Nie dotykać!


przycisk końca świata

- Kiedy byłem mały - westchnął tęsknie - widziałem w jednej książce obrazek maga. Stał na szczycie góry i wyciągał ręce... Fale sięgały ku niemu, wiesz, tak jak w Zatoce Ankh podczas sztormu, a dookoła świeciły błyskawice...
-Uuk?
- Nie wiem, dlaczego nie. Może miał gumowe buty - burknął Rincewind

Czarodzicielstwo - Rincewind, Bibliotekarz

Dodał(a): Corv

* * *

Wszyscy znali bibliotekarza, tak samo dokładnie, acz niezbyt pre­cyzyjnie, jak zna się ściany, podłogi i wszelkie inne nieistotne, ale ko­nieczne dekoracje sceny życia. Jeśli w ogóle go pamiętali, to jak wzdy­cha delikatnie za plecami, jak siedzi pod biurkiem i naprawia książ­ki albo jak sunie na czworakach między regałami w poszukiwaniu ukrytych palaczy. Każdy mag dostatecznie nierozsądny, by zaryzyko­wać ukradkowego skręta, orientował się dopiero wtedy, gdy miękka skórzasta dłoń wyciągała mu się zza ramienia i odbierała zakazany obiekt. Bibliotekarz nigdy się nie gniewał; po prostu wyglądał na bar­dzo urażonego i zasmuconego tą sprawą, a potem zjadał papierosa.

Czarodzicielstwo - Bibliotekarz

Dodał(a): Corv

* * *

- Uuk.
- Ty? Nie możemy cię zabrać. - Dziekan spojrzał niechętnie na bibliotekarza. - Mało wiesz o city guerillas.
- Uuk! - odpowiedział bibliotekarz i wykonał zaskakująco zro­zumiały gest sugerujący, że z drugiej strony to, czego nie wie o city orangutans, można by spisać na bardzo małych rozdeptanych kawał­kach. Na przykład dziekana.

Kosiarz - Bibliotekarz, Dziekan

Dodał(a): Corv

* * *

Biblioteka była największym zbiorem magicznych tekstów w ca­łym multiversum. Spoczywały tam na półkach tysiące woluminów pełnych okultystycznej wiedzy.
Podobno, ponieważ wielkie ilości magii potrafią mocno od­kształcić zwykły świat, Biblioteka nie przestrzegała normalnych za­sad czasu i przestrzeni. Podobno ciągnęła się po wieczność. Podobno całymi dniami można by wędrować wśród odległych regałów, podobno gdzieś tam żyły całe plemiona zagubionych studentów, podobno niezwykłe istoty czaiły się w zapomnianych wnękach, a po­lowały na nie istoty jeszcze dziwniejsze.

Straż! Straż! - Bibliotekarz

Dodał(a): Corv

* * *

Obszarpany koc ledwie okrywał coś, co przypominało stos worków z piaskiem, a w rzeczy­wistości było samcem orangutana.
I bibliotekarzem.
Obecnie niewielu już ludzi wyrażało zdziwienie, że jest małpą. Przemiana nastąpiła w wyniku magicznego wypadku, zawsze możli­wego w miejscach, gdzie trzyma się razem tak wiele magicznych ksiąg. Uważano, że i tak wyszedł z niego obronną ręką. W końcu zachował ten sam - zasadniczo - kształt. Pozwolono mu też zacho­wać funkcję, którą pełnił dość sprawnie, chociaż "pozwolono" nie jest chyba właściwym określeniem. To raczej sposób, w jaki potrafił zawinąć górną wargę, odsłaniając przed senatem Uniwersytetu nie­prawdopodobnie żółte kły, sprawił jakoś, że kwestia następcy na to stanowisko nigdy nie weszła pod obrady.

Straż! Straż! - Bibliotekarz

Dodał(a): Corv

* * *

Wyjaśniano mu wielokrotnie, że wbrew pozorom prawa obo­wiązujące w królestwie zwierząt nie mają do bibliotekarza zastoso­wania. Z drugiej strony bibliotekarz nigdy szczególnie nie dbał o przestrzeganie praw rządzących królestwem ludzi. Był jedną z tych drobnych anomalii, które trzeba jakoś omijać.

Straż! Straż! - Bibliotekarz, Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

- Ktoś zabrał książkę. Ktoś zabrał książkę? A ty wezwałeś Straż...
- Marchewa wyprostował się dumnie - ...bo ktoś zabrał książkę. Uważasz, że to gorsze niż morderstwo?
Bibliotekarz obrzucił go spojrzeniem, jakie zwykle rezerwuje się dla ludzi wypowiadających zdania w stylu „A niby co jest takiego złego w ludobójstwie?\".

Straż! Straż! - Bibliotekarz, Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

1 2