świat dysku

Pogodynka


Zobacz więcej z kategorii: dyskowa kuchnia

Czekoladowa rozkosz Niani Ogg

2013-04-17 09:53:10

Jak wszyscy dobrze wiemy Niania ma swoje synowe (tyle ich jest że nie opłaca się nigdy pamiętać jak mają na imię) od wszystkiego.
Jednak są pewne sytuacje w których Niania wygania te flądry z kuchni, zakasa rękawy, i po wykonaniu paru tajemniczych ruchów w kuchni (tu uderzyć, tu tupnąć trzy razy, tu dotknąć niczym nie różniący się kawałek ściany) wyjmuje swoją słynną Książkę Kucharską.
Jak do tej pory Niania nie pokazywała jej nikomu, jedynie Babcia Weatherwax podejrzewała jej istnienia a i to nie była pewna. Z Nianią w kuchni nic w końcu nie jest pewne. ;)
Jednak okazja taka jak randka z Krasnoludem Casanundą była doprawdy powodem dla którego warto było poczynić pewne kroki..
Niania wygoniła więc wszystkich z chatki pod groźbą umieszczenia całych gałęzi rodu w kociej kuwetce, pozasłaniała okna i rozpoczęła pichcenie.
Najpierw wyciągnęła z zakamarków składziku przemycane już potajemnie od tygodnia
składniki czyli:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
Słodką śmietanę kremówkę
4 jajka
6 łyżek cukry pudru
2 łyżki masła
4 łyżki mleka

Należało również przygotować masę garnków, ponieważ każdą warstwę robiło się w czym innym..

..I tak Niania zaczęła od ubicia na sztywno śmietany (ubawiła się przy tym setnie, wspominała bowiem inne..ekhm..to może innym razem..) oraz białka z jajek (z dodatkiem 2 łyżek cukru). Wstawiła to do piwniczki gdzie było chłodno i przyjemnie (opcjonalnie wystarczy takie dziwne chłodzące urządzenie które widziała kiedyś w Ankh – Morpork, tylko do tej pory nie wiedziała czemu te małe chochliki co chwila uzupełniały te rurki zimną wodą..).
Kolejny garnek potrzebny był do roztarcia żółtek z 3 łyżkami cukru (może być większy nawet ten garnek bo w nim będziemy później dokonywać dyfuzji) – przy tej okazji Niania wspominała pewnego chłopaka i jego..kurnik. Wakacje w Lancre potrafią być w końcu bardzo zajmujące (szczególnie gdy nie biega się zbyt szybko).

Czekoladę Niania połamała na kawałki (nawet nie próbowała próbować w końcu co to za przyjemność jeść gorzką czekoladę?) włożyła w jeden garnek, a ten z kolei w następny w którym była woda. Do czekolady Niania dorzuciła masło i mleko i mieszała delikatnie aż całość się nie rozpuściła i nie połączyła.
Później trzeba to było zdjąć z palnika co oczywiście nie obyło się bez przekleństw, które docierały do najdalszych zakątków Lancre ponieważ wrzątek to nie jest coś co można sobie upuścić na palce..
Później należało schłodzić gorącą czekoladę w zimnej wodzie cały czas mieszając, żeby się nie zastygła.

W końcu dumna z siebie Niania z precyzją graniczącą z fanatyzmem wlała czekoladę do żółtek wyskrobując ile się dało czekolady z baniaczka, zamieszała bardzo dokładnie i delikatnie po czym to samo zrobiła ze śmietanką i ubitym białkiem. Następnie cały mus umieściła w małych miseczkach i wstawiła w chłodne miejsce,.
Walczyła ze sobą dłuższą chwilę patrząc na górę naczyń do zmywania, ale doszła do wniosku że nigdy nic nie wiadomo co te dziewuchy mogłyby wywnioskować po zawartości garnków, szczególnie ta najmłodsza, jak jej tam było.. Więc zadziwiając siebie bardziej chyba niż swojego kota poświęciła głośne pół godziny na pozmywanie dowodów swojej aktywności starając się myśleć o tym jak o inwestycji w zachowanie pozorów..
..a wieczorem gdy II Najlepszy kochanek Świata Dysku przybył dostarczywszy owoców (Banany! Piłam kiedyś koktajl z bananów!) do zamaczania w czekoladowej masie.. mmmm…

* Z uwag ogólnych – uwaga przy oddzielaniu żółtek od białek żeby żółtka nie wpadły do białek, bo się cholerstwo wtedy nie ubije jak trzeba

* wychodzi tego naprawdę dużo, ale nie łudźcie się - nie zostanie nic na następny raz, to na pewno jakiś podstępny elf zwąchuje czekoladę bo niby jest dużo a zaraz nie ma już wcale,,

Autor: Biała