Zobacz więcej z kategorii: recenzje

Długi Mars - recenzja

2014-08-27 12:07:07

Po Długiej Ziemi i Długiej Wojnie w moje ręce trafiła najnowsza część Pratchettowej podróży przez niezliczone iteracje Ziemi Podstawowej – Długi Mars.



Poprzednie dwie części spotkały się z bardzo różnymi reakcjami fanów. Zaciekli ekstremiści Dyskowi krytykowali je i uważali za coś wymuszonego i napisanego bez tego samego polotu jak seria z Ankh-Morpork i okolic. Miłośnicy Pratchetta, znający jego poprzednie dzieła science fiction, z niecierpliwością wyczekiwali kolejnej części, zachwycając się wizją przekraczania pomiędzy równoległymi światami w towarzystwie sztucznej inteligencji rodem z Tybetu i ponętnej, niezależnej, pełnej tajemnic towarzyszki, a’la River Song z uniwersum Doctora Who.
Nie zaliczam się ani do jednych ani drugich, jednak przez poprzednie dwie części przedarłem się z przyjemnym poczuciem, że chciałbym wiedzieć co było dalej. I doczekałem się.
Długi Mars zaczyna się kilkanaście lat po wybuchu w Yellowstone. Wybuchu, który na zawsze zmienił Ziemię Podstawową. Zachwiania w ekosystemie jakie wywołał są tragiczne w skutkach. Niebo zasnute pyłem i toksycznymi wyziewami z super wulkanu zmieniło klimat na całej północnej półkuli.
Upadek rolnictwa i skrajnie trudne warunki do życia, dały początek kolejnej fali migracji na Długą Ziemię, na skalę porównywalną z Dniem Przekroczenia. Nic już nie jest takie samo. Nawet wszechmocny Lobsang był bezsilny wobec sił natury.
Pomimo przeskoku czasowego, dzięki wspomnieniom Joshuy Valiente udaje nam się poznać wydarzenia z pierwszych dni po katastrofie. Rozpaczliwe próby walki z żywiołem i heroiczną akcję ratunkową.
Przygoda jednak znów upomina się o swoich ulubionych bohaterów.
Lobsang i Valiente odkrywają, że być może homo sapiens nie jest ostatnim ogniwem ewolucji. Kolejna wyprawa przekraczających sterowców wyrusza z zamiarem pokonania rekordu przekroczonych iteracji Ziemi podstawowej. To co odkryją głęboko w Długiej Ziemi zaskoczy niejednego.
Największą jednak z dotychczasowych podróży odbywa Sally. W towarzystwie swojego ojca – twórcy technologii krokera, wyrusza w dziewiczą podróż na Marsa. A przynajmniej na jedną z jego wersji. Czy taki wyczyn ma szansę na powodzenie? Czy na Marsie istnieje życie? I czy da się zasadzić tam ziemniaki? Wszystkie potrzebne odpowiedzi odnajdziecie na kartach powieści.
Nie chcę zdradzać wam za dużo fabuły, bo warto byście poznali ją sami. Uwierzcie warto!
Jedno o czym mogę was zapewnić, to zdecydowanie więcej Pratchetta w tej części. Jeśli w Długiej Wojnie dawało się wyczuć wiodące pióro Baxtera, to tutaj Mistrz przejmuje główną rolę. Nie sposób nie wyczuć tego w dużo większej dawce humoru i sposobie prowadzenia opowieści. I w dialogach tak ciętych jak najlepsze konwersacje w gabinecie Vetinariego.
Książkę czyta się z zapartym tchem i tym przyjemnym poczuciem niechęci odłożenia jej przed skończeniem „jeszcze jednego rozdziału”.
Przygoda w Długiej Ziemi nie ma sobie równych. Mamy tu doskonałą akcję, świetne nowe postacie, odświeżone ukazanie znanych bohaterów i nieskończone możliwości. Pozycja godna polecenia i obowiązkowa nie tylko dla fanów Terrego Pratchetta i Świata Dysku.
Polecam.

Zobacz powiązane książki: Długa Ziemia, Długa Wojna, Długi Mars

Autor: Marek Sobczak