świat dysku

Pogodynka


Nie dotykać!


przycisk końca świata

Zobacz więcej z kategorii: recenzje

Intelektualiści i kucharki czyli Niewidoczni Akademicy

2010-08-01 14:22:59

niewidoczni akademicy - okładka
William Szekspir miał ponoć powiedzieć o swoich dziełach, że ich przeznaczeniem jest podobać się „intelektualiście i kucharce”. Innymi słowy, nieść uciechę gawiedzi oraz zadumę elicie — a kto miał przyjemność zasmakowania lektury chociażby Hamleta, ten wie, że wybitny dramaturg nie rzucał słów na wiatr.

Nieprzypadkowo, i to z kilku względów, wybrałem ową anegdotę na motyw przewodni niniejszej recenzji. Terry Pratchett znany jest ze swojego zamiłowania do wybitnego rodaka — jako zręczny parodysta posłużył się już motywami z Makbeta czy Snu nocy letniej w swoich dyskowych opowieściach o czarownicach z Lancre. Tym razem pisarz wziął pod swoje niezwykle czujne oko najbardziej chyba znany dramat wiktoriańskiego geniusza — Romea i Julię — po czym, z typowym dla siebie humorem, obsadził ich w roli kibiców przeciwnych drużyn piłkarskich. Fabuła Niewidocznych Akademików kręci się bowiem (sic!) wokół futbolu oraz całej fascynującej otoczki, która związana jest z tą, pozornie prostą, grą.

Podobnie prostym, jak zasady piłki kopanej (której, przyznaję, nigdy nie byłem fanem), byłoby zamknięcie najnowszej książki brytyjskiego humorysty w tym banalnym stwierdzeniu, iż ostatnia (do tej pory, na szczęście) powieść ze Świata Dysku opowiada o zorganizowaniu meczu piłkarskiego pomiędzy drużyną wiecznie skłóconych magów a hordą ulicznych zabijaków, jak niestety sugeruje obwoluta książki. Nie jest to też wyłącznie, zapewne ku rozczarowaniu badaczy Szekspira, głęboka analiza Romea i Julii w krzywym zwierciadle parodii. Niewidoczni Akademicy to bowiem, ośmielę się wysnuć tezę, najbardziej złożona powieść, jaka do tej pory wyszła spod ręki Pratchetta.

Cóż więc mamy za dania główne w uczcie serwowanej przez Mistrza? Owszem, wątki pierwszoplanowe to organizacja meczu piłki nożnej według starożytnych, uświęconych tradycji — co, ku rozczarowaniu zagorzałych kibiców, oznacza rozgrywkę, w której obowiązują inne zasady, niż wbicie noża przeciwnikowi w oko… w najlepszym wypadku. Nadrektor Ridcully musi stworzyć piłkarską drużynę — i wygrać — w przeciwnym razie jego koledzy z bezdennymi żołądkami będą zmuszeni przejść na dietę. Innymi słowy, nad Niewidocznym Uniwersytetem zawisło widmo zagłady. Szczęśliwie ma do dyspozycji najlepszego bramkarza świata (uuk!), równie sprawnego biegacza (ach, czemu tak długo musieliśmy czekać na powrót Rincewinda?) oraz świeży nabytek z Genoi — maga o wdzięcznym (wcale nie znaczącym!) imieniu Macarona. Jego drużynę uświetniłby młody chłopak o imieniu Trev, syn legendy ulicznej piłki — ten jednak ani myśli brać udziału w tej rozgrywce. Gra, w którą zagrałby jednak znacznie chętniej, obraca się wokół pięknej niczym oszlifowany diament młodej służącej — Juliet.

Jeżeli w powieści pojawia się postać o tym imieniu, zwłaszcza uwikłana w romans, to nie ma szans, by nie powiązać tego z dramatem Szekspira - przypomnijcie sobie chociaż Rok 1984 Orwella — i rzeczywiście, aluzja do słynnego dzieła staje się aż zanadto oczywista, gdy obserwujemy zażartą waśń między kibicami z ulicy Przyćmionej a tymi z Sióstr Dolly — odzianych w szaliki klubowe Montekich i Capulettich (to z oryginału, pamiętacie?) dyskowego świata. Co jednak bardziej interesujące, romans między (delikatnie rzecz ujmując) niezbyt rozgarniętą Juliet a dość leniwym Trevem bardzo szybko ustępuje w cień wobec innej relacji — tajemniczego pana Nutta, goblina (przynajmniej początkowo) oraz Glendy, szefowej nocnej kuchni Uniwersytetu.

Siła pratchettowego humoru tkwi między innymi w parodiowaniu mitów oraz obalaniu stereotypów. Nie mogę być w stu procentach pewien, lecz śmiało mogę założyć, że jeśli Mistrz oglądał pierwszą część Shreka, bawił się przy tym doskonale — na pewno w momentach, gdzie potwór okazuje się bardziej szlachetny od księcia z bajki. I w Niewidocznych Akademikach bowiem pojawia się ów bajkowy potwór — goblin, ork — który okazuje się być znacznie bardziej cywilizowany i… cóż… ludzki, niż odziani w różową skórę przedstawiciele naszego gatunku. Spora część fabuły powieści koncentruje się wokół nieszczęsnego Nutta, wybitnego intelektualisty o powierzchowności potwora oraz jego próbach zdobycia wartości w świecie, gdzie powtarzane w kółko stereotypy są wszystkim. Mieliśmy już u Pratchetta podobne wątki, przewijające się przez cały cykl Świata Dysku — wystarczy wspomnieć trolle, golemy czy, z drugiej strony (jako książęta z bajki) elfy. Nie pierwszy raz pisarz przekazuje swojemu czytelnikowi gorzką prawdę o człowieczeństwie, którą można ubrać w wyświechtany frazes „pozory mylą”.

Dla mnie osobiście, to, czego (jako pisarz amator) najbardziej zazdroszczę Pratchettowi, to umiejętność kreowania postaci. W Niewidocznych Akademikach nie znajdzie się miejsca na papierowe, nędzne role. Nutt jest zniszczoną przez swoje pochodzenie istotą, próbującą walczyć ze światem za pomocą uprzejmości i inteligencji. Budzi w ludziach lęk, jednakże sam najlepiej zdaje sobie sprawę z własnych możliwości… i słabości. Glenda to klasyczna, zaczytana w tanich romansidłach kura domowa, która miota się między obowiązkiem, marzeniami a kruchymi kajdanami zasad, które ma wielką ochotę zerwać. Trev początkowo wydaje się łapserdakiem i leniem — jest jednak tylko nieszczęśliwą duszą, która miała pecha trafić w nieodpowiednie towarzystwo. Jednym z najpiękniejszych momentów książki jest scena, w której Verity Pushpram nieświadomie objaśnia Glendzie znaczenie metafory „wiadra krabów”; nie chcąc psuć przyjemności czytelnikowi okryję to zasłoną milczenia. Nieco blado wypada przy nich Juliet, choć i takie zapewne było założenie autora — tu wielkie uznanie dla znakomitego tłumacza, Piotra W. Cholewy, bez którego Świat Dysku zapewne nie byłby tak urokliwy — za perfekcyjne oddanie młodzieżowego stylu, którym posługuje się powieściowa piękność.

Intelektualiści i kucharki. Nieprzypadkowe zapewne to zestawienie łączy Pratchett, obracając znaczącą część fabuły wokół Nutta i Glendy, jednakże, co nie powinno dziwić, jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Czas wreszcie przejść do najważniejszej zalety cyklu — do „smaczków”, którymi raczy nas pisarz, zabierając nas w podróż przez płaski świat na żółwim grzbiecie. Jak wspomniałem, jest to wyjątkowo złożona powieść, nie brak więc satyrycznych szpilek, wbijanych nie tylko w największe przywary ludzkiego społeczeństwa, ale i w nas samych.

Dostaje się więc między innymi światowi mody, choć przede wszystkim snobistycznej otoczce, która owe środowisko przenika i napędza. Pod przykrywką wielkiej wytworności kryje się dekadencja, zblazowanie i brud. Obrzydliwość w srebrzystym wydaniu, co cudownie wręcz oddaje nazwa najpopularniejszego salony mody dla krasnoludów. Dostaje się również snobistycznym (osobiście preferuję przydawkę „bufońskim”) oraz plotkarskim magazynom dla „wyższych sfer” („pana ulubiona łyżka?”, jak cudownie kojarzy się z wywiadami w prasie kolorowej…). W Niewidocznych Akademikach jest to rozegrane po mistrzowsku, zwłaszcza, że w gruncie rzeczy nie da się nie lubić modysty Pepe i nabuzowanej najniższych lotów erotyzmem madame.

Swoją szpilkę otrzymują również intelektualiści, nie potrafiący się obyć bez stosowania wielosylabowych, niezrozumiałych dla przeciętnego śmiertelnika słów oraz obszernych cytatów z dzieł, których nikt nie czyta. Większość przemówień Nutta (bądź co bądź, najciekawszej postaci w powieści) to cytaty z traktatów filozofów, oczywiście brzmiących z niemiecka (ciekawostką jest fakt, iż do niedawna uważano, iż bez znajomości tego języka nie można szukać kontaktów ze współczesną filozofią — Niemcy rzeczywiście byli na początku zeszłego stulecia niezwyciężeni w tej, na szczęście tylko w tej, dziedzinie). Wyraźnie czuć tu sarkazm Pratchetta, bijący w stronę współczesnej elity, która bez odpowiedniego cytatu bądź autorytetu nie jest w stanie poprowadzić rozmowy. Posłuchajcie kiedyś podobnych wywodów wśród „elit”, skojarzenie z Nuttem pojawi się automatycznie.

No i w końcu dostaje się kibicom. Temat fascynacji rytuałem piłki nożnej oraz porównywaniem jej do wojny to studnia bez dna. Jeśli ktoś nie wierzy bądź bagatelizuje owe związki, niech spróbuje w mieście, które kibicuje wrogiej waszemu miejscu zamieszkania drużynie zakrzyknąć jakieś rodzinne, piłkarskie hasło (pochodzę ze Szczecina, czy czytając to, jakiś mieszkaniec Poznania nie mruczy teraz pod nosem „j…y śledź”? Czytelników Pratchetta bym o to nie posądzał, niestety, świat nie składa się wyłącznie z nich samych…). tu Pratchett wzbija się na wyżyny swojego talentu. Tłum jako bestia, jako wyjący, żądny krwi motłoch, jako jedność złożona z wielości… Czyż nie to obserwować możemy na współczesnych nam stadionach? Futbol jako rytuał od dawna budzi żywe zainteresowanie socjologów, a esencję opisu zjawiska, moim zdaniem, znajdziemy w najnowszej powieści Pratchetta.

Archeolodzy powiadają, że im głębiej się kopie, tym bardziej prymitywna jest kultura, którą się znajduje. Odwracając owe zdanie, możemy powiedzieć, iż kultury z latami stają się coraz bardziej złożone. Można się zgadzać ze współczesnym ewolucjonizmem kultury bądź nie, jednakże w stosunku do powieści Pratchetta, nie sposób nie zauważyć bogactwa, w które obrósł Świat Dysku. Pisarz wykorzystuje chętnie swój własny dorobek, umieszczając co chwila postacie lub miejsca, które gorliwy czytelnik zdążył już poznać w poprzednich dziełach. Przez karty Niewidocznych Akademików przewijają się więc takie postaci jak pastor Oats, doktor Lawn czy krasnoludzi król Rhys. Ankh-Morpork jest już na tyle dokładnie „skonstruowanym” miastem, że bohaterowie poruszają się szlakami, które uważny czytelnik już dawno zdążył poznać. Ta żyjąca tkanka powieści jest bez wątpienia jednym z jaśniejszych klejnotów w koronie Świata Dysku.

Jest jeszcze jedna rzecz, bez której nie zakończyłbym owej recenzji. Książki Pratchetta, podobnie jak dzieła Szekspira (choć mam niejasne wrażenie iż obaj artyści obraziliby się za takie porównanie, zapewne z różnych powodów) nadają się „i dla intelektualisty, i dla kucharki”. Innymi słowy, bawić się przy nich można zwyczajnie, śledząc zabawne perypetie głównych bohaterów i inteligentne gagi, można jednak spróbować sięgnąć głębiej, pod podszewkę komedii. Świat, który wtedy ujrzymy, będzie niesamowitym i niepowtarzalnym zjawiskiem głębokiej i twórczej refleksji nad najdziwniejszą istotą na ziemi, którą jest człowiek.

Autor: Terry Pratchett
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka/ Prószyński Media
ISBN: 978-83-7648-377-1
Liczba stron: 488
Wymiary: 142 x 202 mm
Okładka: Miękka

Merlin.pl

Zobacz powiązane książki: Niewidoczni Akademicy

Autor: Aesthir