Zobacz więcej z kategorii: recenzje

Para buch! - O Raising Steam słów kilka

2013-12-31 16:01:25

Trzydzieści lat to szmat czasu. To jedne z tych urodzin, które należy uczcić hucznie i z przytupem. Taką właśnie piękną rocznicę obchodzi Świat Dysku Terrego Pratchetta.
\"

Jako że Terry Pratchett nie lubi postępować standardowo, zamiast czekać na prezenty od swoich czytelników, których zapewne nie zabrakło, postanowił zabawić się w Wiedźmikołaja i sprezentować im nową książkę, w pewnym sensie przełomową dla Świata Dysku.

Raising Steam to czterdziesta książka z najsłynniejszej serii Terrego Pratchetta.
To powieść pod wieloma względami wyjątkowa.

Idąc śladami największych pisarzy fantasy, Terry po raz pierwszy, jeśli mnie pamięć nie myli, umieszcza w książce mapę, możemy podziwiać ją podczas rozwoju akcji, co pozwala nam dokładnie umiejscowić wydarzenia i poczuć magię podróży przez krainę fantasy. Uwielbiałem robić to podróżując z drużyną pierścienia Tolkiena i nie mniejszą radość sprawia mi poruszanie się palcem po mapie wszędzie tam, gdzie na Dysku dociera kolej. Nie jest to może mapa, z jaką wybraliby się w podróż miłośnicy złota i smoczych łusek, ale dla tych, którzy chcieliby dotrzeć na najbliższą stację kolejową jest w sam raz.

Do Ankh-Morpork wkracza nowa era. Nie ma co się oszukiwać – para zmienia wszystko. Ludzi ogarnia szał. Każdy chciałby spróbować, jak to jest usiąść za kotłem pełnym bulgoczącej wody, syczącym i wyrzucającym z siebie gryzący w oczy dym.

A wszystko to za sprawą młodego wynalazcy – Dicka Simnela. W przeciwieństwie
do swojego ojca, zamiłowania do maszyn parowych nie przypłacił on śmiercią, w tragicznym wypadku, w wyniku którego pośmiertne rozsypanie prochów na wietrze było stanowczo ułatwione. O nie! Simnel (pozwólcie, że nie będę używał jego imienia) był od swojego ojca stanowczo mądrzejszy. Wiedział, że bycie wynalazcą nie opiera się tylko na metodzie prób
i błędów. Dlatego każdą swoja porażkę analizował, czerpał też wiedzę ze starożytnych ksiąg, wyciągał wnioski, aż dotarł do końcowej stacji swojej pracy – stworzył pierwszą lokomotywę na świecie Dysku – Iron Girder.

Kiedy jego sen staje się rzeczywistością chłopak czuje, że powinien działać dalej, znaleźć zastosowanie dla swojej maszyny, najlepiej w służbie publicznej. Wie jednak, że do tego potrzebne są pieniądze. Bardzo duże pieniądze. Postanawia, więc znaleźć strategicznego inwestora, który pomoże przekształcić jego wynalazek w pierwszą kolej na Dysku.

W międzyczasie patrycjusz Ankh-Morpork, Vetinari, musi zająć stanowisko wobec nowości, mającej w zamyśle ma zrewolucjonizować cały handel i transport. Wiedząc, że nie może pozostać obojętny, postanawia umieścić w szeregach zarządzających koleją swojego cudotwórcę. Jak łatwo się domyślić (o tej pory rozwinął on już trzy upadające biznesy w mieście; poczta, bank i mennica), to niezawodny Moist von Lipwig. Po negocjacjach, nad którymi czuwa niezwykle cierpliwy i twardo stąpający po ziemi prawnik, kolej zaczyna przechodzić od etapu koncepcji, do sprawnie rozwijającego się biznesu. Biznesu, mającego zarówno wielu zwolenników, jak i napotykającego też na niezwykle zaciętych konserwatystów, chcących nie dopuścić do jego rozwoju.

Tu zaczyna się nasza historia, jak to u Pratchetta, zachwycająca niezwykle szybką akcją, obfitująca w zagadki kryminalne dla miłośników Straży Miejskiej, stawiająca wiernego sekretarza Lorda Vetinariego w zupełnie nowej sytuacji, pozwalająca mu odkryć nieznane wcześniej pasje i zamiłowania. W tle dodatkowo przypominamy sobie jedną z najwspanialszych historii Świata Dysku – Dolinę Koom. Taki miszmasz to doskonała rozrywka dla wszystkich miłośników twórczości Pratchetta.

Czterdziesta część opowieści pozwala nam dostrzec jak wielki rozwój przeżywa Dysk od Koloru Magii. Wciąż jest to satyra na rzeczywistość, pratchettowe podejście do tematu rewolucji przemysłowej, ale moim zdaniem nie tylko. Widzimy jak wielki rozwój przeżywa też świadomość ludzka. Wszystkie myślące gatunki na Dysku (nie wyłączając z tego również Goblinów, które w tej historii odgrywają ważną rolę) zaczynają być traktowane na równi. Znajdujemy więc trole, wykonujące zawód fryzjera czy prawnika oraz gobliny, będące specjalistami od sekarów. Świat Dysku ewidentnie rusza na przód z pełną parą.

To właśnie to, za co kochamy twórczość Pratchetta. Wykreowana postać młodego wynalazcy, całkowicie oddanego swojej pasji, w zestawieniu z wyrafinowanymi graczami na rynku jak Moist czy Harry Król, pozwalają widzieć, kto tak naprawdę pociąga za sznurki rozwoju nowoczesnych technologii. Czy jest to pewna uszczypliwość względem firm, które…hmmmm… powiedzmy… próbują wynaleźć lek na chorobę Alzheimera? Ocenicie sami.

Książkę czyta się lekko i przyjemnie, choć nie brakuje tutaj też dramatyzmu i zaskakujących zwrotów akcji. Przewijają się na jej łamach niezliczone zastępy postaci, które znamy z poprzednich pozycji w serii. Jest to ewidentne puszczenie oczka przez Terrego w stronę czytelników, wyczekujących właśnie takich smaczków w rocznicowej pozycji.
Mnie nie pozostaje nic innego jak tylko polecenie wam tej pozycji i cierpliwe wyczekiwanie na kolejne z cyklu.

Zobacz powiązane książki: Raising Steam

Autor: Marek Sobczak