świat dysku

Pogodynka


Zobacz więcej z kategorii: szerzej o twórczości

Fantasy jest dla każdego wieku

2013-05-29 12:06:26

Terry w Independent
Terry Pratchett
Jakiś czas temu w Guardianie ukazał się artykuł Stephena Mossa, będący relacją z rozmowy z Sir Terrym o nowych zainteresowaniach naukowych i o „walce” z Hollywoodem oraz o tym, dlaczego nie lęka się śmierci. Panowie spotkali się w hotelu White Hart w Salisbury. Terryemu towarzyszył Rob Wilkins i Pan Boggis.

"Bardzo pożyteczna jest zmiana perspektywy i zobaczenie naszego świata z perspektywy innego", powiedział Pratchett. "Jest tyle nauki i wiedzy, i tak jak Slartibartfast [w „Autostopem przez Galaktykę”] powiedział: "Jestem wielkim fanem nauki, ale nie potrafię obliczyć równania kwadratowego.” Nigdy, przenigdy nie byłem w stanie zrobić tego samego. Pamiętam, jak raz na Warwick University, Jack i Ian byli na granicy cierpliwości, usiłując mi wytłumaczyć jego zasady, a ja nie mogłem tego załapać. Byłem kompletnie załamany i zawstydzony."

Tak samo w trakcie pisania części naukowych Nauki Dysku, Pratchett bierze się za bary, jak zwykły szary człowiek, z naukowymi twierdzeniami. Czy jest tym sfrustrowany? Wcale. Biegł do biblioteki, by się dokształcać (jak chyba większość czytelników SF).

Terry wspomina też czule swój pierwszy konwent fantastyczny "Pierwszy zjazd, podczas którego spotkałem Arthur C. Clarke`a, Mike`a Moorcocka, Johna Brunnera. To było jak zobaczyć nieśmiertelnych, i nagle zdać sobie sprawę, że pisarze SF są także ludźmi, i że skoro jestem człowiekiem, równie dobrze mogę być pisarzem science fiction. "

Pratchett był jedynakiem, dorastał w rodzinie robotniczej w Beaconsfield, Buckinghamshire. Urodzony w 1948 roku, dorastał w gorączkowych latach sześćdziesiątych, kiedy początki podróży kosmicznych zbiegły ze złotym wiekiem w science fiction. "Moja mama uległa modzie i to ona właśnie zachęcała mnie do pisania. Była irlandzkiego pochodzenia i jak każdy Irlandczyk i kochała opowieści – ten dar przekazała mi. O sobie Sir Terry mówi, że jego życie można podsumować jednym zdaniem: Terry Pratchett, od narodzin do śmierci pisarza".

Pomimo wpływu matki, w szkole Terremu szło nie najlepiej, nie mógł się dogadać z dyrektorem. To było typowe dla lat 60-tych. Starsi udawali, że nie dostrzegają zmian. Czy Pratchett był „urodzonym buntownikiem”? "Nie", jak sam o sobie mówi, był "urodzonym marudą." Opuścił szkołę po skończeniu 17 lat, by stać się dziennikarzem w Bucks Free Press, co było doskonałą praktyką dla przyszłego pisarza. "Prawdziwego rzemiosła dziennikarskiego można się nauczyć w małej, lokalnej gazecie" mówi. W małej gazecie można dużo więcej zobaczyć, nauczyć się więcej, niż w dużym wydawnictwie. "Jeśli cokolwiek zrobisz źle, to wiesz, że czytelnicy wiedzą, gdzie mieszkasz. Oczami wyobraźni widziałem swoje martwe ciało już pierwszego dnia mojej pracy."

Po zdobyciu doświadczenia w małym wydawnictwie prasowym, Pratchett przeniósł się z do pracy w PR w Centralnym Zarządzie Wytwarzania Energii Elektrycznej, ale nigdy nie przestał pisać i czytać, a że jest samoukiem, który pożera wszystko, co stanie mu na drodze, wpadnie w oko i do ręki, w związku z tym ma trzy biblioteki w domu. "Jeśli rząd kiedykolwiek nałoży podatek na książki – będę w wielkich tarapatach”.
Wczesne powieści nie sprzedawały się dobrze, ale przełom nastąpił w połowie lat 80-tych, wraz z powstaniem „Kolor magii” – pierwszej książki z cyklu Świata Dysku.
Dzięki niej, powoli następował przełom i mógł zrezygnować z pracy zawodowej i zająć się pisarstwem.

Jak wpadł na ten pomysł? "Stało się", mówi. "Zaczęło się od radosnego podśmiewania się z fantasy. Ale kiedy „Kolor magii” wyprzedał się (w twardej oprawie) w pierwszym dniu, pomyślałem, że napiszę coś jeszcze." Sam przyznaje, że książki stawały się z każdym tomem lepsze. "To kwestia wieku, zdobytego doświadczenia i umiejętności przełożenia tego wszystkiego na tekst pisany." Stopniowo satyra na książki fantasy stała się satyrą na świat w ogóle – jak mówi Terry, osiągnął tym samym swój cel, by przestać być człowiekiem, który krzyczy w telewizji".

Pratchett uwielbia konwenty Świata Dysku, a zwłaszcza w wykonaniu nowego pokolenia czytelników. Lubi też fakt, że ma czytelników w każdym wieku. "Fantasy jest ponadczasowe. Można je zacząć czytać w przedszkolu i czytać aż do śmierci."

Co łączy czytelników Świata Dysku? "Są serendipitistami", mówi Pratchett, "to zbieracze ciekawych rzeczy, których nie spodziewasz się, że je zobaczysz, fuksiarze innymi słowy. Dotyczy to większości miłośników science fiction." Sir Terry mówi poza tym, że są również otwarci, i że to nie był przypadek, że pierwszy międzyrasowy pocałunek pokazany w telewizji, miał miejsce w Star Treku. "To pasuje do tego, czym jest science-fiction, w którym ludzie nie martwią się o to, kim jesteś, jaki masz kolor skóry lub kształt. Trudno czytać dużo fantastyki i być szowinistą zarazem".

Mimo choroby, Pratchett pisze jak zawsze, pokonując trudności: dyktuje do komputera, a następnie edytuje tekst. "Jestem w wieku, gdy wszyscy moi rówieśnicy zapominają gdzie zostawili swoje klucze do samochodu, a ja nadal zasuwam szczęśliwie" mówi.
Może należy do zapominalskich, może robi przerwy w wywiadzie, w poszukiwaniu odpowiedniego słowa, nazwy, ale kto tego nie robi?

Co do ludzi z Hollywood - "Hollywood jest zawsze zainteresowane", mówi, "ale jednocześnie jest wypełnione po brzegi ludźmi, którzy potrafią mówić jedynie „nie”, a w tym tłumie jest tylko jedna osoba, która może powiedzieć „tak”. Można umrzeć czekając na akceptację ze strony Hollywood."

Pratchett nie jest pochopny w podejmowaniu decyzji: mówi, że dwukrotnie wycofał się z transakcji. "Jeśli Świat Dysku miałby być sfilmowany, to musi to być mój Świat Dysku, a nie ich wizja," mówi. "W Hollywood wszystko uzależnione jest od kasy, a jedyne, czego chcę to to, żeby ta jedna osoba, od której zależą finanse, wykonała swoją pracę właściwie – I kiedyś ten dzień nastąpi. (Też mam taką nadzieję, tak wiem, nadzieja matka głupich, ale głupi ma zawsze szczęście i jeszcze zobaczę dobry film ze Świata Dysku, zrobiony przez kogoś ambitnego, rodem z Hollywood). „Dzięki Narrativii chroniącej moją twórczość, wiem, że film będzie wierny moim tekstom."

Pomimo całej tej rozmowy o ochronie dziedzictwa, Sir Terry jeszcze „nigdzie się nie wybiera”. "Będą musieli mnie zabić, zanim odejdę", śmieje się. Ale kiedy nadejdzie jego czas, przyjmie to ze stoickim spokojem, jak jego rodzice, którzy zawsze nalegali na traktowanie śmierci jako faktu, a nie jako tabu. "To nie jest chore, aby rozmawiać o śmierci," upiera się autor Świata Dysku. "Większość ludzi nie martwi się o śmierć, martwią się złą śmiercią”.

"Śmierć jednoczy ludzi," mówi. "Każdy umiera. Zrób to tak dobrze, jak tylko możesz, ale nie martw się na zapas, ponieważ nie masz na to wpływu." W Świecie Dysku, Śmierć jest atrakcyjny, sympatyczny, czasem komiczny, zupełnie inny od Kostuchy - i Pratchett nie widzi powodu, aby zmienić swój pogląd na niego tutaj, w Kulistym Świecie.

źródło
    

Zobacz powiązane książki: Autobiografia - A life in footnotes

Autor: Cudo Tyłeczek