Nie dotykać!


przycisk końca świata

świat dysku

Pogodynka


Zobacz w galerii:

Podcasty i inne formy audio-wi...

Recenzje wideo...

Zobacz więcej z kategorii: wywiady

Wywiad dla January Magazine

2009-08-01 23:19:21

Linda Richards: "Złodziej czasu" to Twoja 26 książka, czyż nie?

Terry Pratchett: Tak. A od czasu jej wydania opublikowałem dwie kolejne.

A. S. Byatt (brytyjska pisarka postmodernistyczna - przyp. tłum.) zaproponowała "Złodzieja Czasu" jako kandydata do Booker Prize.

Zgadza się. A "Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury" walczy o Carnegie Medal, którego najpewniej nie otrzyma.

Czy "Złodziej Czasu" był już nominowany do Booker Prize?

Słyszałem, że sędziowie zastanawiali się na nim; czego nie należy rozumieć jako coś ponad: "Hmm... spójrzmy". Być może wzbudziła zainsteresowanie jednego czy dwóch, nigdy nie dowiedzielismy się niczego więcej... dzięki Bogu. Sądzę, w innym wypadku moje zarobki jako piarza znacznie by spadły gdybym przypadkowo zyskał na literackiej wiarygodności. Mój przyjaciel stwierdził "Booker jest dla ciebie nieosiąglną rzeczą. Prędzej doczekamy się gruszek na wierzbie". Świat nie jest przygotowany na wydarzenie tego rodzaju.

Czy Terry Pratchett, jako zdobywca Booker Prize, to wizja aż tak nierealna?

Dla człowieka który pisze książki z okładkami takimi jak ta [Terry wskazuje cudaczną okładkę brytyjskiego wydania "Złodzieja czasu"], paraduje w skórzanych kurtkach, twierdzi że pisze książki fantasy i do tego wiele im zawdzięcza oraz odmawia stwierdzenia że jego powieści to tzw. "magical realism" - (swego rodzaju łagodniejsze określenie "fantasy" jako gatunku, łatwiejsze do zaakceptowania dla niektórych ludzi) - owszem. Poza tym, nie zależy mi na tym tak bardzo. To wszystko.

Najlepszą nagrodę, jaką kiedykolwiek dostałem - i wierzcie mi, nie było ich aż tak wiele - przyznano mi w 1993 r. kiedy "Writers Guild of Great Britain" wybrało moją powieść "Johnny i Zmarli" Książką Dla Dzieci Roku. Radość, jaką mi przyniosła, w dużej mierze płyneła z faktu że to inni pisarze dokonali tego wyboru. Wobec tego faktu uznałem "Johnego (...)" za mój mały rzemieślniczy "majstersztyk".

Używamy słowa "majstersztyk" nie rozumiejąc całkowicie jego znaczenia. W czasach średniowiecznych cechów stawałeś się uczniem stolarza, w następnej kolejności - czeladnikiem, i nie mogłeś nazywać się mistrzem, dopóki nie stworzyłeś czegoś, co wywarło odpowiednie wrażenie na pozostałych mistrzach. Kiedy udało ci się wreszcie dokonać czegoś takiego, zostawałeś włączony do grona najlepszych. To właśnie jest "majstersztyk" - coś, co stworzyłeś, żeby pokazać jak wiele się nauczyłeś.

W zeszłym roku Bookseller's Assosination przyznało mi dosyć dziwną nagrodę: "Za zasługi dla księgarzy". Mój przyjaciel skomentował to tak: "Ta nagroda to jak przyznawanie malarzowi wyróżnienia za zasługi dla producentów ram". Otrzymałem ją jednak pewnie głównie dlatego, że przez pięć lat walczyłem o nagrodę Autora Roku. W końcu pomyśleli sobie: "Lepiej zróbmy coś z tym gościem, na miłość boską! Jest zbyt młody żeby dostać "Nagrodę za całokształt twórczości" [Śmiech]. Wiecie, muszę to powiedzieć: Jeżeli ktoś kiedykolwiek spróbuje mi wcisnać nagrodę za całokształt, będzie miał poważne problemy wynikające z tejże wciśniętej mu głęboko do gardła.

Wciąż słyszę, że jesteś odpowiedzialny za jeden procent całej sprzedaży książek w Wielkiej Brytanii.

Szczerze mówiąc, nie wiem. Pamiętam że była kiedyś lista dziesięciu najczęściej kupowanych książek na Wyspach. Pierwsze dwie pozycje napisałem ja. Ich sprzedaż (nie pamiętam dokładnie tytułów) była większa niż wsystkich pzoostałych z listy razem wziętych. Wydaje mi się też, że na liście była też trzecia książka mojego autorstwa, w okolicach 10 pozycji, która rozeszła się w nakładzie 30tys. sztuk. To był "Kolor magii", pierwsza z serii Świata Dysku. Powodem, dla którego uzyskuję tak dobre wyniki sprzedaży jest to, iż wszystko co kiedykolwiek napisałem nadal jest w druku, i do tego sprzedaje się nieźle mimo upływu lat. A każda kolejna książka to tylko kolejny fragment wielkiej kuli śniegu, która wciąż toczy się naprzód.

Czy widzisz wszystko, cały świat jaki tworzysz, jako jedną całość?

Tak. Nie sugeruję w tym momencie żadnych głębszych analogii; wszystko, co napisał P.G. Wodehouse, dzieje się w jednym, i stale tym samym świecie, świecie Woostera w który wkroczyłeś, z wyjątkiem nielicznych opowiadań. Wydaje mi się, że Świat Dysku funkcjonuje na podobnych zasadach.

Czy według Ciebie, każda z Twoich książek pasuje do pierwotnego kształtu "układanki"? Czy każda to mały, spójny element całości?

Interesująca myśl. Nie wiem, zapytaj jak skończę. A dopóki nie mam zamiaru kończyć zanim umrę, możesz potrzebować jakiegoś dobrego medium. Najlepsze, moim zdaniem, książki jakie napisałem zostały napisane dla dzieci. Jak seria o Johnym Maxwellu ("Johnny i Zmarli", "Johnny i Bomba") czy "Zadziwiający Maurycy".

"Zadziwiający Maurycy", to, technicznie rzecz ujmując, książka z serii Świata Dysku: akcja rozgrywa się na Dysku, ale została napisana dla dzieci. Można w niej znaleźć wojnę, morderstwo, kanibalizm, ludobójstwo, no wiesz. Wszystko, co powinna zawierać dobra książka dla dzieci. Jest o szczurach. Szczury to nie króliki. Króliki biegają i dobrze się bawią w blasku słońca. Szczury żyja niżej, w brudzie. Takie właśnie mam poczucie humoru.

Pisanie dla młodego czytelnika jest naprawdę trudne, jeżeli robisz to właściwie. Wobec tego, cieniutka książeczka, maksymalnie 40 000tys. słów, rozrasta się do rozmiarów książki ze Świata Dysku, która liczy ich sobie co najmniej dwa i pół raza więcej.

Co czyni pisanie dla dzieci trudniejszym?

Oczywistą rzeczą jest to, że kiedy piszesz książkę z myślą o dorosłych, oczekujesz że (przynajmniej niektórzy) będą już oswojeni z fantasy jako gatunkiem - można powiedzieć, że część pracy ktoś odwalił za ciebie. Dorośli mają już ukształtowane ich własne "studio filmowe", które zamieni w ruchome obrazki to, co wyczytają.

Dzieci też, w pewnym stopniu, nigdy jednak nie możesz byc pewnym jak szeroka jest ich wyobraźnia. Wobec tego musisz ważyć każde słowo.
Możesz zdobyć się na większą szczerość z dziećmi. Ponadto, dzieci są gotowe zaakceptować dowolną ilość dziwnych wydarzeń, o ile tylko całość jest zabawna. Mówię o wnikliwie czytających dzieciach.
Ok, akcja rozgrywa się gdzieś tam, daleko, szczury potrafią mówić, kot też. Na co dzieci: "No dobra. Słyszeliśmy już takie coś setki razy, nie ma w tym dla nic szokującego. Po prostu daj nam dobre wytłumaczenie na to co chcesz nam powiedzieć".
A teraz trochę intrygi. Nie musisz rysować pełnego życiorysu wszystkich postaci. Według klasycznego planu pisania baśni: "W lesie żyła sobie nikczemna czarownica." Zgoda. Niech będzie. Znamy czarownicę, znamy las.
Takie baśnie częściowo nie są wiarygodne, nie dostarczają dowodów. Dlaczego czarownica jest nikczemna? Ile piekarników jest wystarczjąco dużych żeby zmieścić w środku dorosłą istotę ludzką? Mówię to, ponieważ piszę kolejną książkę dla dzieci, gdzie mała dziewczynka zastanawia się nad tym.

"Królewna była tak piękna jak dzień długi". Jak długi? Niektóre dni zimą są naprawdę krótkie. Jak to "książę jest przystojny"? Poproszę obrazek. Kto powiedział że czarownica jest nikczemna? Ludzie jej nie lubią? Dlaczego mówią że jest nikczemna? Dlaczego czarownice zawsze mieszkają w najciemniejszych lasach, gdzie dzieją się najgorsze rzeczy? To jak z lekarzami, znajdujesz ich tam gdzie choroby, nikt jednak nie obwinia ich za to, że ludzie chorują. Moja bohaterka podobnym tokiem myślenia podważa bajki, ponieważ zdolna jest do wysnuwania własnych wniosków. To właśnie jest najzabawniejsze, do tego dzieci bardzo lubią takie postaci.

"Zdumiewający Maurycy" to książka dla dzieci?

"Zdumiewający Maurycy i jego uczone Szczury" to książka z serii "Świat Dysku". Jej akcja umieszczona jest w Świecie Dysku, ale napisałem ją dla dzieci. Możesz ją przeczytać absolutnie nic nie wiedząc na temat Dysku, ale ci, którzy z cyklem mieli już doczynienia, z pewnością zwrócą uwagę na te małe znaki, które mówią: "Tak, to Świat Dysku, wszystko w porządku". Jak Śmierć, jako postać, czy inne takie. Bardzo zabawna scena ma miejsce kiedy Śmierć przychodzi do Maurycego, no wiecie. Wynika z tego mała dyskusja związana z tym iż Maurycy jest kotem. Kiedy Maurycy ginie, robi to w akcie wielkiej odwagi, kiedy Śmierć się pojawia, negocjują.

"WIĘC? ILE CI ZOSTAŁO?
-Mam jeszcze pięć.
WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE CZTERY. A TO Z TYM SAMOCHODEM?
-Nie, to było ledwie draśniecie.
DOKŁADNIE TAK."

Ponieważ jednak jest kotem, może pozwolić sobie na przypadkową utratę życia.

Nad czym teraz pracujesz?

Pracuję nad książką o Świecie Dysku, którą wydam po "Straży nocnej", która pojawi się w listopadzie. W międzyczasie piszę kolejną książkę dla dzieci, również rozgrywającą się w Świecie Dysku, pod tytułem "Wolni ciutludzie", zostanie wydana najprawdopodobniej wiosną przyszłego roku.

Czy to ta, w której dziewczynka kwestionuje baśnie?

Tak, na imię jej Tiffany. Wybrałem je, bo trudno znaleźć bardziej nieodpowiednie miano dla wiedźmy. Pasuje doskonale do tej postaci, jak zresztą okazuje się po przejrzeniu niektórych wyrażeń powiązanych z nim. Tiffany to imię, które w Wielkiej Brytanii kojarzymy przede wszystkim z fryzurami, fryzjerstwem i podobnymi rzeczami. Celtowie słowem o podobnym brzmieniu określali "krainę pod falami", "podwodną ziemię". Co do całości kontekstu książki, nie mogłem trafić lepiej. Cudownie, kiedy tak się dzieje. To prawdziwie szcześliwy traf, kiedy błądząc myślami wśród przeróżnych pomysłów trafiasz na coś, co zaczyna samo kierować cię na właściwe tory.

Opowiedz mi o "Nauce Dysku".

"Nauka Dysku" to książka którą napisałem we współpracy z parą naukowców (Ian Stewart i Jack Cohen), stworzona by rzucić choć trochę zrozumienia na świat jakim jest Dysk. Nie ma nic wspólnego z "Nauką Star Treka", ponieważ w "Star Treku" nie ma czegoś takiego jak nauka. Odwróćmy polaryzację elektronów, a będą płynąć do tyłu. Czas też, jeżeli wymaga tego scenariusz. Jack Cohen i Ian Stewart pomyśleli sobie: "Przecież większość ludzi postrzega naukę tak jak postacie ze Świata Dysku. To dobry start, jeśli chodzi o książkę popularnonaukową. Można w niej wykorzystać, jako wątek przewodni, i zarazem posuwający rozważania naprzód, specjalnie stworzoną historię rozgrywającą się w Świecie Dysku. Poszło bardzo dobrze, dlatego też stworzyliśmy kontynuację.

Było mnóstwo wspaniałych nawiązań do "Świata Dysku", czyż nie? Twoje książki inspirują ludzi. Coraz więcej Świata Dysku!

Były trzy gry komputerowe, książka kucharska - bardzo zabawna rzecz - cztery mapy, a każdego roku ukazuje się dziennik "Świata Dysku".

Telewizja? Filmy?

Były dwa filmy rysunkowe da telewizji. Filmy są całkowicie nietrafione. Zawsze znajdzie się coś, co jest w trakcie adaptacji.

Czy książki dają są dla Ciebie od czasu do czasu forum, na którym wygłaszasz tyrady?

Za taką można uznać postaci jak Audytorzy w "Złodzieju Czasu". Są jedną z części aktualnego obrazu Świata Dysku. Dysk jest pełen personifikacji rzeczy takich jak śmierć, czy też pięciu jeźdźców apokalipsy.

Najgorszą rzeczą jest uosabianie czegoś, co w założeniu nie ma osobowości: Audytorów, których zadaniem jest obserwowanie działania wszechświata. Nienawidzą istot żywych ze względu na ich nieprzewidywalność i umiejętność kształtowania rzeczywistości. Wobec tego - z braku lepszego słowa - "decydują się" - na próbę przejęcia władzy. Co zabawne - usiłują tego dokonać poprzez nadanie sobie fizycznej postaci. Technicznie są ludźmi, nie rozumieją jednak czym jest człowieczeństwo. Nie znają smaku. Mogą powiedzieć ci absolutnie wszystko na temat czekolady, z wyjątkiem tego jak smakuje. Wiedzą, jak działają zmysły, nie potrafią jednak interpretować bodźców na równi z człowiekiem. Probują skatalogować w muzeum cały wszechświat, rozbierają dzieła sztuki na kawałeczki, żeby dowiedzieć się dlaczego właściwie są dziełami sztuki. Dzielą obraz na miliony kropelek farby, a mimo to nie są w stanie zrozumieć piękna całości.

Książki, które piszę, z pewnością są miejscem w którym mówię to, co myślę, bo mogę sobie na to pozwolić. Fantastyka daje ci możliwość rozważenia wielu metafor, różnych od tego co widzimy na co dzień. Aktualne problemy są powszednie, towarzyszą nam od zarania dziejów i stale wracają, tyle że pod różnymi postaciami, na przestrzeni dziejów.

Czy twoje książki stają się bardziej refleksyjne?

Z pewnością stają się coraz bardziej mroczne, a komizm całości coraz częściej wypływa z postaci czy też z sytuacji, niż z wątków. Według mnie większa część najzabawniejszych fragmentów jest wynikiem tego jak przedstawiona jest scena.

Matka autystycznego dziecka napisała do mnie kiedyś z pytaniem, czy mam autystyczne dziecko, czy znam jakieś, czy też ja sam mam łagodny autyzm. Odpowiedziałem "Nie, żadne z powyższych, o ile pamiętam". I spytałem, skąd to pytanie. Na co odpowiedziała, że jej syn, który ma autyzm czasem zadaje jej pytania jak na przykład "Jak nazywasz godzinę po północy?". Oczywiście wyjaśnia mu, zgodnie z prawdą, że godzina po północy to już kolejny dzień. On jednak uparcie pyta: "Tak, ale jeśli istnieje godzina coś takiego jak godzina po północy, to jak się nazywa?". Odpowiedziałem, że żaden pisarz fantasy nie miałby problemu z takim pomysłem. "Tajemnicza godzina po północy, czas, do którego miałbys dostęp w wyjątkowy sposób". Według mnie takie myślenie nie ma nic wspólnego z autyzmem. Nie wiem po prostu jak nazwać takie myślenie.

Całkowicie nieprostoliniowe.

Możesz to po prostu nazwać dziwacznym myśleniem. Ale takie właśnie myślenie może doprowadzić do czegoś, co wcale nie jest takie dziwaczne. Angielski jest naprawdę dobrym językiem jeśli chodzi o wyrażenie takich właśnie myśli. Takie myślenie jest czymś niezbędnym być chociaż probować rozważać wyższą matematykę. Kiedy już dojdziesz do fizyki kwantowej, musisz myśleć w taki sposób.

Stwierdziłeś, że Twoje książki stają się mroczniejsze.

Hmm, może właściwiej byłoby nazwać je bardziej realistycznymi. Nie są już czysto zabawne. Okładki, jakie rysuje Josh Kirby, są bardzo komiczne. Myślę że ostatnie książki, około dziesięciu, są już nieco dalsze od tego obrazka. Jeżeli wszystko co masz w zanadrzu, to gagi, całość jest nic nie warta. Zawsze musi byc coś na czym opierasz książkę.

Myślę że właśnie to Wyatt miał na myśli kiedy mówił że "Złodziej Czasu" będzie książką nominowaną do Bookera. Z powodu poważnych przemyśleń zawartych w książce. Mnie osobiście wydała się bardziej filzoficzna od pozostałych książek z serii. Jakby wszystkie twoje rozważania dotyczące czasu zostały zamknięte w tej jednej książce...

Mówimy o takich rzeczach cały czas. To po prostu traktowanie metafor poważnie. Marnujemy czas - tracimy czas. Jak z wodą w południowo zachodnich Stanach Zjednoczonych, dokładnie to samo. Po prostu mówimy o tym inaczej.

"Złodziej Czasu" wydał mi się książką głębszą niż wcześniejsze dzieła Pratchetta. Mniej w nim czystej wesołości.

Tak przypuszczam, według mnie to bardziej mieszanka humoreski z błyskotliwymi i często słusznymi uwagami. Humor i cała satyra ma głębokie korzenie. A teraz właśnie taka uwaga: Podobne mądrości można wyhodować nawet w skrzynce na kwiaty. Świat Dysku to teraz więcej głębokiego, solidnie zbudowanego humoru niż takich uwag. Nie kłuję czytelnika w oczy wciskanymi na siłę między akapity żartami, są częścią książki, całości, i tylko tak można je postrzegać. Musisz się rozwijać w jedną stronę, lub drugą. Nie miałbym tylu czytelników gdybym powielał stale ten sam model pisania, pisał to samo 28 razy.

Jako osoba stale się zmieniasz.

O nie, zmieniam się! [Żartobliwie gani sam siebie]

Zmieniasz się. Oczywiście że tak.

To co się ze mną dzieje widzisz pewnie jako mały kroczek ku mądrości. Zauważyłem, na przykład, że kiedy się starzejesz, mniej interesują cię grupy popowe. Zawsze któraś jest na topie. Właściwie nie warto zapamiętywać ich imion, bo widziałeś już wiele podobnych, muzyka czasem się zmienia, ale co jakiś czas któraś zachwyci świat, i wtedy o niej słyszysz. Zdajesz sobie też sprawę z tego że to nadal ten sam towar, tylko zamknięty w innych butelkach. I zauważasz, że możesz sobie z tym poradzić. Zanim stuknie ci pięćdziesiątka, jesteś już pogodzony z tym, i ze sobą, bądź nie. Nie jestem nieszczęśliwy z tego powodu.

Wrzesień 2002

Tłumaczył
Łukasz "Makary" Gmys
Grudzień 2008

Oryginał:
http://januarymagazine.com/profiles/tpratchett2002.html

Autor: Łukasz "Makary" Gmys