówi Terry z nutką śmiechu w głosie.
Bogini to o jeden z projektów Prachetta: Narrativia – bóstwo które uśmiecha się do pisarzy (szczególnie słonecznie do jej twórcy).

Świat Dysku, stworzony przez Pratchetta 28 lat temu, to fantastyczny świat niesiony na grzbietach 4 słoni, stojących na grzbiecie gigantycznego żółwia. To koncepcja która rozpoczęła się jako rozkoszny paszkwil na opowieści płaszcza i szpady. Z biegiem lat stawała się coraz bardziej wyrafinowana, zaczęła wytykać śmieszność wszystkiego co jest nam znane; od Hollywood do usług pocztowych, przez banki, gazety i piłkę nożną. Narrativia była przy jego boku przez całą drogę. „Jeśli byłeś grzecznym chłopcem, ciężko pracowałeś nad tym by stawać się coraz lepszym, to bogini Narrativia będzie się do ciebie uśmiechać.” - mówi, wspominając swój zachwyt nad znaczącą pomocą, podczas prac nad „Złodziejem Czasu” ponad 10 lat temu. Zdecydował się, za jej pośrednictwem, powołać do życia postać Ronniego Sochy (ang. Ronnie Soak). Socha jest piątym Jeźdźcem Apokalipsy – tym który odszedł zanim pozostała czwórka stała się sławna. Jego nazwisko zostało wymyślone zupełnym przypadkiem, dlatego Pratchett był zdziwiony kiedy zauważył jak brzmi czytane od tyłu. Nagle Terry wiedział zwiastunem czego będzie piąty jeździec. „Pomyślałem chaos! Tak! Chaos najstarszy.” - powiedział do siebie Terry - „Rzeczy zdarzają się właśnie w ten sposób”.

W ten sam sposób „Złodziej Czasu” zawarł w sobie historię Yeti, zegara, który zatrzymuje czas i Mnichów Historii, których praca polega na zarządzaniu czasem, przemieszczaniu go z miejsc w których nie jest potrzebny (głębiny wód) tam gdzie jest niezbędny (miasta). Lady A.S. Byatt mówiła po publikacji, że książka powinna być nominowana do Nagrody Bookera (najbardziej prestiżowa nagroda literacka w Wielkiej Brytanii, przyznawana za najlepszą powieść anglojęzyczną z ostatniego roku, napisaną przez obywatela Wspólnoty Narodów lub Republiki Irlandii). Niestety była to powieść fantasy. Była zabawna. Była bestsellerem. Zadziwiająco wiele, jednak widać niewystarczająco do nominacji. Mimo ogromnej popularności Prachetta (75 milionów sprzedanych egzemplarzy swoich 67 książek) chwilę zajęło kręgom literackim jego zauważenie. Oczywiście oprócz Lady Byatt.
Jest ona, jak sama o sobie mówi, wielką fanką do dnia dzisiejszego, nazywając Terrego „wielkim gawędziarzem, niezwykle pomysłowym w wykorzystaniu języka angielskiego, zarówno w farsie, jak i w komedii, jak i (z sukcesami) w dziedzinie okropnych żartów dla nastolatków. Sądzę, że jest bardzo mądry, ze skomplikowanymi zasadami moralnymi. I dorósł mimo że ciągle swoje książki tworzy dla młodych.”

Lady A.S. Byatt
Dopiero w 2001 roku Pratchett zdobył swoją pierwszą, poważną nagrodę literacką; The Carnegie Medal, za jego powieść z cyklu Świata Dysku adresowaną do dzieci – „Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie”. Od kiedy otrzymał tytuł szlachecki za zasługi dla literatury („Myślę, że musieli chichotać w kuluarach. Pasujmy na rycerza pisarza fantasy, powinien mieć niezły ubaw”), został również odznaczony całą garścią honorowych stopni naukowych, na Trinity College w Dublinie został profesorem.

Dziś profesor Sir Terry Pratchett lubi przesiadywać w swoim lokalnym pubie, z połową Ferret wokół niego, czekając na swój drink i piski zachwytu. Jest szczęśliwy mówiąc o swoich książkach. Od kiedy w 2007 roku ogłosił, że wykryto u niego początki choroby Alzheimera, został zalany uwagą mediów jako pierwszy, który walczy o podniesienie świadomości społeczeństwa o tej chorobie. Uwaga mediów nasiliła się tylko, kiedy publicznie poparł asystowaną śmierć, kręcąc dla BBC poruszający film dokumentalny „Choosing to die”. Pokazał ostatnie chwile nieuleczalnie chorego mężczyzny w klinice Dignitas w Szwajcarii na początku 2011 roku. Wywiady od tamtej pory tak mocno skupiają się na jego chorobie, że często, jak sam mówi: „muszę walczyć z rozmówcą, by przypomnieć mu fakt, że aktualnie jestem w trakcie pisania nowej książki”.

Jego ostatnia książka „Snuff” skupia się na sposobach postępowania policji. Są w niej momenty kiedy wybuchasz niekontrolowanym śmiechem (jak ten ze statkiem parowym Wonderful Fanny [Wspaniały Tyłek]), ale w większości jest to niezwykle mroczna powieść o zdominowanej, pogardzanej rasie goblinów. „Snuff stwierdza, że każdy wie, że gobliny są złe. Jeśli jednak w twoim mniemaniu są złe, źle je traktujesz, one naprawdę będą złe. Nasze społeczeństwo może rzeczywiście wiele się z tej powieści nauczyć” - mówi Pratchett - „To po prostu sposób – bardzo lekki i przepełniony humorem sposób komentowania tego, co dzieje się w społeczeństwie, z perspektywy kogoś z zewnątrz”.

Niektóre z książek są „dość wstrząsające” kiedy się je pisze jednak „potrzeba mroku by mogło pojawić się światło”. Ujawniając swoja chorobę Alzheimera w 2007 r. Pratchett powiedział: „Myślę, że pozostało mi czasu na kilka książek”. Publikacja „Snuffa” ustala tą liczbę na trzy pozycje, a obecnie jest w trakcie pisania trzech następnych; swojej autobiografi, Long Earth współtworzonej ze Stephenem Baxterem i powieści historycznej osadzonej w wiktoriańskim Londynie. To książka nieco oddalona od głównego nurtu, z którego znamy Pratchetta. Sam o flircie z powieścią historyczną mówi: „Mógłbym napisać książkę i osadzić ją w Tombstone, w Arizonie, mogliby w niej występować kowboje w autokarach, ale wystarczy, że raz umieściłem w książce cholernego smoka i stale jestem nazywany pisarzem fantasy. Kiedy raz zostaniesz pisarzem fantasy na zawsze już nim będziesz.”

To co jest najlepsze w Świecie Dysku, jak uważa Pratchett, to udowodnienie wniosku, że „nie wszystko jest tym na co wygląda”. Jak zwykł mawiać G.K. Chesterton: „Weź to co jest znane, z czym jest zaznajomiony czytelnik i przedstaw to w zupełnie zaskakujący, nieznany sposób, z zupełnie innej perspektywy, tak, żeby wydawało mu się, że patrzy na to pierwszy raz”. Terry wskazuje jako przykład, na pierwsze pojawienie się Tifany Obolałej – głównej bohaterki powieści dla młodszych czytelników – dziewięciolatka filtruje przedstawiane jej bajki przez sito swojego analitycznego, dociekliwego umysłu. Jaś i Małgosia? „Słucham? Nikt nie ma piekarnika tak dużego, żeby zmieścił się tam człowiek, a tak w ogóle skąd tym dzieciom przyszło do głowy, że mogą tak sobie chodzić i zjadać cudze domy?” - pisze w Wolnych Ciut Ludziach. Tiffany patrzy na książki dla dzieci i czyta: „W środku lasu żyła zła wiedźma”. Lecz zamiast przyjmować na wiarę ona woli powiedzieć: „Gdzie są dowody?” i wywrócić porządek historii jaki jest nam znany”.

Wcześniejsze powieści Świata Dysku pełne są dowcipów. Jednak wraz z tym jak Pratchett dojrzewa jako pisarz, jego książki stają się mniej śmieszne a bardziej zabawne. „Mamy równie dużo rzeczy zabawnych jak i śmiesznych. Wraz z upływem czasu, zarówno książki dla dzieci, jak i te dla starszych czytelników, rozwijają się, ale nie na siłę. Jedynie sugerując coś, a nie mówiąc wprost, można doprowadzić do bardzo ciekawych rozwiązań”.

Neil Gaiman, z którym Terry Pratchett napisał w 1991 roku Dobry Omen, przyznaje: „Terry staje się coraz lepszym pisarzem wraz z upływem czasu. Teraz przedstawia historię a nie zbiór żartów połączonych w opowieść, tak jak był to zwykł robić na początku swojej kariery. Sprawia, że jego książki są pisane bardzo lekkim piórem. Nigdy nie pisze brzydkich zdań, nie marnuje ani jednego słowa, co w nim najlepsze, zawsze mówi coś w sposób, którego nigdy wcześniej nie widziałeś i nigdy już nie zobaczysz”.

Terry i Neil
Podobnie jak jego książki Pratchett „wydaje się być bardziej sobą, wraz z upływem lat” - mówi Gaiman. On i Terry są przyjaciółmi od prawie trzydziestu lat. „Lubię jego białobrode wcielenie. Jeśli mielibyśmy odpowiednią, staromodną królową, prawdopodobnie wzięłaby ona Terrego na swojego doradcę, dzięki czemu tylko właściwe głowy zostałyby ścięte... Jest zabawny, hojny, zgryźliwy, z bardzo wyczulonym poczuciem sprawiedliwości. Myślę, że byłby świetnym kandydatem na autora światowej klasy powieści kryminalnych”.

„Snuff” jest trzecią powieścią Pratchetta, napisaną przy pomocy technologii rozpoznawania głosu, zamiast tradycyjnego wprowadzania tekstu z klawiatury. Terry nie jest już w stanie pisać sprawnie, choć jeszcze ciągle może przedyktować słowo, litera po literze. Kiedy wraca do domu położonego w dolinie pomiędzy wzgórzami Wilthshire, lubi pochwalić się swoim oprogramowaniem. „Zapisz dokument” - grzmi na sześć poszeregowanych monitorów na których pracuje. „Pokaż spell box!” - demonstruje, a maszyna natychmiast pokazuje edytor z wyborem słów (a nie coś magicznego (ang spell może również oznaczać zaklęcie) jak można by się spodziewać).

„To świetna zabawka dla nerdów. Pierwszą rzeczą, jaką zrobili programiści było umieszczenie wszystkich moich książek w formie elektronicznej na tym komputerze, choć muszę przyznać, że wiele kłopotu sprawiły słowa, takie jak Babcia Weatherwax czy Rincewind. Musiałem nauczyć komputer nowych słów. Mylę, że jednym z najtrudniejszych jakich go nauczyłem jest ferkidoodle”.

Jeśli pisane w ten sposób miało jakikolwiek wpływ na twórczość Terrego, to najwyżej stało się ono bardziej „konwersacyjne”. Wierzy on jednak, że „to ten komputer aktualnie sprawia, że jestem pisarzem”, a bez pisania „podejrzewam, że byłbym coraz bliżej Szwajcarii. Może nie dosłownie, ale wiesz co mam na myśli: byłbym bezużyteczny. Ale z tym – to po prostu pozwoli mi się jakoś trzymać dopóki mogę mówić.”

Jeśli idzie o przybliżanie się do Szwajcarii „mamy tutaj złożone papiery i tyle”. Terry nie jest skory by deklarować się dalej. „Ciągle się waham. Ktoś powiedział mi, kiedy zdiagnozowano u mnie Alzheimera, że mam prawdopodobnie około dwóch lat. To było dość dawno temu... Na pewno jest to coś, co rozważam, ale w tej chwili nie mam żadnego powodu by to zrobić”. Atrofia tylnej części kory mózgowej (PCA) to zaledwie przedsmak tego o nazywamy Alzheimerem. „Trzeba przejść długą drogę przez PCA zanim dojdziesz do Alzheimera”.

Oczywiście Terry doznaje pewnych białych plam w pamięci ale nie jest pewien, czy to wina choroby. „Mam obecnie 63 lata. Na porządku dziennym jest na przykład rwa kulszowa. Wszystko się starzeje, więc niczego nie mogę być pewien, bo nie mam nad sobą pełnej kontroli.”

źródło

Zobacz powiązane książki: Niuch

Autor: Marek_Sobczak