Zobacz w galerii:

Dyskowe kolaże francuskiego ar...

Kolaże Mr Graviera...



Zobacz więcej z kategorii: wywiady

Wywiad z konwentu w Madison

2012-03-18 09:56:35

Terry w serowym kapeluszu i krawacie
Choć do sierpniowego Północnoamerykańskiego Konwentu Świata Dysku w 2012 roku jeszcze parę miesięcy, to cieszy się on taką popularnością, że dostanie się choćby na listę oczekujących na wpis na listę oczekujących po miejscówki, już dawno stało się poza zasięgiem zwykłych śmiertelników (paru bogów też miałoby z tym problem).

Z tej okazji warto wrócić wspomnieniami do zeszłorocznej edycji tej imprezy i do ciekawego wywiadu udzielonego przez Terrego Jeanne Kolker. Zapraszam do lektury.

Jeanne Kolker: Zjawiasz się w Madison na North American Discworld Convention za każdym razem od 2009 r.?
Terry Pratchett: Tak. To tradycja. Jak zwykło się mawiać na Dysku: „tradycja to coś co kiedyś już robiłeś”.
JK: Co sądzisz na temat swojej popularności w USA?
TP: Wiele czasu zajęło jej zdobycie. Kiedy zaczynałem moi amerykańscy wydawcy nie byli szczególnie dobrzy w swoim fachu i tak naprawdę nie wiedzieli jak sprzedawać moje książki. Ożywienie zaczęło się kiedy mój agent, Ralph Vicinanza (był również agentem Stephena Kinga) zorientował się jak wiele angielskich wydań w twardych okładkach, jest importowanych do USA. Następnie dwa wydawnictwa połączyły się, a co było tego bezpośrednim efektem, zmienił się mój agent. Tym razem na takiego, który znał moje nazwisko (to zawsze coś) i publicystów którzy czytali moje książki (to zawsze coś). Wskaźniki zaczęły wówczas rosnąć. A od tego już tylko krok do wycieczek, z podpisywaniem książek dla fanów w programie. Jedną z pierwszych była wyprawa do Madison.
JK: Naprawdę?
TP: Tak. Niebiosa raczą wiedzieć dlaczego. Z tego co pamiętam było tam około 26 osób. Myślę, że jak na pierwszą podróż z podpisywaniem książek nie było tak źle. Miałem okazję zobaczyć Dom na Skale, gdzie inaczej patrzysz na sprawy, które dobrze znasz. Zakupiłem też serowy kapelusz. Wszyscy je noszą w Madison, prawda?

Możesz o tym nie wiedzieć, ale pracuję z pisarzem science-fiction, Stephenem Baxterem, nad książką „The Long Earth”. Jej część jest osadzona właśnie w Madison. Częściowo dlatego, że odbywa się tu Konwent a częściowo ponieważ (Steve wie o tym więcej niż ja), jest coś niezwykle interesującego w geologii Madison, prawda? Jest zdania, że może to doskonale zgrać się z jego pomysłem na książkę. Jedną z rzeczy jakie zrobimy będzie dokładne poznanie Madison, by być pewnym, gdzie jest główny posterunek policji i tego typu budynki, by w książce zgadzały się wszystkie szczegóły.
JK: Twoje książki to często parodia bliskich nam zagadnień, jak filmy czy sporty. Jakie inne tematy nadają się do zaadaptowania do Dyskowych realiów?
TP: Przez parodię rozumiem, idąc za przykładem G. K. Chestertona, odkrywanie czegoś, co jest zupełnie nam znane, na nowy sposób, przedstawienie w nowym świetle. Z pewnością „The Long Earth”, książka nad którą pracujemy, będzie to raczej czyste science-fiction a nie fantasy jak seria Świata Dysku. W Świecie Dysku ukazuję ludzkie społeczności. Nawet jeśli niektórzy z tych „ludzi” to trolle. W mojej najnowszej książce „Niuch” nie mówię o zabijaniu ludzi. Jest o tytoniu. To policyjna dochodzeniówka, przedstawiona w świecie fantasy. Są tam wampiry i wilkołaki, ale wszyscy tak naprawdę są ludzcy. Jesteśmy przyzwyczajeni do ujmowania wszystkiego w kategorie bohaterów i złoczyńców, takich jak w baśniach, więc nie zastanawiamy się nad tym co oni robią w wolne wieczory, czy mają jakieś hobby albo co ty byś zrobił w mieście będąc wilkołakiem. W moich powieściach występuje wilkołak, która zawsze nosi na swojej obroży mały pojemnik z koszulą nocną. Kiedy jest pełnia księżyca, podczas przemiany w wilkołaka, twoje ubrania rozrywają się a potem wracasz do ludzkiej postaci i… cóż, lepiej jest mieć coś na sobie.
JK: Twoje wilkołaki są wyjątkowo praktyczne.
TP: Ponieważ moje książki są praktyczne, w kwestii rzeczy, których nie podejrzewałbyś o bycie praktycznymi. Nieodpowiedniość prowadzi do odpowiedniej dozy humoru.
JK: Mówisz otwarcie o zdiagnozowaniu o ciebie Alzheimera. Czy pojawi się w przyszłości książka na ten temat?
TP: Nakręciłem film dokumentalny dla BBC na temat asystowanej śmierci. Dokument przygląda się temu jak wygląda sytuacja w Europie, gdzie w niektórych krajach jest ona dostępna. Ale nie w dzisiejszej Anglii. Chciałbym w przyszłości widzieć zmiany w tej kwestii. Po emisji dokumenty spotkał się on raczej z dobrym przyjęciem. Jednak jaki kierunek przybierze dyskusja, tego nie wiem.

Ciągle udzielam wywiadów na ten temat. Mam listę ludzi którzy chcieliby przeprowadzić ze mną wywiad o tym filmie dokumentalnym. Jednak tak naprawdę najlepiej mówi o Alzheimerze sam fakt, że żyję. Moja odmiana choroby Alzheimera jest dość specyficzna, nie jest tym co nazywa się „normalnym” Alzheimerem. Mimo wszystko mój Alzheimer staje się Alzheimerem, jeśli rozumiesz co mam na myśli.

JK: Ale wydajesz się radzić sobie z nim bardzo dobrze.
TP: Miałem pewnie problemy z lekami, ale sądzę, że działają, a teraz próbujemy się uporać z niektórymi efektami ubocznymi. Opowiem ci krótką anegdotę. Byłem w trakcie terapii lekiem, który działał dość dobrze, ale sprawiał, że mój mocz był niebieski. A musisz wiedzieć, że w Anglii są męskie toalety to tak naprawdę tylko długie rynny wzdłuż ściany. Rozumiesz?
JK: Tak.
TP: Jestem w jednej z takich toalet, w trakcie załatwiania swoich spraw, pośrodku innych mężczyzn zajmujących się tym samym, kiedy zdaję sobie sprawę, że stróżka jasnego błękitu spływa wzdłuż rynny. W tym momencie nakładam mój kapelusz na głowę i mówię: „Bardzo podobała mi się wizyta na waszej planecie”.
JK: Jestem pewna, że zebrałeś kilka interesujących spojrzeń.
TP: W Anglii zebrałem wielki wybuch śmiechu.

Autorką wywiadu jest Jeanne Kolker
źródło

Zobacz powiązane książki: Niuch, Long Earth

Autor: Marek Sobczak