Zobacz w galerii:

Trollowy most w skali 1:1 do f...

Budujemy nowy most!...

świat dysku

Pogodynka


Nie dotykać!


przycisk końca świata

Zobacz więcej z kategorii: dyskowa kuchnia

Omlet Pani de Muforte

2012-10-08 22:50:34

Nie wszyscy wiedzą o tajnym egzaminie w Gildii Skrytobójców, który eliminuje większość kandydatów. I nie chodzi tu o ucieczkę przed zabójczymi pułapkami, eliminację zawziętego przeciwnika czy przygotowanie śmiertelnej trucizny. Egzaminem, który ma przetestować zdolności młodego dżentelmena aspirującego do roli studenta Szkoły Skrytobójców, jest przygotowanie Omletu wedle przepisu Pani de Muforte. Pomyślicie zapewne; „Phi! Omlet. Omlet to ja robię z zamkniętymi oczami!”. Cóż… Młody adept sztuki skrytobójstwa, Karmel, zwisający teraz do góry nogami nad rozpalonym palnikiem w świątyni Ślepego Io, z patelnią na której dochodził sobie właśnie omlet, trzymając się jedną nogą belki w suficie, myślał dokładnie tak samo. Początek egzaminu był zwyczajny. Dostał listę instrukcji i określony czas do 8.00 rano. Miał więc 3 godziny i 12 minut. Przyjrzał się dokładnie karcie chcąc się dowiedzieć kto będzie jego celem. Jakież było jego zdziwienie gdy na pierwszej stronie przeczytał:

Omlet Pani de Muforte

Składniki:
- 4 dorodne jajka
- 3/4 szklanki mąki
- 3 pieczarki
- 1 pomidor
- 1 mała cebulka
- 10 dag sera Lancranskiego Niebieskiego (Ementaler też się nada)
- sól i pieprz
- olej do smażenia

Biedny Karmel nie do końca wiedział co ma zrobić z ta listą. Czy wybuchnąć śmiechem czy podrapać się po głowie i uznać, że zamiast zadania dostał listę zakupów.
Dopiero druga strona listy i dołączony do niej sznurek pozwoliły mu zrozumieć, że jednak jest to wymagające zadanie godne wyszkolonego skrytobójcy.
W dalszej części listy dowiedział się, że wszystkie składniki ma zdobyć przed świtem, włamując się do poszczególnych sklepów, pozostając niezauważonym. Przygotować z nich omlet nad Wiecznym Ogniem w Centrum Świątyni Ślepego Io (do którego mają dostęp tylko raz w roku szaleni kapłani po spożyciu halucynogennych grzybów – nikt o zdrowych zmysłach nie pchałby się do pomieszczenia bez podłogi, w którym pośrodku płonie palenisko, a dookoła znajduje się pustka, wiele stóp poniżej kończąca się kolcami, które z kolei kończą żywot śmiałków równie szybko jak siła uderzenia po upadku) a to wszystko przy użyciu tylko jednej reki. Sznurek do przywiązania reki za plecami w załączeniu.

Karmel wiedział wtedy, że dziś trójka z nich miała przystąpić do egzaminu. Nie będzie łatwo. Przez chwilę kusiło go by zignorować wytyczne i wyruszyć z oboma swobodnymi rękami. Jednak wiedział, że jest obserwowany (nie musiał widzieć egzaminatorów by wiedzieć, że kryją się w cieniu). Pokornie przywiązał sznurek do spodni a potem przywiązał swoją rękę z tyłu pleców. Czuł się dziwnie. Jak… jak bez ręki. Dopiero po fakcie zorientował się, że jest jednak praworęczny i przywiązanie akurat tej ręki za plecami nie było najlepszym pomysłem. Było już jednak za późno. Wiedział, że na omlet składają się wyjątkowe składniki. Jajka. Będzie się trudno poruszać z jajkami pod pachą (zaśmiał się do swoich skojarzeń, jedynie krótko bo w końcu był na egzaminie). Jego koledzy też pewnie pomyślą, że najlepiej zdobyć je na końcu i może się zrobić nieprzyjemnie jeśli wszyscy zjawią się w tym samym czasie.
Postanowił więc, że najpierw zakradnie się do Pana Marduka na Melasową, który sprzedaje najlepsze wiejskie jajka w mieście. W prawdzie jego kury nigdy wsi nie widziały, jednak reklama i tradycje rodzinne robiły swoje. Karmel podszedł do tylnych drzwi jego sklepu, z niemałym wysiłkiem wydobył z kieszeni wytrych i ze zdziwieniem odkrył, że drzwi były otwarte. Nie widział śladów włamania. Pewny znak, że włamał się któryś z jego kolegów. Myśl przebiegła mu z prędkością błyskawicy przez umysł, a zaraz za nią fala bólu wywołana ciosem w potylicę.

Tak zdecydowanie „nasi tu byli”. Upadając na podłogę zauważył tylko jak jego rywal zapakował do torby jajka i zniknął w cieniu. Karmel nie mógł pozwolić sobie na celebrowanie bólu. Już za drugim razem stanął na nogi i rozglądnął się za celem swojej wizyty.
Jajek jednak nigdzie nie było. „Prosto od wiejskiej kury” – napis na reklamie rzucił mu się w oczy, sprowadzając na niego nagle olśnienie. Poszedł na zaplecze i kura po kurze sprawdzał która już wykonała swoją dzienną normę. Niestety na grzędzie znalazł tylko trzy jajka.
- Trudno – pomyślał – jedno jajko będzie w opakowaniu. Zapakował więc zaspaną i chyba przede wszystkim zdziwioną kurę do swojej torby. – Obyś była przodowniczką pracy.
Podczas zdobywania mąki udało mu się uniknąć większych kłopotów. Pomimo unoszącego się wszędzie mącznego pyłu zachował nienagannie czysty strój. Nie można tego samego powiedzieć o jego oponencie, który niestety wybrudził swój – nabawił się odcisku buta Karmela w okolicy kolana i nerek. Karmel był przekonany, że po takiej nauczce odechce mu się rywalizacji.

Nie czując na plecach oddechu konkurencji młody adept sztuki skrytobójstwa mógł spokojnie dokończyć „zbieranie” składników. Kiedy miał już je wszystkie (nie licząc jajka w połowie drogi i naddziobanej przez kurę pieczarki) mógł zacząć przygotowywać omlet. Pokrojenie pomidora, pieczarek i ziół przy użyciu jednej reki jest wyczynem iście ekwilibrystycznym. Jednak operowanie nożem dla skrytobójcy to sens życia. Karmel podrzucił więc pieczarkę, wyjął z pochwy sztylet i zanim pieczarka wylądowała powrotem na ziemi została pokrojona w idealne plasterki. Podobnie stało się z cebulą posiekaną w kostkę i serem pociętym w cienkie plastry. A kiedy podczas takiego procesu zdążył nie dość, że pokroić, to jeszcze obrać ze skórki pomidora kura z wrażenia zniosła czwarte jajko.

Mając przygotowane składniki Karmel zakradł się do Świątyni Ślepego Io. Pokonanie wszystkich zabezpieczeń było banalne, jednak w samym centrum stanął przed wyzwaniem niesamowicie trudnym. Wiedział, że dotarcie do środka, gdzie na piedestale płoną wieczny ogień, który nigdy nie gasł (chyba, że akurat zabrakło drewna i któryś z nowicjuszy musiał go na nowo rozpalić), będzie wymagało zwisania głową w dół z beli pod sufitem. Dlatego już teraz rozbił cztery jajka do miski dodał mąkę i wymieszał wszystko przyprawiając do smaku pieprzem i solą, a pieczarki wrzucił na patelnię wraz z cebulką. Pozostałe składniki miał w zasięgu swojej ręki. Kura musiała zostać przed wejściem do Centrum Świątyni (kto zrozumie wymogi bogów?).

Jeśli zapytacie mnie jak udało się wspiąć Karmelowi na ta belkę od sufitem, mając jedną rękę, patelnię, miskę i torbę składników odpowiem szczerze, że nie mam pojęcia. Jakoś mu się jednak udało. Podsmażył pieczarki na patelni. Podrzucił jej zawartość pod sufit i w czasie kiedy pieczarki z cebulką opadały wlał zawartość trzymanej w zębach miski do patelni. Następnie grzyby wylądowały z powrotem zanurzając się w mieszaninie jajek i mąki. Omlet nad Wiecznym Ogniem Io skwierczał sobie cichutko. Karmel podrzucił patelnię z omletem pod sam sufit świątyni. W powietrze powędrowały plastry pomidora. Z wysiłkiem a jednak ciągle z gracją kota stąpającego po krawędzi dachu, młody adept skrytobójstwa złapał patelnię za uchwyt i wyłapał wszystkie plastry pomidora rozkładając je równo po powierzchni jajecznej masy. Podobna sytuacja powtórzyła się przy dodawaniu sera.

Karmel, zwisający teraz do góry nogami, nad rozpalonym palnikiem w świątyni Ślepego Io obserwował jak jego omlet dochodzi. Kiedy całość jajecznej masy była niemal ścięta, Karmel podrzucił omlet przewracając go na drugą stronę, tylko po to by ser roztopił się do końca. Następnie wyprężył się, rozhuśtał i zeskoczył z gotowym, pięknie złożonym omletem, tuż przed swoim egzaminatorem trzymającym pod pachą skradzioną przez niego kurę.
Bez słowa Egzaminator skosztował omletu.
-Bardzo dobrze – Karmel uśmiechnął się promiennie w odpowiedzi na słowa Egzaminatora i starł pot z czoła – Jeśli nie zostanie pan skrytobójcą posadę kucharza w Pod Załatanym Bębnem ma pan zapewnioną.

Outside of De Muforte Omelette



Intside of De Muforte Omelette

Zobacz powiązane książki: Nanny Ogg's Cookbook

Autor: Marek Sobczak