Zobacz w galerii:

Niezwykłe akwarele w zeszycie ...

Notatki AdiFitri Ahmad...

Nie dotykać!


przycisk końca świata

Zogni­skujmy obraz na młodym człowieku, zmierzającym do mia­sta z całą otwartością, szczerością i niewinnością góry lodowej, dry­fującej po ruchliwym torze żeglugowym.
Ten młody człowiek nazywany jest Marchewą. Nie z powodu włosów, które ojciec zawsze ścinał mu krótko dla Higieny. To z po­wodu jego sylwetki - szerokiej u góry, zwężającej się ku dołowi; ta­ką sylwetkę zyskuje chłopiec dzięki zdrowemu trybowi życia, pożyw­nemu jedzeniu i świeżemu górskiemu powietrzu potężnymi por­cjami wciąganemu do płuc. Kiedy napina mięśnie ramion, inne mięśnie muszą się najpierw odsunąć.

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Chłopiec ów niesie też miecz wręczony mu w tajemniczych oko­licznościach. Bardzo tajemniczych okolicznościach. Aż dziw zatem, że jest w tym mieczu coś nieoczekiwanego: nie jest magiczny. Nie ma imienia. Kiedy się nim macha, człowieka nie wypełnia poczu­cie mocy, tylko wyrastają mu bąble na dłoniach. Można by uwie­rzyć, że miecz ten był używany tak często, aż zatracił inne swe ce­chy i stał się kwintesencją miecza: długim kawałkiem metalu z bar­dzo ostrymi krawędziami. I nie ma wypisanego na klindze przezna­czenia.
Jest właściwie unikatem.

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Nie tylko świeże górskie powietrze dało Marchewie jego potężną budowę. Pomogło też dorastanie w kopalni złota krasnoludów i praca po dwanaście godzin na dobę przy wyciąganiu wózków na powierzchnię.
Trochę się garbił. To z kolei było skutkiem dorastania w kopal­ni złota krasnoludów, które uważały, że pięć stóp to odpowiednia wy­sokość dla sklepienia.

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Marchewa przyjął wieści spokojnie, głównie dlatego że prawie nic nie zrozumiał. Poza tym, o ile wiedział, dzieci znajduje się raczkujące przy szlaku, to normalna metoda przychodzenia na świat. Krasnoluda uznaje się za zbyt młodego, by mu tłumaczyć technicz­ne elementy całego procesu, dopóki nie osiągnie dojrzałości. Tzn. do około 55 roku życia.

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

- Ale wiesz, że ja i... Znasz Blaszkę Skałokruszównę? Jest śliczna, tato, a brodę ma tak miękką jak... jak... jak coś bardzo miękkiego. Lubimy się i...
- Tak - odparł chłodno krasnolud. - Wiem. Jej ojciec ze mną rozmawiał. A jej matka z twoją matką, a potem ona rozmawiała ze mną. Długo rozmawiała. Nie o to chodzi, że cię nie lubią; jesteś porząd­nym chłopcem i dobrym robotnikiem. Byłby z ciebie świetny zięć. A nawet czterech dobrych zięciów. W tym problem. Zresztą ona ma dopiero sześćdziesiątkę. To nie uchodzi. Nie wypada.

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson, Skałokruszówna, Blaszka, Żelaznywładsson, Król

Dodał(a): Corv

* * *

- Masz jeszcze to. - Wyjął kamizelę. - Będzie cię chronić.
Marchewa wziął ją ostrożnie. Utkano ją z wełny ramtopowych owiec, ciepłej i miękkiej jak szczecina wieprza. Była to jedna z legen­darnych krasnoludzkich kamizel, które wymagają zawiasów.

Straż! Straż! - Żelaznywładsson, Król, Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

W kieszeni miał słynny list od Patrycjusza, człowieka, który rządził wielkim i pięknym miastem Ankh-Morpork.
Przynajmniej mama tak o nim mówiła. Istotnie, miał na samej górze imponujące godło, ale podpisał się jakiś „Łupin Zygzak, Sekr, w/z".
Wszystko jedno. Nawet jeśli listu nie podpisał sam Patrycjusz, to jednak ktoś, kto dla niego pracował. A przynajmniej w tym sa­mym budynku. Zapewne Patrycjusz wiedział o liście. Ogólnie. Mo­że nie o tym konkretnie liście, ale zdawał sobie sprawę z istnienia li­stów jako takich.

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

1 2 3 4 5