Nie dotykać!


przycisk końca świata

Pokonał pięćset mil i - co zaskakujące - droga przebiegła mu całkiem spokojnie. Ludzi mających sporo powyżej sześciu stóp wzro­stu i prawie tyle samo w barach rzadko spotykają w drodze jakieś przygody. Najwyżej jacyś obcy wyskakują czasem na nich zza skał, a potem mówią niepewnym tonem:
- Eee... przepraszam. Wziąłem pana za kogoś innego

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Był trochę rozczarowany. Spodziewał się wysokich wież, wyrasta­jących ponad krajobrazem. I sztandarów. Ankh-Morpork nie wyra­stało. Raczej kuliło się przy ziemi, jakby się bało, że ktoś mu ją ukradnie. I nie było żadnych sztandarów.

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Poszedłem na spacer. Mieszka tu wielu ludzi. Znalazłem takie miejsce, które nazywają Mroki. A potem zobaczyłem, jak kilku mężczyzn próbuje okraść młodą Damę. Przeszko­dziłem im. Nie umieli walczyć, jak należy, a jeden próbował mnie kopnąć w Części Witalne, ale zgodnie z radami miałem Ochraniacz i bardzo go zabolało. Wtedy Dama podeszła do mnie i spytała, czy interesuje mnie Łóżko. Odparłem, że tak.
Zabrała mnie do swojego domu, gdzie poza tym zamieszku­ją chyba Ważne Osoby, tuzy pośród mieszkańców, gdyż dom ów nazywa się zamtuzem. Prowadzi go pani Palm. Dama, o której sakiewkę chodziło, ma na imię Reet, powiedziała: Żałujcie, że go nie widzieliście, ich było trzech; to zadziwiają­ce. Pani Palm rzekła, że to na koszt firmy. I jeszcze dodała: Ja­ki wielki ochraniacz. Poszedłem więc na górę i zasnąłem, choć mieszkańcy tego domu mocno hałasowali. Reet budzi­ła mnie raz czy dwa i pytała, czy nie mam na nic ochoty, ale niestety, nie mieli jabłek. Tak więc spadłem na cztery łapy, jak tutaj mówią, chociaż nie wiem, jak to możliwe, bo prze­cież Rozsądek nakazuje spadać na dwie nogi.

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Trafiłem do Strażnicy i znala­złem sierżanta Colona, bardzo grubego człowieka. Kiedy wspomniałem mu o Gildii Złodziei, kazał mi Nie Być Idiotą. Myślę, że nie mówił poważnie. Powiedział jeszcze: Nie martw się Gildią Złodziei, ty musisz tylko chodzić Nocą po ulicach i krzyczeć: Już Dwunasta i Wszystko Jest W Porządku. Zapyta­łem, co robić, kiedy nie wszystko jest w porządku, a on pora­dził, żebym wtedy poszukał innej ulicy.

Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

[mowa o Marchewie]
On zaraz aresztuje Patrycjusza, powiedział sobie Vimes, a myśl ta pociekła po jego umyśle niczym lodowata struga. Naprawdę chce aresztować Patrycjusza. Najwyższego władcę. Aresztuje go. To wła­śnie zamierza. Ten chłopak nie zna znaczenia słowa „strach". Ale by­łoby lepiej, gdyby poznał znaczenie słowa „przeżyć"...

Straż! Straż! - Vimes, Samuel, Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Wyjaśniano mu wielokrotnie, że wbrew pozorom prawa obo­wiązujące w królestwie zwierząt nie mają do bibliotekarza zastoso­wania. Z drugiej strony bibliotekarz nigdy szczególnie nie dbał o przestrzeganie praw rządzących królestwem ludzi. Był jedną z tych drobnych anomalii, które trzeba jakoś omijać.

Straż! Straż! - Bibliotekarz, Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

- Ktoś zabrał książkę. Ktoś zabrał książkę? A ty wezwałeś Straż...
- Marchewa wyprostował się dumnie - ...bo ktoś zabrał książkę. Uważasz, że to gorsze niż morderstwo?
Bibliotekarz obrzucił go spojrzeniem, jakie zwykle rezerwuje się dla ludzi wypowiadających zdania w stylu „A niby co jest takiego złego w ludobójstwie?\".

Straż! Straż! - Bibliotekarz, Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

1 2 3 4 5