Nie dotykać!


przycisk końca świata

Zobacz więcej z kategorii: wywiady

Fragment wywiadu Gaimana z Pratchettem

2012-03-22 14:25:46

Oto fragment wywiadu, który ukaże się w najbliższym numerze Nowej Fantastyki:

Poniżej znajdziecie zajawkę numeru, udostępnioną w formacie PDF. Część tekstu wywiadu zamieściliśmy w newsie.
==>KLIK<==


Terry
Neil Gaiman: Jaka jest geneza pomysłu na „Niuch”?
Terry Pratchett: Nie mam pojęcia. Sądzę, że zaczęło się od rozważań nad postacią sir Samuela Vimesa, nad tym, kim teraz jest. A ponieważ uważałem, że jego wewnętrzny monolog jest interesujący, postanowiłem użyć sprawdzonego schematu fabularnego, w którym policjant wybiera się na wakacje, by się odprężyć. Wszyscy wiemy, jak kończą się tego typu historie. Wtedy uświadomiłem sobie, że przeniesienie Vimesa z miasta, poza znaną mu strefę, będzie niezwykle przyjemne do opisania.

NG : Straż mnie fascynuje. Opisujesz bezwzględnych policyjnych formalistów, jednocześnie jednak wciąż są to zabawne, mądre książki, których akcja rozgrywa się w fantastycznym świecie.
TP: Tak naprawdę, panie Gaiman, świat, do którego trafia Sam Vimes trudno określić mianem fantastycznego. Tak, są tam gobliny, ale ogólny klimat przywodzi na myśl hrabstwa w środkowej Anglii. To kwestia pospolitości ludzi. Postaw Vimesa w sytuacji, która rozwinie się w zły sposób, a zacznie działać realistycznie jak każdy inny policjant, rozumując w ten sam sposób. Pozostając jednocześnie Samem Vimesem, który podaje w wątpliwości swoje motywy i policyjne procedury.

NG : Co było inspiracją dla Sama Vimesa? Jak prawdziwi policjanci zareagowali na tę postać i na Straż?
TP: W gabinecie mam trzy policyjne hełmy – prezenty od funkcjonariuszy, którzy są fanami Vimesa. Gdy jeździłem w trasy promujące książki, w księgarniach pojawiali się policjanci. Nigdy nie wchodzili przez główne wejście, zawsze przez to dla personelu, skinąwszy głową w stronę kierownika, po tym, jak kolejka po autografy się kończyła. I to, co do mnie mówili było tak przewidywalne, że mógłbym mówić to za nich. Rzucali uwagi typu: Och, tak, [zjadliwy śmiech] zdecydowanie znalazłby się u nas Nobby Nobbs, a każdy posterunek ma swojego sierżanta Colona. Policjant, który mi to powiedział, sam wyraźnie był takim sierżantem Colonem. Znam wielu gliniarzy, miałem z nimi do czynienia, gdy pracowałem jako dziennikarz. Łatwo się o nich pisze; zachowują się zgodnie z utartymi schematami.

Neil
NG : To prawda, że w poprzednim wywiadzie powiedziałeś, że chciałbyś być jak Sam Vimes? Dlaczego?
TP:Nie wydaje mi się, żebym powiedział coś takiego. Ale wiesz, jak jest, a „jak jest” zmienia się, gdy się starzejemy. Autor zawsze może zagłębić się we własną osobowość i znaleźć aspekty siebie, w które może następnie ubrać wykreowane postacie. Odkąd zacząłem mówić o moim Alzheimerze, stałem się osobą publiczną; dwukrotnie byłem gościem na Downing Street, pisałem gniewne listy do „Timesa”, debatowałem w Izbie Gmin i do tego stopnia stałem się starym prykiem, że czasami siedzę skonsternowany i myślę: Tak naprawdę twoja praca polega na pisaniu kolejnej książki. Zmieniane świata jest zadaniem dla innych…
Ale potem dochodzę do wniosku: Nie, nie jest!
Tak więc, mając w pamięci fakt, że do dzieciaka z domu komunalnego ludzie obecnie zwracają się per „sir”, mogę wykreować obraz mentalny Vimesa.

NG : Gdy na czas pisania wcielasz się w Vimesa, widzisz jakąś różnicę w postrzeganiu świata, w porównaniu do tego, jak on wygląda, gdy piszesz z perspektywy Rincewinda czy Babci Weatherwax?
TP: Och tak, na pewno wiesz, jak to jest. Gdy już dana postać siedzi w twojej głowie, wystarczy, że pozwolisz jej żyć własnym życiem i zaczniesz opisywać, co robi, mówi czy myśli. To naprawdę tak działa. To balansowanie na granicy dziwactwa: wiesz, że to ty myślisz, ale myślenie jest napędzane przez moduł Sama Vimesa. Istnieje także w pełni funkcjonalny moduł Tiffany Obolałej, co jest dość dziwne.



Ciąg dalszy w papierowej wersji pisma :)

Obkładka

Zobacz powiązane książki: Niuch

Autor: Dżon