Zobacz więcej z kategorii: inne

Co zrobił dla Ciebie Pratchett? - opowieść Białej

2013-11-03 17:29:11

\"Zlotowe



Kiedy przed Twoimi oczami pojawia się pytanie: „Co dla Ciebie zrobił Sir Terry” nie sposób przejść koło niego obojętnie.
Moja przygoda ze Światem Dysku zaczęła się tak dawno temu, że szkoda nawet o tym
wspominać. Dostałam od kumpla „Kolor Magii”. Pamiętam, że czytałam wtedy Sapkowskiego,Hobb i Norton. Znajomy ów uznał, że skoro lubię takie „dziwne klimaty”, to na pewno spodoba mi się i to.

Pamiętam jak dziś to pierwsze spotkanie z tą książką. Wydawała mi się co najmniej dziwna.
Szczególnie okładka działała jakoś... odstraszająco. Ale Jednak książka, jak to książka - człowiek spędzający swoje życie na nudzeniu się na lekcjach nie zagląda darowanej książce w intencje...
Pamiętam, że strasznie mnie zdenerwowało, że pierwsza część kończy się w najmniej spodziewanym momencie i nie ma opcji, żeby zdobyć drugą (prawdę powiedziawszy Blask Fantastyczny czytałam tylko raz i to nie mam pojęcia skąd bo moje panie z biblioteki twierdzą że nigdy nie miały takiej książki w swoich zbiorach).

Później na długi czas TP poszedł w odstawkę. W końcu jest tyle rożnych książek, że marnowanie czasu na jakieś takie, co to nie ma kolejnych części dostępnych, nie ma sensu. Były różne serie młodzieżowe, jakieś kryminały, w międzyczasie lektury, jakaś „światowa literatura”. Ze wstydem przyznam, że po kolejne części ŚD sięgnęłam ponieważ moja Bibliotekarka uznała, że książek z tej serii jest na tyle dużo, że przynajmniej przez chwile będzie miała mnie z głowy i nie będzie musiała wymyślać mi nowych autorów.

I tak mnie wciągnęło...

Czytałam każdą część, jaka wpadła mi w łapki (gdzieś w międzyczasie rozgrywało się „życie” – jacyś znajomi, jakaś matura, jakieś pogrzeby, bo ktoś po pijaku wsiadł w samochód...).
Oczywiście w międzyczasie były też inne książki i inni autorzy. Pewnego deszczowego lipca
postanowiłam sobie nadrobić czytelnicze zaległości, (po wyczerpującym semestrze studiów)uporządkować dla siebie (bo nijak mi się w głowie nie mieściło, żeby jakiegoś podziału książek kiedykolwiek szukać w Internecie) wszystkie elementy ŚD. Gdzieś mam jeszcze zakładkę do książki, w której popełniłam taki schemat. Potem czytałam jeszcze raz, seriami, żeby wiedzieć co z czego wynikało...

W końcu nie od dziś wiadomo, że za pierwszym razem książki Terrego śmieszą, czasem zastanawiają, a przy kolejnych czytaniach czasem zwrócimy uwagę na drobne szczegóły, jedno czy dwa zdania, które poruszą nami do głębi, dotkną skrywanego gdzieś głęboko kawałka duszy...

Dzięki temu chcemy Go coraz więcej i więcej...

Terry... Cóż, nigdy zapewne nie będę na tyle inteligentna i zdeterminowana, żeby dorównać komuś kto Napisał Książkę. A już na pewno nie serię książek. Taką Serię Książek. W związku z tym, sam autor jest dla mnie kimś... nieosiągalnym. Człowiek sobie zdaje sprawę, że istnieje fizyczny byt, zwany Autorem, ale jak odnieść się do bytu odległego na tyle, że nigdy się nie będzie miało z Nim styczności? Przecież znam Autora od najbardziej intymnej strony – dał mi do rąk kawałek swojej duszy i umysłu w swojej książce,. Po co szukać czegoś więcej?

Zdarzyło się tak, że w swoim życiu nie chciałam już niczego więcej i na nic więcej nie liczyłam. Znajomi się rozjechali, każdy zajął się swoim życiem. Ja miałam Książki i nikogo dookoła, kto by mógł te subtelne dowcipy, czy sytuacje docenić, zrozumieć kontekst...

Taki stan rzeczy mi odpowiadał, bo nie znałam innego.
Przeważnie byłam Inna – zamiast pójść coś rozwalić, wolałam poczytać, zamiast komuś, czy czemuś zrobić krzywdę, spędzałam czas żyjąc historią bohatera, którego autor właśnie wysłał w śmiertelną misję.
Przeważnie.

Później nastąpiły czynniki sprawiły, że zaczęłam szukać informacji o Sir Terrym przy pomocy Wujka Google. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy odkryłam, że właściwie każda czytająca osoba w tym kraju wie, że ktoś taki istnieje! Mało tego, ludzie ci nawet się spotykają, rozmawiają ze sobą o książkach, które przeczytali, o filmach, o muzyce, o tym jak trudno jest znaleźć czasem w zasięgu ręki (z Dowolnym Napojem) kogoś, kogo mielibyśmy na miejscu i moglibyśmy sobie porozmawiać na tematy wszelakie.

Znalazłam tą stronę. Znalazłam informację o tym, że w Krakowie odbywa się zlot połączony z urodzinami Forum.

To było dokładnie rok temu.

Pamiętam jak pytałam Grace, czy mogę zrobić prezentację (tak - nie ma to jak mieć poczucie humoru, nie znać nikogo i zaryzykować od razu; w końcu albo cie lubią albo nie, nie ma co się czaić). Pamiętam niedowierzanie mojej rodzicielki, kiedy zapowiedziałam, że jadę.
Sama. Do Krakowa. Do Krakowa, w którym byłam może z dwa razy i to tylko w ramach
zorganizowanych wycieczek szkolnych. Ten kto mnie przez ten rok zdążył poznać, wie jak się kończy próba powstrzymania mnie przed czymkolwiek, na co mam ochotę.

Rok temu...

Znalazłam lokal, poznałam pierwszych uczestników, zostałam zasymilowana przy milionie gier.
Spędziłam z Wami 14h i nie nudziłam się nawet przez 5 minut. Z obcymi ludźmi. Całkowicie. To było tak... Niezwykłe! Ludzie, którzy wiedzą o czym mówię! Ludzie, którzy cytują Pratchetta z pamięci! Ludzie, którzy pamiętają nawet jak miał na imię każdy Szczur z Maurycego, w różnych tłumaczeniach! Ba! Nie tylko czytają ŚD, ale też wiedzą o innych ludziach, którzy tworzą fantastykę. Mój wewnętrzny pesymizm powiedział wtedy, że wychodzi i jak skończę wreszcie z
tymi dowcipami i zmądrzeję to wróci.

Do tej pory pamiętam minę Kingi, która stwierdziła „no to teraz nas znasz, jesteśmy fajni, rozumiem, że zarejestrujesz się na forum, tak?” Z tymi oczami w stylu „a spróbuj tego nie zrobić to naślemy na ciebie Offlera i zobaczysz swoje jelita wraz z wątrobą, jeszcze przed skończeniem zdania”>>Przecież już miałam włączony Internet!<<”.

To było rok temu...

Parę dni później spotkałam Marka w Rzeszowie. To była (jak do tej pory) jedna z najdziwniejszych rzeczy, która zdarzyła mi się w życiu. Później wybraliśmy się na Spożywanie Napojów do Łodzi. I Wrocławia. Uzyskanie statusu Księżniczki Chaosu w zaledwie dwa miesiące od pierwszego posta (to chyba robienie tych warkoczyków tak dobrze wpłynęło na moją prośbę, co Corv?).

A później jakoś to poszło...

Otto i jego zdziwienie, że czemu się nie odzywam, skoro mam numer, Anima i pogaduchy wieczorne, Motopompa i jego muzyka, książka która nie była fantastyką, a dała powód do wymiany myśli, Breth dodająca radości na każdym kroku, Kinga, która jest zupełnie inna na żywo, niż na forum... Liczenie dni do kolejnego zlotu, poznanie Cudo, Sky’a, Yasia i Ekipy Rzeszowskiej, a także Patryka i naszej kochanej Gythy.

I przynajmniej raz w miesiącu poznawanie nowych Forumków na żywo. Czy to w sierpniu w Warszawie (Uuu! Uwielbiam Cie! Tak samo jak Monikę!), czy we wrześniu w Nawojowej, czy Zlotowo w październiku...

Być może, Droga Osobo która to czytasz, należysz do grona osób tak bardzo dla mnie ważnych. Być może jeszcze nie. Jeżeli chcesz – dołącz do nas. Zmieni to Twoje życie diametralnie.
Już nigdy nie będzie ono takie, jak do tej pory - gwarantuję Ci to. Jeżeli już należysz do osób zasymilowanych, wiesz, że jesteś dla mnie ważny.
Zdarzają się nam kłótnie i nieporozumienia, ale radzimy sobie z nimi.

Nie zdajecie sobie nawet sprawy, jak wielkie wewnętrzne szczęście mam, kiedy mogę się z Wami spotkać. 600km? Pestka! Byle by jeszcze raz poczuć się... tak jak być powinno - Najważniejszym Na Świecie.

Na Forum można odnaleźć swoją rodzinę, o której się nie miało pojęcia, dopóki po raz pierwszy nie poznało się bólu przepony rozrywanej ze śmiechu.

Ostatni rok, był tak niesamowity, że nie jestem w stanie tego opisać w paru słowach.
I wiecie czyja to zasługa? Sir Terrego Pratchetta (tego samego, który znalazł czas, żeby z nami porozmawiać w kwietniu na skype)!

Tak jak mówił Chris – dzięki Sir Terremu odnalazłam swoją rodzinę. Swoją. Własną. Będę jej bronić, każdym dostępnym mi sposobem. Ponieważ tak wyjątkowych ludzi na swojej drodze nie spotyka się zbyt wielu.

Jak ująć w słowa to wszechogarniające mnie poczucie wesołości i szczęścia, gdy widzę kapelusz Sky’a, słyszę śmiech Aiyanny czy obserwuję Gythę, jak próbuje ogarnąć ten... bałagan?

Dziękuję Ci, Sir Terry. Zapewne nigdy nie będę miała odwagi, by się do Ciebie odezwać, ale to co mnie otacza, co wywołuje uśmiech od ucha do ucha co rano, co pomaga na każdą sytuację dookoła to Twoje słowa i myśli. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam zrobić cokolwiek tak wspaniałego, co mogło by choć trochę posłużyć jako podziękowanie za to, co dla mnie zrobiłeś.

Dziękuję

I Wam też.

Że jesteście.

Zobacz powiązane książki: Kolor magii

Autor: Biała