Nie dotykać!


przycisk końca świata



Zobacz więcej z kategorii: świad dysku

Co tam, panie, w gumbo?

2012-02-12 20:25:37

Baron Samedi
Voodoo na dysku nie jest spotykane zbyt często, przynajmniej w cywilizowanych, zbadanych krainach. W zasadzie jedynym łatwo dostępnym miejscem gdzie możemy przyjrzeć się takim praktykom jest Genoa. Udajmy się więc na karnawał Samedi Nuit Mort – Sobotnią Noc Śmierci – i zajrzyjmy do kociołka pani Gogol, w nadziei, że gumbo uchyli nam rąbka tajemnicy...

Tak na Dysku, jak i u nas voodoo owiane jest ponurą sławą mrocznych kultów, a także aurą tajemnicy. W Świecie Kuli voodoo to zrodzona na Haiti mieszanka afrykańskiego animizmu, niektórych wierzeń chrześcijańskich i spirytyzmu spod znaku hoodoo, a także demonicznych rytuałów, naznaczonych piętnem śmierci. Do niektórych potrzebne są przedmioty wykopane z grobów, kości, do wielu krwawe ofiary. Warto tu wspomnieć o tzw. „kontrakcie Boukmana”. W roku 1791 grupa czarnych niewolników pod wodzą lekarza, niejakiego Boukmana, odprawiła rytuał voodoo, zarzynając czarną świnię i pijąc jej krew. Przyrzekli służyć Baronowi Samedi i duchom wyspy przez 200 lat, w zamian za uwolnienie od Francuzów. Co ciekawe, w 200 lat później voodoo stało się oficjalnie religią państwową, mamy więc do czynienia niejako z odnowieniem kontraktu. Na pamiątkę tego wydarzenia Port-au-Prince stoi żelazny pomnik świni.
Na Dysku siłą rzeczy voodoo musi być ograniczone o pewne elementy, jednak podstawowy zarys jest praktycznie w ogromnej części zbieżny z wierzeniami haitańskimi.

Podstawą wszystkich wierzeń tego kultu są loa – duchy związane najczęściej ze śmiercią, będące w istocie pomniejszymi bóstwami. Panteon zawiera sześć głównych bóstw, oraz guédé duchy śmierci, którym przewodzi Baron Samedi. Istnieje również wiara w Bon Dieu, boga jedynego, nie oddaje się mu jednak czci (deus otiosi). Kolejnym filarem kultu voodoo jest wiara w opętanie, dzięki któremu loa kontaktują się z wyznawcami. Mówi się wtedy, że „ujeżdżają swojego konia” (vide: Wyprawa Czarownic, s. 220 - ”Człowiek mógł dosiadać boga, zamiast odwrotnie. Oczywiście cena była wysoka, jak zawsze”.). Duża część wierzeń opiera się również na rzucaniu uroków i klątw. Kojarzone zazwyczaj z voodoo praktyki z zombie, są tylko wierzeniami ludowymi tego kręgu, nie mającymi nic wspólnego z samą religią.

Udajmy się teraz do Genoi, gdzie trwa właśnie Samedi Nuit Mort. Na ulicach gra muzyka, parada idzie przez miasto. Kobiety tańczą ubrane w sposób, który odkrywa możliwie dużą powierzchnię wszystkiego, co jest do odkrycia, mężczyźni tańczą również, przebrani za szkielety. Możemy jednak wymknąć się z miasta i ruszyć prosto do chatki pani Erzulie Gogol - genoańskiej mambo. Jeżeli będziemy mieli szczęście, to zobaczymy ją przy pracy – gdy tłumaczy klientce przyszłość, odczytując ją z kociołka swego słynnego gumbo. Jeżeli będziemy mieli trochę więcej szczęścia, to może nam powiedzieć, że z gumbo można wywróżyć co najwyżej wspaniały posiłek. Wiedzę o przyszłości czerpie bowiem z misy jambalayi, przygotowanej zawczasu. Nie są to właściwie praktyki voodoo sensu stricto, ale na Dysku samo voodoo zostało zredukowane z kultu religijnego do sposobu uprawiania czarownictwa.

Koło chatki pani Gogol chodzi zapewne Saturday. A właściwie baron Saturday – zombie, ożywiony pragnieniem zemsty na swej zabójczyni. Voodoo dyskowe może ożywić martwego człowieka tylko wówczas, kiedy żywi on silne pragnienie powrotu. Baron Saturday (Sobota) to imię wybrane nie bez powodu. Słowo sobota w języku francuskim brzmi nie inaczej jak „samedi” (kreolskie „samdi”). Postać barona, a także Samedi Nuit Mort to odniesienie do tej samej istoty. Chodzi mi oczywiście o Barona Samedi – przywódcę loa związanych ze śmiercią, bóstwo nieprzewidywalne, zmienne, a także – bywa – złośliwe; trickstera podobnego Lokiemu, lub znanemu nam z innych dyskowych powieści – Hokiemu. Żoną Barona Samedi jest Maman Brigitte, opiekunka grobów. W voodoo pani Gogol, odpowiada jej Lady Bon Anna. Jest to żart Pratchetta – Anne Bon była włoską kompozytorką z końca XVIII wieku, nie mającą nic wspólnego z magią w żadnej postaci.
Baron Samedi ma wiele inkarnacji, czy może raczej awatarów. Do najważniejszych należą Baron Cimetière i Baron La Croix, znany także jako Baron Crossroads. Ten ostatni w Wyprawie Czarownic reprezentowany jest przez Pana Tesco - crossroads znaczy po angielsku „skrzyżowanie dróg”. Jeżeli przetłumaczymy to na język francuski, otrzymamy słowo carrefour.

Ciekawostką jest też imię pani Gogol. Erzulie, to haitańska boginii piękna, miłości, opiekunka sztuki, czarownictwa, prostytutek i wolnej miłości. Jej drugim aspektem – Dantor – jest zemsta – a tej służy cała intryga, którą pani Gogol uknuła z baronem. Prócz tego pani Gogol powołała do życia bóstwo zemsty – Hotaloga Andrewsa (w wersji niemieckiej Du-bereust-es-später, czyli pan Jeszcze-tego-pożałujesz). W ten sposób Pratchett sprowadził dwa, a nawet trzy (no, może dwa i pół) bóstwa do ludzkich ciał.

Baron2
W Wyprawie czarownic występuje jeszcze jedno bóstwo panteonu voodoo – Legba. W powieści Legba jest zwykłym kogutem, jednak w haitańskich wierzeniach Papa Legba strzeże granicy między światem żywych i umarłych. Składa mu się ofiarę z białego koguta.

Jeżeli przypomnimy sobie scenę przywoływania do życia bogów voodoo, naszą uwagę powinien przyciągnąć fragment: Tutaj jest rum dla was, tytoń dla was, dom dla was, pożywienie dla was... Każdy z bogów voodoo ma swoją ulubioną ofiarę, jednak przy wszystkich rytuałach składa się również zboże, oraz tytoń, rum i inne używki.

Mimo że voodoo pani Gogol nie ma cech diabolicznych, da się zaobserwować u niej cechy trickstera. Interesuje ją własny cel, pomaga dobremu celowi, robi to jednak dla własnej wizji i – jak widzimy w książce – nie zawaha się dla niej rzucić wyzwania niedawnym sprzymierzeńcom. W przeciwieństwie jednak do klasycznych jokersterów – honoruje umowy i nie łamie danego słowa.
Jak widzimy, voodoo pani Gogol różni się mocno od voodoo haitańskiego. Przede wszystkim jest sztuką czarownictwa, nie zaś – jak to ma miejsce w przypadku wersji haitańskiej – religią sił chaosu. Da się co prawda zaobserwować pewne znamiona „ciemnej strony mocy”, jednakże różnice są bardzo wyraźne.

Na koniec warto jeszcze zwrócić uwagę na żart, jakiego Pratchett dopuścił się na bogu ducha winnej czarownicy z genoańskich bagien... Nikołaj Gogol był autorem słynnej powieści Martwe dusze, w której główny bohater skupował martwych chłopów (nie fizycznie ma się rozumieć) i w dokumentach przedstawiał jako żywych. Dzięki temu mógł udawać bogacza, co ułatwiało mu oszustwa. Podobnie do tych „martwych dusz” – ożywiony zombie pracował na swojego właściciela.
Mimo przeczytania większej części wydanych po polsku książek, sir Terry wciąż potrafi zadziwić pomysłowością. Często zresztą na niektóre szczegóły zwraca się uwagę po trzecim czy czwartym czytaniu. Mając to na uwadze polecam czytać więcej i częściej, niezależnie od tego jak dobrze znamy już tą czy inną książkę.

Zobacz powiązane książki: Wyprawa czarownic

Autor: Dżon