świat dysku

Pogodynka




Zobacz więcej z kategorii: dyskowa kuchnia

Zapiekanka pasterska Glendy

2013-01-18 16:07:47

- Nutt, nie widziałeś gdzieś mojej książki z przepisami? – Glenda, oparła dłonie na biodrach, nieco szerszych, niż miała wtedy kiedy się spotkali po raz pierwszy, co nie przeszkadzało kompletnie Nuttowi, który każdej krągłości swej Glendy mógłby poświęcić osobny wiersz*.- Wiesz, że dzisiaj wychodzę i będziesz musiał sam poradzić sobie ze zrobieniem zapiekanek.

*Z powodu rozległości rzeczonych wiersze najprawdopodobniej rozrosłyby się niezmiernie i osiągnęły rozmiar poematu.

- O tak Glendo, pan Likely junior biegał z nią dookoła a potem ustawił ją jako coś w rodzaju dachu w domku dla jeżątka. – Nutt zawsze był bardzo dokładny we wszystkim co robił i mówił.
- No i pozwoliłeś na to?! Nic nie zrobiłeś?! No przecież mam tylko jeden egzemplarz, jak zostanie zniszczona to wszystkie przepisy przepadną?!- Glenda udawała rozzłoszczoną, ale tylko dlatego, że tak wypadało, ponieważ jeśli chodziło o jej Nutta, nie potrafiła się złościć na niego na serio, cokolwiek by zrobił lub nie zrobił…
- W takim razie czy mogę Cię poprosić abyś przyniósł ją w jakimkolwiek jest stanie? Lepsza zniszczona niż żadna . – Nie omieszkała skomentować.
- Dobrze Glendo, pójdę i sprawdzę co się da zrobić… Glendo. - Nutt uwielbiał to imię i korzystał z każdej okazji aby móc je wypowiedzieć głośno (niemałe znaczenie miał także fakt, że bardzo widocznie poprawiało to Glendzie nastrój).
Po dłuższej chwili okazało się, że wyprawa w głąb domu przyniosła efekty, jednak nie takie, jakich oczekiwała Glenda. Bowiem na progu kuchni ukazał się rozczochrany, ale szczęśliwy Nutt, niosący na swoim karku niemniej szczęśliwego, roześmianego, ślicznego chłopczyka, który wymachiwał krańcem szalika omotanego dookoła siebie i krzyczał:
- Glenda pats jestem sklytym zbójcem i jadem na meca! Hulla!
Glenda obserwowała tę uroczą scenkę z miną prawie przerażoną i wcale nie chodziło o to, że malec niebezpiecznie przechylał się na boki (wszak Nutt miał siłę i refleks, o które patrzący z boku nigdy nie podejrzewałby tego przyjaźnie i niewinnie wyglądającego osobnika). Glenda z przerażeniem patrzyła na główkę malca, na której widniała czapeczka zrobiona z jakichś kartek, w których to kartkach kobieta rozpoznała strony wyrwane z JEJ książki z przepisami!
- Choć do Glendy Trevorku, Glenda da ciasteczko jak oddasz jej czapeczkę …- Maluch ochoczo zmienił miejsce pobytu i oddał bez protestów wymięte nakrycie głowy, czekając na słodką obiecankę.
-Wiesz Glendo, nie przyniosłem książki ponieważ tak jakby już jej nie było - Nutt uśmiechał się przepraszająco i jak zwykle Glenda uległa urokowi tego „nie całkiem uśmiechu”.
-No dobrze już dobrze, tylko mi powiedz w jaki sposób chcesz beze mnie i bez niej przygotować zamówienia na dziś wieczór mądralo. - Glenda popatrzyła na swojego ukochanego i … już wiedziała, że o nic nie musi się martwić, jego mina mówiła to wyraźnie.
-Wiesz, raz czy dwa zajrzałem do niej kiedy pomagałem Ci z zamówieniami - Drobny Nutt nagle znalazł się w pozycji lewitującej tuż nad podłogą ponieważ uszczęśliwiona Glenda przez chwilę straciła orientację w kwestii kto kogo powinien nosić na rękach. – Dziękuję Glendo – wysapnął Nutt kiedy wreszcie znalazł się obiema nogami na stabilnym podłożu, (co oczywiście nie znaczyło wcale, że chwilę przedtem nie czuł się także bezpiecznie a nawet przyjemnie).
-Jeżeli chcesz, to mogę wyrecytować Ci z pamięci wszystko, począwszy od pierwszej strony…

Nie skończył ponieważ rozległo się rozżalone:
- A ciastecko!? - malutki Trev czując się pominięty podczas rozmowy dorosłych, domagając się uwagi, rozpoczął energicznie ciągnięcie źródła przysmaków za pasek od fartucha.
- Oczywiście kochanie, Glenda już Ci daje ciasteczko, a potem odprowadzę Cię do niani. **

** druga najstarsza i najważniejsza profesja we Wszechświecie ,(nikt nie ma takiego wpływu na przyszłe pokolenia jak niania właśnie).

- No, teraz możesz mi wyrecytować przepisy, sprawdzę, czy naprawdę niczego nie pominąłeś, wiesz, że magowie kochają tradycję i nie lubią zmian, no chyba, że te zmiany nie dotyczą ich samych.
-No to posłuchaj.

Zapiekanka pasterska:
Weź:
1 funt czerwonych ziemniaków, obierz je i przekrój na połówki
5 łyżek niesolonego masła
½ funta pokrojonych grzybów (najlepiej świeżo zebranych)
1 funt chudej , zmielonej wołowiny
1 małą , białą, posiekaną cebulę
4 zmiażdżone ząbki czosnku
2 łyżki mąki pszennej
¾ wołowego sosu (z poprzedniego obiadu)
¼ filiżanki posiekanej natki pietruszki
1 średnia marchew pokrojona w plastry
1 łyżka sosu Wow- wow (zamiast można użyć sosu Worcestershire)
½ łyżeczki suszonego majeranku

Przygotowanie:
Ugotuj ziemniaki do miękkości, odcedź i rozduś na papkę z 3 łyżkami masła, doprawiając do smaku solą i pieprzem. Rozgrzej piekarnik do 350 (F). Rozgrzej na patelni pozostałe masło, podsmaż na nim grzyby (ok 7 min.), przełóż grzyby do innego naczynia, na tej samej patelni podsmaż wołowinę z czosnkiem i cebulą aż wołowina się zabrązowi (8-10 min). Dodaj mąkę, pomieszaj chwilę, dodaj grzyby, marchewkę, pietruszkę, sos wołowy i wow-wow, majeranek, duś razem przez chwilę (ok 5 min.), mieszając od czasu do czasu. Następnie przełóż to wszystko do naczynia żaroodpornego, na wierzch wyłóż rozgniecione ziemniaki, wygładź powierzchnię i wstaw do piekarnika. Piecz aż ziemniaki staną się złoto - brązowe (ok 25min.). Podawać po lekkim przestudzeniu.

- A teraz zapiekanka… - Nutt jednak nie zdążył dokończyć rozpoczętego zdania i chyba wcale nie był tego powodu niezadowolony…
My po cichutku wyniesiemy się z królestwa zapiekanek bo przecież nie zamierzamy przeszkadzać Glendzie i Nuttowi w tak pięknie rozwijającym się uczuciu a przepis na kolejną zapiekankę być może poznamy wkrótce…

Zobacz powiązane książki: Nanny Ogg's Cookbook, Niewidoczni Akademicy

Autor: Nanny Ogg