świat dysku

Pogodynka


Zobacz w galerii:

Trollowy most w skali 1:1 do f...

Budujemy nowy most!...

Zobacz więcej z kategorii: szerzej o twórczości

Jak się poznaliśmy: Stephen Baxter i Terry Pratchett

2012-07-18 20:34:08

Jak początek swojej współpracy zapamiętali Terry i Stephen? Jak przebiegała burza mózgów? Jak układała się współpraca? I czy ich wersje tej historii się pokrywają? Jesteście ciekawi? Zapraszam więc do lektury.

Stephen Baxter and Terry Pratchett


Stephen Baxter. 54 lata. Wielokrotnie nagradzany autor czystego science fiction, skupia się w swoich książkach na alternatywnej rzeczywistości, począwszy od opowieści o podroży na marsa „Voyage” po zupełną zmianę podejścia do tematu w „ Flood ”. Mieszka w Northumberland.

Czytałem powieści science-fiction Terrego od wczesnych lat 80 – tych ubiegłego wieku. W szczególności DYSK wrył się mocno w moją pamięć. To opowieść o sztucznym świecie, coś na kształt wizji science-fiction Świata Dysku, pełna żartów i humor, jednocześnie mówiąca wiele o prawdziwej naturze rzeczywistości. Nigdy nie byłem wielkim fanem gatunku fantasy, jednak na bazie fascynacji tą książką, zainteresowałem się wczesnymi pozycjami ze Świata Dysku, takimi jak na przykład Kolor magii. To rozbudowana opowieść, odkrywcza, pełna przygód i Dickensowskiej mądrości, które sprawiają, że opowieść na długo pozostaje w pamięci. Poznaliśmy się z Terrym w 1992 roku na spotkaniu organizowanym przez Arthura C. Clarke’a w Minehead. Miał na sobie czarną fedorę nawet wtedy. Przy kolacji rozmawialiśmy o science-fiction. Przeczytaliśmy całą literaturę s-f napisaną od 1930 roku. To pozwoliło na złamanie pierwszych lodów. Po tym nasz konwersacja w tym temacie rozwinęła się naturalnie, podczas, gdy nasz wydawca co roku próbował nieskutecznie umówić nas na wspólną kolację i skłonić do wymiany poglądów.
Z tego co pamiętam Terry mógł powiedzieć coś w stylu: „Co tam nowego w fizyce kwantowej?” czy „To o co teraz poprztykali się kosmolodzy?”. Bardzo interesowały go naukowe podstawy mojej literackiej fikcji.
Nasz współpraca nad The Long Earth powstała po wieczorze na przyjęciu zorganizowanym przez naszego wydawcę w ubiegłym roku, kiedy to Terry zapytał mnie co myślę o pomyśle światów równoległych, który oparł na swoim opowiadaniu napisanym lata temu. Tak bardzo zaangażowaliśmy się w omawianie pomysłów, godziny mijały tak szybko, że odesłaliśmy taksówki, które przyjechały po nas. Dopiero dużo mówiący wzrok gospodarza przyjęcia spowodował naszą eksmisję i przerwanie dyskusji.
Spędziliśmy około miesiąca na samej wymianie pomysłów. Odwiedzałem go w długie weekendy w Wiltshire i udało nam się wykuć główny szkielet powieści w jeden z nich. Pod koniec moich odwiedzin zrobiliśmy małe podsumowanie; lunche w pubie – 6, sprzeczek o błahostki – 3, książek do dokończenia – 1.
Odmiana Alzheimera na jaką cierpi Terry [PCA] skomplikowała praktyczną cześć pracy nad książką: musiał przystosować się do używania systemu pisania przy pomocy głosu a także dość często korzystać z pomocy Roba (jego osobistego asystenta). Ale co najbardziej zaimponowało mi, to fakt, że nawet to nie stanęło na drodze pomiędzy nim a książką, którą chciał napisać.


Terry Pratchett. Lat 64. Pierwszą odsłonę swojej sztandarowej serii – Kolor magii – wydał w 1993 roku. Od tamtego czasu pojawiło się 38 kolejnych części Świata Dysku. Ostania z nich Niuch stała się trzecią w historii najszybciej sprzedającą się książką w Wielkiej Brytanii. Mieszka w Wiltshire ze swoją żoną.

Poznaliśmy się na konwencie science-fiction jakieś 20 lat temu. Stephen zwrócił uwagę na mój kapelusz. Wówczas powiedziałem do niego: „Kiedy nie masz włosów na głowie to bardzo użyteczna rzecz”. Pozostaliśmy w kontakcie. Odwiedzaliśmy te same księgarnie i bywaliśmy na tych samych przyjęciach organizowanych przez wydawców.

To co uwielbiam w książkach Stephena to fakt, że nie są aż tak bardzo „science-fiction”, żeby nie mogły stać się rzeczywistością. Weźmy na przykład Voyage: po programie Apollo NASA zastanawiała się nad wysłaniem załogowej misji na Marsa. W tym celu miała podnieść na wyższy stopień zaawansowania technologię używaną w wahadłowcach i użyć do tego celu stacji kosmicznych. To co Stephen przedstawił w Voyage to po prostu rozwinięcie jednego z pomysłów NASA.

Lubię pisać książki z serii Świata Dysku ponieważ dają mi nieskończenie dużo możliwości rozwijania wątków i postaci. Jednak nie jest to powieść typu „co by było gdyby”, w których właśnie specjalizuje się Stephen.
Myślę, że serii Świata Dysku dobrze robi jeśli nie piszę w tej konwencji cały czas. Czasem trzeba spróbować czegoś innego i dać szansę pomysłom nabrać świeżości. W ubiegłym roku szukałem czegoś nowego i przypomniałem sobie o pomyśle napisania o innej [równoległej] wersji Ziemi. Sam koncept narodził się w mojej głowie dużo wcześniej. Jeszcze przed tym jak Kolor magii został opublikowany i odniósł sukces, ale pozostał zakopany w szufladzie aż do ostatniego roku.

Stephen jest świetny w dziedzinie nauk ścisłych, czego nie można powiedzieć o mnie. Zapytałem go czy miałby ochotę na współpracę przy przekształceniu tego pomysłu w książkę. Współpracował już z innymi autorami, w tym z Arturem C. Clarkiem (prozaik, pisarz fantastycznonaukowy, propagator kosmonautyki. M.in. na podstawie jego koncepcji powstały stacje orbitalne. Jego najbardziej znanym dziełem jest książka „2001: Odyseja kosmiczna”), więc jeśli był wystarczająco dobry dla „wujka Artura”, jest wystarczająco dobry dla mnie. A jeśli coś pójdzie nie tak w kwestii nauki cała wina spadnie na niego.

Stephen przybył do pubu niedaleko mojego domu i zaczęliśmy burzę mózgów. Moja żona wyrzuciła by nas gdybyśmy tylko zaczęli dyskusję o tematach takich jak pomysły, sposób podziału zadań podczas pisania czy dzieła science-fiction, które miały na nas największy wpływ w moim domu.

Mieliśmy kilka sprzeczek podczas pisania: po jednej rozpoczętej przez każdego z nas i jedną wywołaną przez nas obu jednocześnie. Podejrzewam, że przyczyną było to, że żaden z nas nie chciał wkraczać na „cudze terytorium”. Ja nie chciałem by Stephen zaczął mówić: „Ja wiem jak pisać prawdziwe SF!” a on nie chciał bym ja wyskoczył z: „Tak, ale ja mam więcej fanów niż ty!”. Zwykle jednak była to słodycz i błyskotki. Przeszliśmy przez cały proces pisania swoich części powieści i nieraz miałem okazję powiedzieć do Steviego: „Wykonałeś kawał dobrej roboty!” a on skontrował krótkim: „Tak naprawdę to twoje dzieło, ja mu tylko nadałem połysku”.


Źródło

Zobacz powiązane książki: Long Earth

Autor: Marek Sobczak