Zobacz więcej z kategorii: archiwum news

Wyniki III konkursu o Długą Ziemię

2013-02-15 23:52:38

Przeczytaliśmy i obejrzeliśmy wszystkie prace.
Przepraszamy za opóźnienie, ale chcieliśmy mieć pewność, że wszystkie są przeczytane i rozpatrzone. Otrzymaliśmy i teksty i obrazki, opowiadania, wiersze i komiks... Trzeba było to wszystko jakoś sensownie ocenić, dlatego dziękujemy za Waszą cierpliwość.

Poniżej 2 prace, które otrzymują książki. Postaramy się jednak opublikować też pozostałe. Jednocześnie dziękujemy bardzo, gdyż uśmialiśmy się przy czytaniu za wszystkie czasy.

konkursowa praca
Paweł Kacprzyk

Gdy teraz nad tym myślę, to chęć zakupu czekolady u przydrożnego handlarza, była przyczyną wszelkich nieszczęść jakie mnie później nawiedziły. Mogę pochwalić dobre maniery tych nieszczęść, gdyż przed wejściem do mego domu wytarło buty. Przynajmniej, tak mi się wydaje, bo wycieraczka pachnąca świeżym sosem do spaghetti, bulgocącym pieśni harcerskie, samoistnie raczej się nie zabrudziła. Podczas zakupu, ma uwaga nie poświęciła ani chwili dziwnym inskrypcjom na
opakowaniu, jedynie co robiła, to krzyczała:

-Czekolady, czekolady, za nią wyniosę wszystkie rzeczy z chaty!

Zastanawiam się też, dlaczego nie wyrzuciłem tej dziwnej czekolady w chwili gdy ją odpakowałem.

Już sam kształt, przypominający literę G, był niezwykły, ale spaghetti będące integralną częścią czekolady było całkowicie logiko niszczące. I te ciumkanie wydobywające się ze środka…

Aż tak głupi by to zjeść nie byłem, ale mądrości by to wyrzucić mi zabrakło, więc schowałem je gdzieś w lodówce, licho wie i licho teraz ze śmiechu tańczy.

Ma normalna egzystencja po tym fakcie, niczym niezakłócona, trwała 5 dni. Po tych pięciu dniach, gdy zajrzałem do lodówki, zostałem uraczony jednym prostym słowem.

-Tato.

Modliłem się by to była lodówka, by to w niej wykształciła się osobowość, niestety me obawy się spełniły, to czekolada, dwa razy większa, zmierzała w moją stronę. Była bardziej niekształtna, wprost wylewała się z opakowania. No i te włosy, całościowo ją pokrywające i zapakowanie uciekające… Jak na złość, ukorzeniłem się w podłodze, wszelakie ruchy mając ograniczone, mogłem jedynie patrzeć, jak czekolada wydostaje się z opakowanie i idzie w moją stronę...

W chwili, gdy byłem przekonany, że za chwile zostanę zjedzony, owa masa, będąca kiedyś czekoladą, mnie przytuliła. Teraz była za późno na wyrzucenie, musiałem się tym czymś zaopiekować. Tym dziwnym stworzeniem ,którego ciało złudnie przypominało napis Gry, przy czym z litery y, wychodził swego rodzaju ogon.

W długim dość okresie, w którym ów ogon rósł, by osiągnąć swą finalną formę, nie odnotowałem, czym ta istota się żywiła. A me obowiązki wobec niej był dość prozaiczne i dziwne, bo polegały na tuleniu jej ze wszystkich sił oraz nawiązywaniu coraz dziwniejszych dialogów. Zasób słów tego potworka cały czas się powiększał. Dialog o stepujących kukurydzach, żyjących w głębi słońca, tańcem utrzymujące żywotność gwiazdy, zapadł mi głęboko w pamięć.

Po miesiącu, nadszedł dzień ostatecznego ukształtowania się tej istoty. Krypto F udające ogon, wyglądało już jak powinno wyglądać. Po południowym rytuale tulenia, w powietrzu nagle zaczął się unosić zapach pizzy, a przestrzeń zaczęła wypełniać pewna forma mgły. Tak wnioskuję, bo nie licząc zielonego koloru, wyglądało zupełnie jak mgła. Po krótkiej chwili w owej dziwnej mgle, przy
dźwiękach jakie wydają trąby słoni, zmaterializował się Latający Potwór Spaghetti.

-Dziękuję, że zaopiekowałeś się mym synem Gryfem. Sam nie miałem czasu, gdyż zajęty byłem ratowaniem jego matki, Jodłującej Nimfy Czekolady. Gdyż po upojnej nocy zwyczajnie się roztopiła.

Przemysław Iskra

Autor: Grace