świat dysku

Pogodynka




Zobacz więcej z kategorii: otoczenie świata dysku

Wspomnienia z Memoriału. Część II

2016-04-17 10:32:55

Tu znajduje się Część I, oraz Nowinki.

Po cudownej porcji anegdot od Roba, kiedy wszyscy już śmiali się przez łzy przyszła pora na wydawcę z Transworld PublishersTerry’ego, czyli Larry’ego Finlaya.

Jako wydawca był dobrze przygotowany z liczb. Przypomniał, że Terry był autorem, którego książki były najczęściej wykradane ze sklepów, oraz, że sprzedawane w ponad 80 milionach egzemplarzy na świecie w ponad 30 językach. Ale statystyki to tylko zarys. Larry podkreślał, jak bardzo ciężko Terry pracował. Nie tylko pisał codziennie, ale dwa razy do roku (za czasów sprzed choroby) jechał na nawet dwumiesięczne turnee podpisując książki przez nawet 6 do 8 godzin dziennie. Po każdym takim wyjeździe zdawał raport z tego, jak się to odbyło przydzielając każdemu sklepowi (a nawet hotelom) gwiazdki w skali 1-5. Jedna gwiazdka przeznaczona była dla sklepów, które nieszczególnie zadbały o niego jako autora, albo były bardzo źle przygotowane. Do tych sklepów nie chciał już wracać. Dwie gwiazdki, jeśli pamiętali, żeby mu coś do picia przygotować i ewentualnie lód dla ręki. Trzy – jeśli znalazło się też coś do jedzenia i dbali o klientów. Cztery – jeśli byli dobrze przygotowani i ogólnie kreowali dobrą atmosferę, dbając o szczegóły. Były też gwiazdki 4+, jeśli pamiętano, że kolejka stojąca za drzwiami może oznaczać moknących ludzi, którym można by dać parasole, albo coś ciepłego picia. Pięciu gwiazdek nigdy nie przyznał, uznając, że ludzie nie są doskonali.

Znacznie później dowiedzieliśmy się, że kiedyś Terry przyznał zero gwiazdek. Było to w sklepie, w którym byli razem z Neilem Gaimanem. Sklep ten nigdy nie przyjmował autorów i jego obsługa myślała, że nikt nie przyjdzie. Oczywiście założenie było co najmniej błędne. Na widok tłumów ludzi, obsługa zrobiła to, co uważała za stosowne – zamknęła się na zapleczu i odmówiła wychodzenia dopóki wszyscy sobie nie poszli. Terry i Neil musieli sami sobie poradzić z organizacją kolejki i obsługą. Gdyby istniały gwiazdki ujemne, takie też przyznałby Terry.

memorial


Wkrótce potem wyjaśniła się obecność instrumentów na scenie, gdyż wkroczył tam zespół Steeleye Span, znany z płyty Wintersmith (Zimistrz). Zaśpiewali dwie piosenki, w tym właśnie Zimistrza, pojawili się również i potem na scenie. Rob podkreślał, że Terry bardzo lubił ten zespół, a także, że Maddy Prior (wokalistka zespołu) przyjechała do Terry’ego pośpiewać mu. Było to na krótko przed jego śmiercią i Terry bardzo to wtedy docenił.
Słuchanie piosenek tak bardzo opartych na słowach z książki wzbudziło wiele emocji. Komentarz Roba jeszcze je tylko wzmocnił.



Ponieważ cała uroczystość odbywała się w tonie gorzko-słodkim, raz płakaliśmy to znów się śmialiśmy i znów cebula zaczynała działać, dlatego nic dziwnego, że występ Chytrego Rzemieślnika, czyli Bernarda Pearsona (założyciel sklepu Discworld Emporium) i Pata Harkina, którego gościliśmy już na naszym konwencie, a był on jednym z bliższych przyjaciół Terry’ego, przywrócił nas do poziomu głośnych wybuchów śmiechu.

Obaj panowie (choć nie jedyni) służyli Terry’emu jako rodzaj żywej encyklopedii od zagadnień, których w książkach nie było. Opowiadali o telefonach. Kiedy to ich zwykła, codzienna praca bywała przerywana tym telefonem, w którym głos w słuchawce mówił „dzień dobry, tu doktor, doktor, doktor, doktor, doktor, doktor, doktor Terry Pratchett. Ale kto by liczył. Mam pytanie, ile siły trzeba, żeby urwać komuś głowę?” – wspominał Pat. Do innych pytań należało „ile człowiek produkuje woskowiny przez całe życie?”. Z kolei Bernard dostawał zapytania dotyczące śledztw policyjnych (kiedyś był policjantem) oraz z niewyjaśnionych powodów, dotyczące tajnych stowarzyszeń. Jak się później okazywało, inni dostawali czasem telefon zaczynający się od „jeśli miałbyś pistolet przystawiony do skroni, to co byś odpowiedział na pytanie…” i padało kolejne dziwne zagadnienie. No cóż, telefony by się nie powtarzały, gdyby panowie nie potrafili odpowiedzieć na pytania, albo wrócić później z odpowiedziami, więc nic dziwnego, że takie dostawali.

c.d.n.

Część III

Autor: Grace