świat dysku

Pogodynka


Ostatnio na forum

Nie dotykać!


przycisk końca świata

Zobacz więcej z kategorii: recenzje

Recenzja Dodgera

2012-10-31 06:47:58

Dodger cover
Polskie Koleje Państwowe (nie używam innych rozwinięć tego skrótu przez grzeczność i stwarzanie pozorów dobrego wychowania oraz kardynalnego zachowania ogólnie przyjętych norm kulturowych) poza tym wszystkim co robią dla działania infrastruktury w Polsce, kształtują również przyrosty w statystykach dotyczących czytelnictwa. Dzięki temu, że czas podróży wydłuża się wręcz ekspotencjalnie, podróżnik może spokojnie usiąść nad ulubioną książką, tabletem czy innym urządzeniem służącym czytelnictwu bez obawy, że nie dojdzie do końca rozdziału przed celem jego wycieczki.

Dlaczego o tym wspominam? Dzięki podróży na trasie Rzeszów-Kraków - tam i z powrotem (niech będzie Tolkienowsko), udało mi się znaleźć odpowiednią ilość czasu, by przeczytać najnowszą powieść Terrego Pratchetta – Dodger.

Książki, które nie wchodzą w skład serii Świata Dysku, potrafią wywoływać wśród fanów Terrego rożne reakcje. Jedni zachwycają się nimi, biorąc je za przykład potwierdzający wszechstronność ich ulubionego autora. Inni podchodzą do nich sceptycznie, twierdząc, że świat gdzie magia, fantastyczne stworzenia i baśniowe krainy są zastępowane techniką, nauką i robotami to jednak nie to samo. Sądzę, że po lekturze Dodgera obie „frakcje” będą zadowolone. Choć w fabule nie uświadczymy nadnaturalnych zjawisk i rozwiązań to atmosfera tajemniczości i mroku towarzyszą nam od pierwszego akapitu do samego rozwiązania.

Historia zaczyna się w niezwykłych okolicznościach. Wiktoriański Londyn. Smród, głód, bieda, choroby, ludzie dla których szczytem marzeń jest ciepły posiłek (nie oszukujmy się jakikolwiek posiłek) – to tło historii, której głównym bohaterem jest Dodger, młody chłopak który nie jest złodziejem (przynajmniej nie tylko złodziejem). Słowo bohater nie jest tu użyte wcale na wyrost. W okolicznościach, o których wspomniałem wyżej, gdzie wydawałoby się, że oszustwo i żerowanie na krzywdzie innych jest na porządku dziennym, chłopiec zdobywa się na odważny czyn. Widząc pobitą do nieprzytomności, leżącą w rynsztoku dziewczynę, nie odwraca głowy jak większość i postanawia jej pomóc. W bohaterskim czynie pomaga mu dwóch mężczyzn, z których jeden okazuje się być samym Charlsem Dickensem.

Dziewczyna uratowana, bezpiecznie ułożona w pokoju gościnnym rezydencji Dickensa, zbadana przez lekarza, napojona, nakarmiona, pod czujnym (i karcącym) okiem gosposi. Sprawa wydaje się być załatwiona, dobry uczynek zapisany w księgach niebieskich, jednak coś nie pozwala Dodgerowi powrócić do codzienności. Zdając sobie sprawę, że policja nie zainteresuje się sprawą pobitej dziewczyny postanawia na własną rękę wykryć złoczyńców i ich motywy.

Tak zaczyna się intryga, pozwalająca nam zajrzeć w świat wiktoriańskiego Londynu. Świat który odrzuca i jednocześnie fascynuje. Dowiadujemy się na czym polega zawód grzebacza, jak to możliwe, że pieniądze niektórych ludzi tak słabo trzymają się ich portfeli, że trzeba je chronić przed upadkiem na zabłocone ulice Londynu, kim jest Pani Szczurów i jak można zdobyć jej całusa lub coś więcej, dlaczego dobra wieprzowina, choć nie do końca koszerna, jest idealna dla bogobojnych Żydów, jak szata zmienia człowieka, jak sześciopensówka może umieścić uśmiechy na twarzach (i trochę ciepłej zupy z niespodzianką w brzuszkach) małych dzieci oraz kilku zupełnie nieznanych opowieści ze świata znanych osobistości epoki.

Dodger poza niezwykle wciągającą, ukazującą w zupełnie innym świetle najniższe warstwy społeczne Londynu, fabułą cieszy czytelników niezwykłymi wręcz smaczkami, delikatnie nawiązującymi do znanych z klasyków literatury tytułów, jak choćby scena gdy Dodger dziękuje szarmancko i urzekająco za owsiankę, gdzie nie sposób nie szukać skojarzeń z Dickensowskim Oliverem Twistem. W świecie wykreowanym przez Pratchetta idee z Opowieści o dwóch miastach czy Wielkich nadziei ożywają na nowo, zyskując nowy blask. Po przeczytaniu czuje się, że jest to jedna z tych książek, z którymi nie sposób się nie zapoznać, gdyż pomimo daty wydania na okładce wydaje się być klasyką literatury. Ci który doszukiwaliby się tu jednak wtórności czy odgrzewanych pomysłów pomimo usilnych starań musieliby przyznać, że Pratchett Rządzi(!) (można umieszczać na koszulkach), a niezwykłe i niekonwencjonalne rozwiązania oraz zwroty w fabule powodują, że książkę czyta się doskonale, wręcz jednym tchem.

Pomimo poważnej historii poruszającej temat przemocy, bezdomności, skrajnej biedy i trudnego dzieciństwa nie brakuje tu momentów przy których nie sposób nie wybuchnąć śmiechem. Po kilku takich niekontrolowanych reakcjach w przedziale robi się luźniej, pomimo, że nikt nie wychodzi. Humor jest z pod znaku klasycznego Pratchetta – sarkazm pomieszany z absurdem i ukazaniem rzeczywistości językiem tak ciętym, że strach czytać niektóre zwroty w obawie przez skaleczeniami.

Książkę polecam z całego serca wszystkim; zarówno zatwardziałym fanom Pratchetta jak i zupełnym nowicjuszom, którzy chcieliby poznać jego styl i sposób przedstawiania świata. Brak konieczności zapoznawania się z poprzednimi powieściami oraz zupełna niezależność bohatera, pozwala delektować się przygodą w mrocznych zamglonych i wiecznie wilgotnych zaułkach Londynu. Sięgnijcie po tę pozycję. Gwarantuję, że nie pożałujecie i będziecie się cieszyć jak grzebacz z szylinga czy złotego pierścionka znalezionego w błocie.
Marek poleca!

Zobacz powiązane książki: Dodger

Autor: Marek Sobczak