Zobacz w galerii:

Wiosenna impreza w Wincanton...

Wincanton Spring Fling 2013...



Zobacz więcej z kategorii: świad dysku

Czy jesteś potomkiem Cohena Barbarzyńcy?

2012-03-14 13:40:37

Wyczekując z niecierpliwością Trollowego Mostu w formie ruchomych obrazków, warto zastanowić się przez chwilę nad postacią Cohena Barbarzyńcy. Będą to rozważania na bardzo konkretny temat, który być może nie przyszedł do głowy nawet Mistrzowi – ale cóż – bogini Narrativa przejmuje gotowe teksty na własność i przestaje się przejmować zamiarami autorów… Zamierzam przeto popuścić cugli wyobraźni i spojrzeć na Cohena przez pryzmat nasz, ojczysty, sarmacki, wiele cech bohatera przywodzi bowiem na myśl mentalność bohaterów Trylogii czy pamiętników Jana Chryzostoma Paska.

Cohen Barbarzyńca


Kim więc jest Cohen Barbarzyńca? Uparty indywidualista, bohaterski, odważny do granic szaleństwa, przedkładający honor i wolność ponad inne wartości, hulaka nie przywiązujący wagi do dóbr doczesnych – tak można go w skrócie scharakteryzować. Czy nie jest to jednocześnie obraz kresowego watażki – szlachcica-warchoła, lub walecznego atamana z Bractwa Niżowego? Może przytoczmy tu sienkiewiczowski opis Bohuna - de facto Sarmaty, mimo że kozaka i „nieurodzonego”:

Gotów był w sto koni iść choćby do Bakczysaraju i samemu chanowi zaświecić w oczy pożogą (…). Mniej odważni, mniej ryzykowni konali na palach w Stambule, lub gnili przy wiosłach na tureckich galerach – on zawsze wychodził zdrowo i z łupem obfitym. (…) Bohun brał łup, ale wolał wojnę od zdobyczy, kochał się w niebezpieczeństwach dla własnego ich uroku; złotem za pieśni płacił, za sławą gonił, o resztę nie dbał.

Z kolei w Ciekawych czasach znajdziemy opis Cohena:
Cohen miał coś w sobie. Chyba określa się to charyzmą. To coś pokonywało nawet jego normalny zapach kozła, który właśnie zjadł szparagi w curry. (…) był, no... Cohenem, czymś w rodzaju naturalnego żywiołu na nogach. (…) Kiedy akurat z trollami nie walczył, lepiej żył z nimi niż ludzie, którzy tylko myśleli, że trolle mają takie same prawa jak wszyscy. Nawet ordyńcy, co do jednego uparci indywidualiści, ulegli temu czarowi.

Zwraca uwagę, swoją drogą, również wzmianka o walkach z trollami, które w czasach młodości Cohena były przecież jeszcze powszednie. Było to jeszcze zanim trolle zeszły z gór i zaczęły się asymilować, kiedy wojny międzygatunkowe były właściwie permanentne. Podobna sytuacja miała miejsce na Dzikich Polach, które nieustannie tratowane były przez tatarskie czambuły rabujące Rzeczpospolitą, przez polskich żołnierzy w akcjach odwetowych, które widziały nieraz kozackie czajki płynące przez porohy Dniestru, aby złupić krymskie osiedla. A właśnie dlatego, że walki te były czymś tak zwyczajnym, niejeden szlachcic polski zawierał z murzą tatarskim przymierza i przyjaźnie, „lał wodę na szable”; przyrzekał wonczas jeden drugiemu, że nie będą ze sobą walczyć, chyba że przyjdzie do walnego spotkania armii, oraz, że w razie niewoli wykupi, bądź w inny sposób postara się pomóc przyjacielowi. Pobratymstwa takie były zjawiskiem bardzo częstym, a im znaczniejsi wodzowie – jak np. Jerzy Wołodyjowski – pierwowzór sienkiewiczowskiego bohatera, stolnik przemyski – tym ich przyjaźń była bardziej pożądana. Oddając głos jeszcze raz Sienkiewiczowi: Gdy chodzi o przyjaciół albo znajomków, czy to kogo wyszukać, czy komuś pomóc, to się też pobratymcy do pobratymców udają i justycja nakazuje przyznać, że żaden naród lepiej od Tatarów podobnych juramentów nie zachowuje. Słowo u nich grunt! I na takiego przyjaciela pewnikiem liczyć możesz.

Kmicic
Cohena cechuje szaleńcza odwaga. Ze swoją Srebrną Ordą samoszóst tylko (bo Saveloya w zasadzie nie można liczyć jako doświadczonego wojownika) postanawia stawić czoła tysiącom wojowników; wcześniej w tej samej liczbie pokonali dziesięciokrotnie większy zastęp wojowników ninja. Nie stropi się przewagą liczebną przeciwnika, tylko ruszy do walki i postara się nie zostać zabitym. I – co ciekawe – udaje mu się! Dla tego człowieka zdawać by się mogło – nie ma rzeczy niemożliwych. Skojarzyć nam się tu może Kmicic, który w trzysta szabel do desperacji przywodził osiemdziesięciotysięczną armię Chowańskiego, skojarzyć się wreszcie mogą historyczne, zwycięskie – a przecież z punktu widzenia logiki zupełnie szaleńcze – szarże polskich husarzy lub ułanów – by wspomnieć tylko Chocim (sześciuset konnych przeciwko dziesięciotysięcznej armii tureckiej - 1621), Kłuszyn (1610 – pięciokrotna przewaga wojsk rosyjskich), Somosierrę (1808 – 125 szwoleżerów wpadło między armaty i wzięło 3 000 jeńców przy stratach własnych – 24 osoby) czy Rokitną (1915 – 64 ułanów w ciągu trzech minut przełamało rosyjską obronę). Zwłaszcza Somosierra przywołuje skojarzenia z finalną bitwą pod bramami miasta opisaną w Ciekawych Czasach. Ordyńcy samoszóst tylko z Saveloyem stają wobec „szczekających psów” i mimo to decydują się walczyć.

Cohen jest w istocie wielkim warchołem, rozbójnikiem, na głowy jego towarzyszy, a zapewne także i na jego naznaczona była niejedna nagroda. Nie jest jednak nikczemny – są wartości, które stanowią dla niego świętość. Tak pan Łaszcz, podbił sobie wewnętrzną stronę delii pergaminami z wyroków na jego głowę, a zginął jako bohater pod Zbarażem, tak Jan Chryzostom Pasek, obłożony był kondemnatą za przymuszenie sąsiada pod groźbą krócicy do zjedzenia na surowo zająca, do którego obaj rościli sobie prawo – a jednak nie żywimy wobec nich negatywnych uczuć. Więcej – czytając pamiętniki Paska postrzegamy takie wydarzenia raczej jako wesołe psoty, biorąc pod uwagę bohaterskie uczynki, zabawne sytuacje, oraz w większości dobre intencje autora. Tak samo postrzegamy również Cohena. Mimo że czyny popełniane przez niego odbierane są w naszym systemie moralnym jako złe – jednak widzimy, że cechuje go bardzo wysokie – choć specyficzne – pojęcie moralności, gdzie najważniejszymi wartościami są: wierność wobec kompanów i swoich ludzi, odwaga honor, gdzie nie ma miejsca na kompromis. Świetnie obrazuje to dialog między nim, a panem Hongiem:
- To tylko chłopi - stwierdził lekceważąco pan Hong.
- No tak, zapomniałem - mruknął Cohen. - A ty jesteś ich wodzem, tak? Jak w tych waszych szachach, tak?
- Jestem ich władcą - odparł pan Hong. - Zginą na mój rozkaz, jeśli zajdzie potrzeba.
Cohen rzucił mu szeroki, groźny uśmiech.
- Kiedy zaczynamy?
- Wracajcie do swej... bandy. A wtedy, jak sądzę, rozpoczniemy. Wkrótce.
Zerknął na Truckle’a, który rozwinął arkusz papieru. Wargi barbarzyńcy poruszały się niewprawnie, gdy wodził palcem po stronie.
- Niegodny... nędzniku, ot co - powiedział.
- Moje słowa - ucieszył się Saveloy, który sam ułożył tę tabelę.
Kiedy wrócili na pozycję ordy, Saveloy słyszał zgrzytliwy dźwięk. To Cohen ścierał z zębów kilka karatów.
- „Zginą na mój rozkaz” - mruczał. - Ten drań nawet nie wie, jaki ma być wódz, bękart jeden! Niech własnego konia przeleci!

A teraz zastanówmy się, czy te same wartości nie są właśnie czysto sarmackie? Czy nie takim kodeksem kierował się kapitan Raginis wysadzając się granatem po kapitulacji Wizny? Czy nie taki kodeks przyświecał Tadeuszowi Urbanowiczowi „Moskito”, kiedy ranny dobrowolnie podjął samobójczą misję, osłaniając odwrót swojego oddziału podczas obławy KBW, po czym strzelił sobie w skroń? To wszystko wywodzi się z tradycji Sarmatów, „do wypitki i do wybitki” – wesołych, rubasznych, lubiących ucztować – i nieustraszonych w boju. Taki był przecież ideał, ucieleśniany z różnym skutkiem przez bohaterów lub warchołów, często zresztą złączonych w jednym człowieku.

Nie jest celem moim udowodnić, że Cohen jest Sarmatą, ani rościć sobie prawa do przywłaszczenia tej postaci. Jednakże tworząc jego postać Pratchett czerpał po trochu z różnych kultur indoeuropejskich, oprócz ma się rozumieć klasycznego bohatera fantasy, którego wizerunek też nie wziął się przecież znikąd. Widzimy tu rogatą junacką duszę – trochę wikinga, trochę tatarskiego wodza (samo zresztą imię Dżyngis to imię Temudżyna, pierwszego wodza, który stworzył tatarskie państwo), a może nawet i stepowego sokoła znad Dniestru. Tacy sami byli przecież nasi barokowi przodkowie, by posłużyć się słowami Komudy – „ostani rycerze Europy”, taka mentalność drzemie w nas zresztą do dziś. Być może jest to jedna z przyczyn dla których darzymy Cohena taką sympatią.

Zobacz powiązane książki: Ciekawe czasy, Trollowy most, Ostatni bohater

Autor: Dżon