Ostatnio na forum

świat dysku

Pogodynka


Zobacz więcej z kategorii: świad dysku

Kobiety Pratchetta: smocza dama, urokliwy wilkołak i kobiecy krasnolud

2014-04-26 19:09:34

Jestem wielkim miłośnikiem książek z serii o Straży Miejskiej Ankh-Morpork. Darzę je sympatią niemal tak silną, jak cykl o wiedźmach z Lancre. Vimes jest niesamowitym bohaterem. Kimś kto był złamanym przez życie człowiekiem, sięgającym dna, a mimo wszystko znalazł w sobie siły, by krok po kroku wyjść na prostą, jednocześnie nie zmieniając swojego charakterystycznego, cynicznego podejścia do życia.
Cały cykl z resztą jest napakowany całą masą dziwacznych i niezapomnianych bohaterów, takich jak Nobby Nobbs, który jest po prostu zlepkiem różnych charakterów, ubitych w papkę, wypełniającą śmierdzącą kamizelkę, Fred Colon potrafiący odnaleźć się w każdej sytuacji dzięki swojej ulicznej inteligencji, czy absolutnie uroczy Marchewa, który jest tak cholernie niezaprzeczalnie DOBRY, że nawet drozdy śpiewają kiedy idzie ulicą. Mamy tu również jedne z najlepszych występów Vetinariego i jednocześnie najdoskonalsze opowieści, skupione wokół niezwykłego miasta Ankh-Morpork, wplecione w interesującą fabułę, opartą głównie na policyjnych procedurach lub zagadkowych morderstwach. Wszystko razem stanowi doskonałą mieszankę.
Ale co z kobietami?
Straż! Straż!, pierwsza pozycja z cyklu o Straży Miejskiej, dość pobieżnie traktuje zagadnienie kobiecych bohaterów. Najważniejszą damą w całej historii jest Sybil Ramkin, ekspertka od smoków, którą uwielbiam, jawiąca się jako fascynująca, w pełni spełniona i kompletna kobieta (pomimo rozlicznych zabiegów narratora, próbującego wmówić nam, że jednak jest inaczej).
Za każdym razem, kiedy pojawia się, musi przebrnąć przez morze dowcipów o jej nadwadze, o tym, że należy do arystokracji lub o tym, że jest starą panną. A czasami przez wszystkie trzy rodzaje dowcipów na raz. Niejednokrotnie jest opisywana jako ktoś o potworny, nieludzki, nawet w scenach opowiedzianych z punktu widzenia mężczyzny, którego poślubi w późniejszych książkach.

Za każdym razem, gdy Sybil otwiera usta, udowadnia, że jest niesamowita (bez skojarzeń!). Nie tylko jest elegancka i ma bzika na punkcie smoków to jest w dodatku inteligentna, odważna, zabawna, rozkoszna, hojna i jest po prostu dobrym człowiekiem. Mam mieszane uczucia co do finałowej sceny, w której Vimes kapituluje przed jej romantycznymi oczekiwaniami. Z jednej strony jest ona świetnie i sprytnie napisana a z drugiej mało przekonująca, kiedy po wszystkich opisach Sybil jako uperfumowanej maszyny oblężniczej, Vimes jest zafascynowany jej urodą. Ich związek przemienia się jednak w jeden z moich ulubionych, więc wybaczam Pratchettowi ten trudny początek.
Reszta kobiet w Straż! Straż! Jest w dużej mierze niewidoczna. Narrator opowiada nam o matce Marchewy, jego dawnej dziewczynie Blaszce oraz o jego niewinnej przyjaźni z Panią Palm, posiadającą wiele „niezamężnych córek”. Jest również wspomniana Pani Colon, jednak nie poznajemy jej osobiście.
Cała akcja skupia się na mężczyźnie, który przy pomocy innych mężczyzn, próbuje przyzwać smoka i ukrócić panowanie Patrycjusza, by przywrócić na tron króla. Mamy do czynienia z prawdziwym festiwalem kiełbasek. Jednak na usprawiedliwienie Pratchetta, jest to jedna z początkowych książek, kiedy to nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że kobiety mogą odgrywać inne role niż obiekt seksualny, zabawny-bo-nie-seksualny obiekt czy czarownica.
Najbardziej interesującą kwestią, powiązaną z płcią w Straż! Straż! jest zagadnienie płci krasnoludów. W pierwszych latach serii Świata Dysku otrzymujemy wiele żartów na temat krasnoludów, tego, że widzimy tylko mężczyzn z ich gatunku. Wszystko to wydaje się być niezwykle rozciągniętą wersją dowcipu o kobiecie z brodą, jednak Prarchettowi należy się szacunek za
a) zauważenie jak często w fantasy pojawiają się całe magiczne gatunki składające się w 100% z mężczyzn oraz
b) za przeniesienie tego dowcipu na kolejny poziom, poprzez pokazanie relacji na poziomie kobiecości i norm seksualnych.
Niestety żaden z nich nie pojawia się w tej książce. Jest tu oczywiście niestosowny związek Marchewy z Blaszką (niestosowny dlatego, że on jest człowiekiem adoptowanym przez krasnoludy, w dodatku ponad dwukrotnie większym od niej), jednak Pratchett na tym etapie Świata Dysku wydaje się nie do końca jeszcze znać wszystkie zasady, jakim rządzi się niedostrzegające płci społeczeństwo krasnoludów.
Mówiąc o domysłach, kwestia płci krasnoludów znajduje również ironiczne odzwierciedlenie w finałowym zwrocie akcji, kiedy smok prześladujący miasto okazuje się być smoczycą. Warto też zauważyć, że smoczyca otrzymuje swoją dawkę żartów o swojej tuszy. Pratchett nie odpuszcza nikomu, szczególnie kobietom. Płeć nie przeszkadza również smoczycy w byciu prawdziwym potworem, niszczącym życie i mienie ludzi (wszak to jej natura). Kiedy tylko dowiadujemy się prawdy o jej płci i rozumiemy, że Errol, mały bagienny smok, nie tyle walczy z nią, ale walczy o jej względy, robimy słodkie ooooooooch! i zapominamy o jej zbrodniach a następnie cieszymy się humorem wynikającym z różnicy wielkości. To wygodne rozwiązanie dla Errola, który w końcu dostaje szczęśliwy związek ze swoją dziewczyną ludobójczynią, ale sam sposób dobierania par w związkach przez Pratchetta, jest niepokojąco schematyczny.
Zbrojni, druga książka w cyklu o Straży Miejskiej, jest warta uwagi w kontekście kobiet, ze względu na wprowadzenie intrygującej dziewczyny wilkołaka – Angui.
Założenie Zbrojnych (abstrahując od fabuły, łączącej sprytnie opowieść o zabójcach, klaunach, dżentelmenach i patrycjuszu) opiera się na dwóch istotnych zmianach. Po pierwsze Vimes ustępuje ze stanowiska komendanta Straży by poślubić Sybil i stać się diukiem Ankh. Po drugie Lord Vetinari wprowadza szereg innowacji w statucie Straży, wymagając większej różnorodności gatunkowej w jej szeregach. W Straży pojawia się więc troll, krasnolud a także… kobieta(!). Fakt bycia kobietą jest jednak zasłoną dymną. Prawdziwym powodem przyjęcia do Straży Miejskiej jest fakt, że jest wilkołakiem.
Choć zapewne początkowo Pratchett, poprzez umieszczenie w Straży przedstawicieli innych gatunków zapewne szukał punktu wyjściowego dla żartów na tle etnicznym (tak w dobrym guście śmieszą i są dozwolone, jeśli tylko umiesz znaleźć granicę), to jak wszyscy dobrze wiemy, w przyszłych książkach, różnorodność ta stała się istotnym elementem fabuły, rozwijając się w przyjaźń pomiędzy Detrytusem (trollem) i Cudo (krasnoludem) a nawet w miłość, jak miało to miejsce w przypadku Marchewy i Anguy.
Na przestrzeni fabuły Zbrojnych Angua traktowana dość nierównomiernie, co może być zaskakujące u Pratchetta, który jasno lubi określać charakter swoich postaci. Najwyraźniej wciąż był na etapie ustalania, jak istotna będzie jej rola w przyszłych książkach i jak będzie rozwijać się jej historia. Dlatego pewnie też znajdujemy tak wiele treści skupiającej się, nie na jej wilczej naturze, ale na tym jak jest piękna w swojej ludzkiej postaci. Wyraźnie rzuca się w oczy jak obrazowo Pratchett opisuje jej urodę (w szczególności jak niezwykłe są fale jej blond włosów). Jako facet nie mam z tym najmniejszych problemów, jednak obiektywnie rzecz biorąc, po opisie wilkołaka, można by się spodziewać więcej dzikości i praktyczności niż (godnej miss Świata Dysku) urody. Skoro ma być praktycznym Strażnikiem profesjonalistą to czemu do cholery nie zwiąże tych włosów! Często też w opisach widzimy ją (oczami wyobraźni) nago. Jasna sprawa, że jest to część bycia wilkołakiem, jednak w przypadku Pratchettowych opisów Anguy, staje się głównie punktem wyjściowym do żartów sytuacyjnych, zamiast koniecznością, wynikającą z natury wilkołaka.

Jej punkt widzenia nie pojawia się w książce aż do późnego etapu narracji. Na początku jest jedynie częścią tłumu i (co jest zaskakujące) rozwija się w dziwny sposób, od postaci bystrzejszej od wszystkich dookoła (na przykład łapiącej dowcip, którego nikt inny nie zauważył) do osoby, której trzeba tłumaczyć nawet proste zagadnienia. Jej osobowość zmienia się dla potrzeb narracji. Jednak kiedy w końcu krystalizuje się, kiedy uczymy się jak funkcjonuje jako wilkołak, poznajemy jej przemyślenia na temat Marchewy, jej postać zaczyna być taką, jaką ją obecnie znamy i uwielbiamy. Jest przebiegła i sprytna, a jej słabości wynikające z bycia wilkołakiem są równoważone przez chęć stania na straży sprawiedliwości. Jest naprawdę niezwykłą postacią, która dość długo musiała czekać na pełen rozwój.
Ważnym elementem wpływającym na jej charakter jest związek z Marchewą. Ich romans jest poprowadzony bardzo zgrabnie, pokazany jako spotkanie dwóch równych sobie, ale całkowicie rożnych, nie pasujących do siebie bohaterów. Bardziej praktyczny związek niż romantyczna opera mydlana. Nie kończy się naiwnym „i żyli długo i szczęśliwie”.

Trochę rozczarowujące jest wycofanie się Sybil do całkowitego tła opowieści. Bez smoków na głównym planie, jej rola ograniczyła się do bycia panną młodą i żoną arystokraty, prowadzącą zagubionego w nowej sytuacji męża na salony. W większości scen widzimy ją jako żonę z daleka dbającą o powodzenie męża.
Kiedy nadchodzi Na glinianych nogach, trzecia książka z serii o Straży Miejskiej, Sybil znika niemal całkowicie. Tak jak Pani Colon jest niewidzialną żoną, wspominaną gdy wymaga tego historia. Mamy za to rozwój relacji Angua – Marchewa i długo wyczekiwane zagadnienie płci krasnoludów.
Na glinianych nogach jest świetną książką, o znacznie lepszej i głębszej fabule niż dwie poprzednie; świetna opowieść o policyjnej rutynie, koncentrująca się na zamachach na Lorda Vetinariego i tajemniczym społeczeństwie golemów w Ankh-Morpork. Wszystko to, co poszło dobrze w Straż! Straż! i Zbrojnych zostało dopieszczone i odświeżone w Na glinianych nogach tak, że osiąga niemalże perfekcję.
Pozostawiający niedosyt profil Anguy w Zbrojnych zostaje tutaj znacznie bardziej rozwinięty i poszerzony. Dowiadujemy się kim jest i z jakich kręgów społecznych się wywodzi, jednak Pratchett podaje te informacje na tyle subtelnie, że nie rozpraszają nas one od głównego wątku fabularnego. Jej podstawowym zmartwieniem, na kartach tej powieści, staje się obawa o jej związek z Marchewą, który w jej mniemaniu nie ma żadnej przyszłości. Podejmuje decyzję o tym, że musi go zakończyć zanim stanie się to zbyt trudne. Jednak nie potrafi tego zrobić. Nie dość, że kocha go jako kobieta, to dodatkowo jest lojalna wobec niego jako jego policyjny pies i partner.
Na glinianych nogach przedstawia nam postać Cudo Tyłeczka. Zostaje ona przedstawiona jako krasnolud mężczyzna. Jednak jak Angua (dzięki swoim wilczym wyostrzonym zmysłom) szybko odkrywa, że jest ona kobietą, dając początek jednemu z ciekawszych wątków pobocznych.
Cudo jest Alchemikiem, zatrudnionym przez Vimesa jako jego specjalista od kryminologii. Kiedy po raz pierwszy ją spotykamy jest bardzo nieszczęśliwa. Nie potrafi odnaleźć się w tradycyjnej krasnoludzkiej kulturze, czując, że nie jest w stanie podołać postawionym przed nią wymaganiom. Jest wyobcowana ze względu na różnicę poglądów jej i większości krasnoludów na rolę kobiety krasnoluda w obecnym społeczeństwie.
Krasnoludzkie kobiety są równe krasnoludzkim mężczyznom, ale tylko dlatego, że wyglądają i zachowują się tak jak mężczyźni. Nie lepiej sytuacja ma się w Straży Miejskiej. Możesz być strażnikiem pod warunkiem, że zachowujesz się jak strażnik.

Dzięki pomocy Angui, Cudo rozpoczyna proces ujawnienia światu swojej płci. Eksperymentuje z tym jak może wyeksponować swoją kobiecość, pomimo noszenia zbroi i bądź co bądź krasnoludzko długiej brody. Pratchettowi daje to wiele okazji do pokazania całej serii scen świetnego humoru sytuacyjnego. Szczególnie widoczny jest w próbach zaakceptowania przez jej kolegów z posterunku jej biżuterii, makijażu i noszenia przez nią spódniczki. Zmienia też (po wielu wahaniach i trudnych wyborach) swoje imię na bardziej kobiece – Cheri. Jest jedna szczególnie zapadająca w pamięć i ujmująca scena, w której krasnoludka po raz pierwszy staje w nowym wizerunku przed grupą krasnoludów pracujących w Straży. Większość z nich jest zniesmaczona i nie ukrywa swojego niezadowolenia, jednak jeden z nich pozostaje po zakończonym spotkaniu, tylko po to, by móc spróbować jak to jest pomalować usta szminką. Ponieważ oczywiście Cheri nie jest jedyną kobietą-krasnoludem w szeregach Straży Miejskiej.
Przez jej postawę i przecieranie szlaków, daje szansę i przykład innym krasnoludzkim kobietom, które mogą od tej pory zamanifestować swoją kobiecość, jeśli tylko mają na to ochotę.
Cheri nigdy jednak nie brała nawet pod uwagę możliwości zgolenia swojej brody. W końcu to… jej broda. Chce być kobieca, ale na swoich własnych warunkach a nie na tych skopiowanych od kobiet innych gatunków.
W Na glinianych nogach Pratchett rozprawia się również ze stereotypem słabej kobiety. Tu od razu przychodzi na myśl scena w pubie, gdy Angua zostaje wzięta jako zakładniczka. Pub jest pełen jej kolegów z pracy, którzy zamiast interweniować spokojnie przyglądają się całej sytuacji, wiedząc jak dobrze potrafi sobie sama dać radę. Nawet Marchewa, który ją kocha, przypomina cicho żeby nikogo nie zabiła. To urocze, że Marchewa nauczył się przy niej ustępować czasem swojemu staroświeckiemu systemowi wartości.
Przez pierwsze trzy książki z cyklu o Straży Miejskiej Terry Przedstawia nam trzy bardzo kompleksowe i całkowicie różne bohaterki. Całkiem dobry wynik jak na serię opowiadającą o profesji zdominowanej przez mężczyzn. Żadna z nich nie jest o kobietach, jednak to kobiety właśnie mają w nich najwięcej do powiedzenia.
I bardzo dobrze!

Zobacz powiązane książki: Straż! Straż!, Zbrojni, Na glinianych nogach

Autor: Marek Sobczak