świat dysku

Pogodynka


Zobacz więcej z kategorii: dyskowa kuchnia

Kolacja kapitana Marchewy

2013-03-06 20:50:19

Kapitan Marchewa był głodny.
Zdał sobie z tego sprawę dokładnie w tej samej chwili, w której przypomniało mu się stare powiedzenie "krasnolud jak głodny, to zły" - i obie te rzeczy naraz przyprawiły go o silny dyskomfort. Nie, absolutnie nie chciał być zły. Był przecież policjantem.

Otworzył drzwi szafki, w której przechowywał przysłane z domu smakołyki - niestety, chleb pani Żelaznywładssonowej już trzy dni temu był tylko rozrzewniającym wspomnieniem, które dziś przybrało postać garści opiłków.
Na półce leżał ponadto podsuszony kawałek żółtego sera, jedna smętna cebula i samotne, zupełnie nie wiadomo skąd pochodzące jajko. Marchewa przyjrzał mu się nieufnie. Na jajecznicę nadawałoby się wyłącznie w towarzystwie co najmniej tuzina sióstr i braci, niestety jednak, jak to już zostało powiedziane, było to jajko-sierota, pozbawione rodziców, rodzeństwa tudzież wszelkich bliższych i dalszych krewnych.

Stojący w kącie żelazny saganek zawierał pięć gotowanych ziemniaków - pozostałość po spotkaniu z pewną wdową, której wczoraj na samym środku ulicy Kogudziobnej pomagał zdjąć z drzewa rozpaczliwie miauczącego kota, jednego z tych, które po prawej stronie podwórka noszę imię Mruczuś, po lewej zaś znane są jako "Arghhwynochastądtydraniu". Kot najpierw oniemiał, potem wlepił w Marchewę spojrzenie świadczące, że wie na kogo patrzy i ma do tego prawo, a następnie uciekł, pani Dickinson zaś - tak bowiem nazywała się wdowa - zrewanżowała się Marchewie tym, co akurat miała na stole.

Stan posiadania kapitana był zatem następujący: pięć wczorajszych ziemniaków, jedno jajko, kawałek podeschłego żółtego sera, cebula oraz garść opiłków chleba krasnoludów, mogących służyć za bułkę tartą lub drobny żwir, jakim chętnie dekoruje się donice z kwiatami.

Marchewa westchnął. Z determinacją człowieka, który zawsze wie, co należy robić, utłukł ziemniaki w garnku najstaranniej jak potrafił. Na patelnię wylał kilka łyżek oliwy (trudno, zestaw do czyszczenia pancerza uzupełni się przy sposobności), na którą wrzucił posiekaną cebulę. Kiedy się lekko zeszkliła, dodał ją do ziemniaków i wymieszał. Następnie zajął się żółtym serem. Pokrajał go w centymetrową kostkę i każdą z nich starannie okleił warstwą ziemniaków, formując niewielką kulę. Na talerzu rozbił jajko i kolejno obtaczał w nim kule, panierując w okruchach chleba krasnoludów. Kulek wyszło zdumiewająco dużo - po usmażeniu na złoty kolor zaczęły przypominać kolację. A może nawet kolację dla dwojga.

- Co tu tak miło pachnie? - sierżant Angua odznaczała się doprawdy imponującym węchem. - Nakryj dla nas, a ja skoczę po jakąś sałatę.

Zobacz powiązane książki: Nanny Ogg's Cookbook

Autor: Minerwa