Nie dotykać!


przycisk końca świata

Zobacz więcej z kategorii: dyskowa kuchnia

Powitalno łobzerka, czyli nadziane pieczarki

2012-10-11 21:25:37

W kopcu Feeglów nadchodzi taki dzień, kiedy nawet najmężniejszy z wojowników drży cały ze strachu. Nie jest to najazd wrogiego królestwa, nie jest to susza czy powódź. Nie jest to też brak alkoholu w Feeglowej spiżarni. Najbardziej przerażającą chwilą jest powrót Keldy z odwiedzin u starszych rodu, czyli krótko mówiąc „od mamuni”. Feegle wiedzą, że w końcu trzeba pozbierać wszystkie butelki, powynosić tych członków plemienia, którzy mają słabsze głowy i nie wytrzeźwieli jeszcze, załatać zburzone ściany i co najbardziej przerażające przygotować „powitalnom łobzerke”, czyli specjalny obiad na cześć przybywającej na włości Keldy. Zawsze wcześniej też jest wiele problemu by wybrać tego nieszczęśnika, który będzie odpowiedzialny za gotowanie. I zawsze, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności wypada na Tępaka Wulliego. Nie mógł odkryć jak to możliwe. Przecież tak inteligentnie zawsze podchodził do ciągnięcia słomek i zawsze wybierał tę po lewej. I jakimś cudem zawsze ta była najkrótsza. Nie mógł złamać systemu.

W każdym razie nie było wyjścia i trzeba było przygotować łobzerke.
- Łojzicku! Dzie my wsadzili patelke? – zapytał sam siebie. I wtedy wspomnienia ostatnich kilku dni powróciły do niego, nie wiedzieć czemu powodując niezwykle intensywny ból głowy. Zjeżdżali na niej z Kreciej Góry. A gdzie teraz może być? Pewnie u podnóża. Kiedy Wullie dotarł do Góry obraz jaki tam zastał był przerażający, choć nie dla Feegla, dla którego był codziennością. U podnóża leżało warstwowo ułożone, coś co przed libacją można było nazwać Feeglami. Teraz przedstawiali obraz nędzy, rozpaczy i wstępnego rozkładu. Przynajmniej tak można było wnosić po zapachu. O dziwo jednak wydawane przez niektórych dźwięki zdawały się świadczyć o tym, że jeszcze żyją.

Tępak Wullie przekopał się do dna tej warstwy, gdzie do kiltu jednego z Feegli przylepiona była patelnia.
- Łojzicku. Chyba ca będzie to łodkazić.
Po tym jak patelnia została odkażona i wyszorowana a następnie wygotowana jeszcze dla pewności we wrzącym oleju, wydawała się być zdatna do użycia.
- Tyko co jo wrzuce na te patelke? Łowiecki nie wyglądały na to, zeby były w samobójcym nastroju, ślimoków zem tyz nie widzoł łod dawna, więc co by tu zrobić?

Tępak Wullie rozglądnął się w spiżarce. Cóż nie znalazł zbyt wiele. Leżał tam kawałek sera, pachnący podobnie jak sterta Feeglów pod Krecią Górką, beczka z kiszonymi ogórkami, z której przed chwilą wyszedł Rob Rozbój mówiąc, że „musi doprowadzić się do łuzytku, to jak nie to go do łuzytku doprowadzi Kelda, a tego wszyscy, z nim na cele, chcielibymy łuniknąć", worek cebuli, główka czosnku, resztka mąki w worku, jaka pozostała po tym jak lepili wczoraj bałwana, a pod ścianą rosły pieczarki.

- Bida! Bida! Co jo zrobie!? - Wullie nie był jednak typem Feegla, który łatwo się poddaje – Tak krawcyk kroi, jak mu materiału stoi. - Przypomniał sobie Tępak Wullie i zabrał się do obierania pieczarek. A jako, że jeszcze trochę mu się dwoiło i troiło w oczach, był to sport doprawdy wyczynowy. Trzeba przyznać jednak, że władanie wszelką bronią ostrą, a w przypadku Wulliego także i tępą, wychodziło mu bardzo dobrze, więc dzięki temu miał pocięte tylko trzy palce. Podczas operacji przeprowadzonej na pieczarkach obrał je pięknie, oddzielił nóżki od kapeluszy, nóżki pokroił w plasterki i postanowił, że musi się napić.
Jak pomyślał tak zrobił. Niestety pomimo usilnych poszukiwań nie znalazł ni krztyny płynu, który zawierałby choć tyle alkoholu, ile piwo w Ankh-Morporskich pubach.

pieczarki nadziewane
Pragnienie jednak go nie opuszczało, podszedł więc do beczki z ogórkami kiszonymi, zastanawiał się chwilę rozważając wszystkie za i przeciw, aż zebrał się w sobie i wypił duszkiem beczkę wody spod ogórków.
- Psynajmni bedzie łatwi znaleźć te pyntoki. – powiedział wyjmując z dna beczki pokaźnego kiszonego ogórka. Ogórka pociachał w drobną kostkę, podobnie zrobił ze sporym kawałkiem sera. Z obieraniem ząbka czosnku nie miał najmniejszych problemów, jednak obierania cebuli bał się jak mało czego. Były dwa zjawiska które z Feegla potrafiły wycisnąć łzy – kobiety i cebula, z tym, że cebula była smaczniejsza, wedle uznania Tępaka Wulliego.

Ubrał więc wiaderko na głowę i pociachał cebulę z szybkością porównywalną do tej z jaką konsumują swoje potrawy magowie. Czym prędzej wrzucił ją na rozgrzana patelnię i przykrył warstwą pokrojonych korzeni pieczarek i posiekanego czosnku.
- Łojzicku! Co cłek się nacierpi psy tym gotowaniu to ino łon wi.

Wullie poddusił kilka minut na patelni korzonki pieczarek z cebulką i czosnkiem, potem zdjął je z patelni i dodał do nich pokrojony w kostkę ser oraz ogórka kiszonego. Całość wymieszał doprawił solą i pieprzem, a następnie dodał trochę mąki by wszystko zagęścić.

Chwiejnym krokiem podszedł do pozostawionych pieczarek i każdy kapelusz nadział przygotowanym farszem.
- No to teroz wos łupieke i po robocie.
Jak powiedział tak zrobił. Położył nadziane pieczarki na patelni, dusił je przez 10 minut na małym ogniu pod przykryciem a potem przez kolejne 10 na mocniejszym.
Wullie był tak zmęczony, że zmorzył go sen, ale z tego co opowiedział mu Rob nadziewane pieczarki bardzo smakowały Keldzie.
- Jak bedziesz zamęznym cłekiem Wullie to siem dowis, jak zona moze siem odwdzinczyć za dobro powitalno łobzyrke.

Zobacz powiązane książki: Nanny Ogg's Cookbook

Autor: Marek Sobczak