Nie dotykać!


przycisk końca świata

świat dysku

Pogodynka


Zobacz więcej z kategorii: świad dysku

Kobiety Pratchetta: Ta z biustem, ta zła i ta z miotłą.

2013-01-13 22:50:14

Nie sposób nie zauważyć w trakcie czytania kolejnych książek Terrego Pratchetta, że sposoby prowadzenia opowieści i podejście do niektórych charakterów zmieniały się i ewoluowały w bardzo znaczącym stopniu. Doskonałym przykładem takiego postępowania może być podejście autora do kobiecych postaci przeplatających się na kartach serii Świata Dysku.

Pierwsze dziesięć książek z serii jest dość problematyczne, jeśli analizować je pod względem sposobu przedstawienia kobiet. Szczególnie tych młodszych.
Nie było to zapewne zamierzone przez Prachetta i wynikało przede wszystkim z założenia, że Świat Dysku będzie parodią różnych kreowanych w fantasy światów i stereotypów w nich panujących. Przerysowanie a niekiedy nawet seksizm, jakiego można się doszukać w początkowych książkach zanikają, kiedy Świat Dysku rozwija się do formy obecnie nam znanej.
Łatwo można zauważyć, że podejście do postaci kobiecych jest bezpośrednią reakcją na sposób przedstawiania kobiet w klasycznej fantasy, próbą wytknięcia jak głupie niekiedy są to schematy. Niestety jego intencje obróciły się przeciwko niemu.

W pierwszych książkach odnajdziemy parodię na wpół odzianych, seksownych samic, które nagradzają bohaterów swoim kuszącym jestestwem. Tyle, że u Terrego wygląda to zgoła inaczej. Kobiety wojowniczki po pierwsze są władcze i dają to odczuć (niezbyt przystojnym) bohaterom w taki sposób, by nikt nie zwrócił nawet uwagi na zasadnicze braki w ich ubiorze (który pozostać musi, jako kompletny banał gatunku). Po drugie nie chcą, jak ich pierwowzory z klasycznej fantasy, zakochiwać się w bohaterach a zamiast tego obdarzają swoimi wdziękami najmniej przystojnego i pasującego do tej roli bohatera.

Dostajemy w wyniku takich zabiegów Bethan – kapłankę, która była o krok od ofiarowania w świątyni, rzucającą wiele mówiące spojrzenie za (nie ma co skrywać) podstarzałym już Cohenem, zamiast choćby przelotnie otoczyć wzrokiem sporo młodszego Rincewinda – bardziej odpowiedniego (wydawać by się mogło) kandydata. Mamy Cohenę, która nie ma niestety zamiaru nawet spojrzeć na Rincewinda. Mamy księżniczkę Keli, która gustuje w pokręconych magach (nareszcie mamy gorącą dziewczynę gustującą w magach!), która jednak wybiera równie pokręconego Morta.

Herrena
Pratchett napisał wyjątkowy akapit w Blasku Fantastycznym, w którym opisuje Herrenę Hennowłosą – barbarzyńską wojowniczkę. Spodziewać by się można, że będzie poruszać się w tak samo niepraktycznym stroju, jednak ku zdziwieniu czytelnika nosi ona pełną zbroję. Kobieta jest ubrana odpowiednio! Jednak i ten fakt został dość szybko zniszczony, przez artystyczne podejście Josha Kirbiego, który namalował Herrenę na okładce, świecącą nagimi udami i biustem lekko zakrywanym tylko przez napierśnik. Tak to właśnie wygląda – dobre zamiary tak szybko zostały zmarnowane. Wojowniczki u Pratchetta wykazywały się czasem okazjonalnym sarkazmem, jednak tak naprawdę żadna z nich nie miała prawdziwej osobowości, głębszej choćby niż miseczka ich stanika (dodatkowo wszystkie wykazywały się podobnym, niemal identycznym charakterem).

W końcu jednak zdarzył się chlubny wyjątek; Lady Sybil w Straż! Straż!. Jest niezwykle romantyczna i w końcu ma dokładnie zbudowaną, rozwiniętą osobowość. Nie jest (wyłącznie) wredna i jest równą partnerką dla głównego bohatera – Sama Vimesa. Jest w końcu też bardziej dojrzała, niż jej poprzedniczki. Nie jest lekka i piękna, nie prezentuje sobą postawy typu: „Stoję tutaj w moim futrzanym bikini i ironizuję w ten sposób z seksistowskiego podejścia do Dyskowego postrzegania wojowniczek”. Jej postać rozwinęła się dopiero w kolejnych powieściach, ale to był bardzo dobry początek.

Oprócz kobiet wojowniczek, stereotypowych odpowiedzi na schematy fantasy, mamy jeszcze przecież wiedźmy.
Po dwóch pierwszych książkach, w których mamy przede wszystkim do czynienia z uciekającym przed każdym zagrożeniem magiem, z którym nie chce się przespać żadna kobieta, Pratchett skupia swoją uwagę na na wątkach feministycznych w Równoumagicznieniu. Autor porusza tu istotny wątek, znany od dawna w fantasy, a mianowicie poddziału magii ze względu na płeć. Od zawsze mężczyźni zostają magami a kobiety wiedźmami, uprawiając zupełnie różne, niepowiązane ze sobą typy magii. W Równoumagicznieniu jednak, dziewczynka, której przeznaczeniem jest zostać magiem, pod przewodnictwem swojej mentorki – Babci Weatherwax – walczy z systemem niepozwalającym kobietom zostawać magami na Niewidocznym Uniwersytecie.
Pomysł z ujednoliceniem oraz zrównaniem roli mężczyzny i kobiety w magii jednak nie przyjął się za dobrze. Nie przyjął się do tego stopnia, ze choć seria Świata Dysku znana jest z powracania do wcześniej rozpoczętych historii i postaci, jednak nigdy nie zdarzyło się Pratchettowi wrócić do postaci Esk. Nie ważne jak wiele razy wracamy na Niewidoczny Uniwersytet jej tam nie ma. Nie dowiadujemy się jak potoczyła się jej historia, nie wiemy jak się zachowuje jako dorosła kobieta.
Oczywiście aż do ostatniej powieści z cyklu o Tiffany Obolałej - W północ się odzieję. Książka ta wydaje się być linią podkreślającą losy czarownic z Lancre. Jednak niespodziewane i zaskakujące wspomnienie Esk skłania do tego, by ponownie sięgnąć do początków opowieści o wiedźmach.

Czyli Trzech Wiedźm, powieści, która w opinii wielu uchodzi za jedną z najlepszych prac Pratchetta. Oczywiście niektórzy postawią na tym samym miejscu Kosiarza czy Pomniejsze bóstwa, jednak nie sposób pominąć historii o wiedźmach. Po raz pierwszy Pratchett przestał w niej być prześmiewcą schematów i konwencji fantasy, sięgnął dużo głębiej do klasyki światowej literatury. Zdecydował, że jego pierwszą ofiarą padnie Shakespeare. Wybrał najlepsze, najbardziej znane i te najgorsze elementy z Hamleta i Makbeta i oddał w ręce jednego z najbardziej zaskakujących duetów wszechczasów (Babci Weatherwax i Niani Ogg) oraz po raz pierwszy udało mu się stworzyć młody kobiecy charakter, równie skomplikowany i złożony jak Rincewind czy Mort - Magrat. Magrat nie jest przepełniona seksem, nie czeka na swojego bohatera, by go nagrodzić. Jest prawdziwą kobietą, wiedzącą czego chce, choć nie jest jednoznaczna na tyle, by móc ją sprecyzować jako taką z którą warto się solidaryzować. Dla niektórych (tak jak jej głos) może się wydawać irytująca.

Trzy Wiedźmy – dziewica, matka i starucha (jak wiadomo, ciężko ustalić, która jest którą) są doskonałym pomysłem. Nie jest istotne w jakiej sytuacji, w jakim miejscu akcji się znajdą, każdy pretekst, by zobaczyć jak ze sobą współpracują, jak trzęsą podstawami wszechświata tylko dlatego, ze nie mają nic lepszego do roboty, jest prawdziwą przyjemnością.

W Trzech Wiedźmach zaskoczenie pojawia się za każdym razem, gdy akcja pokazuje, jak łatwo przemienić wielki dramat Shakespier'a w komedię pomyłek. W rzeczy samej wszystkie wystąpienia wiedźm okazują się w końcu bardzo istotne dla głównego wątku, a cała historia budowana w oparciu o magiczne podstawy, a nie, tak jak w przypadku poprzednich książek, stanowiąc jedynie fajerwerki w tle i uroczy element scenerii.

Wiedźmy wiedzą, że opowieści z bajek są prawdziwe, wiedzą o niebezpieczeństwie chichotu i zyskaniu reputacji na opowieściach o domkach z piernika. Trzy Wiedźmy opowiada o tym co dzieje się, gdy legend i opowieści o wiedźmach używa się przeciwko nim. Oraz o tym jak wiedźmy potrafią się odegrać. Porównując prowadzenie opowieści w tej książce i w „W północ się odzieję” można odnaleźć między nimi bardzo wiele nawiązań. Jeśli miałaby to być ostatnia opowieść o wiedźmach, ze względu na chorobę i plany wydawnicze Pratchetta, to ciężko wyobrazić sobie lepsze zakończenie. Opowieść ta jest swoistym pożegnaniem z dyskowymi wiedźmami.
Nany Ogg and Granny Weatherwax


Wróćmy jednak do Trzech Wiedźm, jako początku całej serii. Kobiece charaktery całkowicie przejmują akcję po obu stronach opowieści. Księżna jest zachwycającym czarnym charakterem, z zestawioną (jako jedną z całej linii bohaterek) przeciwko niej Babcią Weatherwax. Księżna sprawia, że jej mąż jest zupełnie w cieniu.
Nie można oczywiście powiedzieć, że nie ma w opowieści żadnych interesujących mężczyzn. Pratchett jest świetny w pisaniu samców beta, takich, których nie uważalibyśmy za kandydatów na głównego bohatera. Oczywiście od razu przychodzą na myśl Rincewind, Mort i Vimes, jednak Pratchett pokazuje jak ważną postacią i jak niezwykle można opisać postać Błazna. Każda postać bierze udział w gagach, nie pomijając nawet ducha zmarłego króla, ale Błazen jest postacią tragiczną, która musi poradzić sobie z krzywdzącą przeszłością i niosącą obecnie jeszcze więcej cierpienia ślepą wiernością i oddaniem względem Diuka Felmeta. Nawet kiedy jest zabawny – a bywa bardzo zabawny – jest całkowicie żałosny. Romans pomiędzy Magrat i Błaznem, po drodze do szczęśliwego rozwiązania, napotyka po drodze na wiele złych zakrętów i krępujących chwil milczenia, jest jednym z najbardziej szczerych i wyrównanych w całej fantastyce.

Oczywiście, co najistotniejsze, najlepszą kreacją w całej książce jest Trio: Babcia Weatherwax, Niani Ogg i Magrat Garlick. Każda z nich jest wybitną postacią, w cieniu których dzieje się cała opowieść. Scena, kiedy wspólnie przywołują potężne zaklęcie, wsiadają na miotły i oblatują całe królestwo, by przemieścić je w odpowiednim czasie, jest epicka i zapierająca dech w piersiach. Żadna inna chyba nie cieszy czytelnika tak bardzo.

Biorąc pod uwagę wieźmy jakie znamy z powieście fantasy i z bajek to właśnie Trio; Ogg-Weatherwax-Magrat, jest najbardziej kompletne, od początku do końca. Przynajmniej do momentu wejścia na scenę Tiffany.

Warto zwrócić uwagę na pewien bardzo istotny fakt. Trzy Wiedźmy to książka, w której każda pierwszoplanowa postać to kobieta. To książka tworzącego bestsellery, męskiego autora fantasy, gdzie wszystkie ważne postacie to kobiety! Mamy Trio podróżujące przez zakątki królestwa. Mamy pozostałe wiedźmy z Genui. Jeśli tego byłoby mało mamy w zestawieniu do nich męskie charaktery, które nie są zbyt zaradne: żabę zmienioną w księcia (który prawie nic nie mówi), kota zmienionego w człowieka (który nie ma większych oczekiwań, jak rybia głowa na obiad), mamy zombi i krasnoluda, będącego dyskowym odpowiednikiem Casanovy.

Mamy do czynienia, co rzadko spotykane, z powieścią fantasy, napisaną przez mężczyznę, poświęconą przede wszystkim kobiecym charakterom. Jak często mamy książkę fantasy poświęconą kobietom, w której nie ma romansów, bo główne bohaterki są zbyt zajęte ratowaniem sytuacji, by mieć na nie czas? Dla fantasy to sytuacja nieczęsta.

Po tym, jak w pierwszych powieściach z serii, Pratchett rozprawił się ze schematami kobiet w fantasy, napisał książki przepełnione wspaniałymi kobiecymi bohaterkami, które możemy analizować na wielu poziomach, prawdziwych, z wadami, takich, które potrafią zafascynować czytelnika, mające więcej wpływu na akcję niż mężczyźni w jego powieściach.

Dobrą wiadomością jest fakt, że w swojej karierze Pratchett ciągle poprawia sposób kreowania postaci kobiecych, co pozwoliło na zaistnienie wspaniałych kobiet znanych z serii Świata Dysku, takich jak Angua, Cudo Tyłeczek, Agnes, Susan lub Tiffany Obolałą (która jest prawdopodobnie najbardziej przekonującą postacią nastolatki, napisaną przez faceta grubo po pięćdziesiątce).

Źródło

Autor: Marek_Sobczak