świat dysku

Pogodynka




Szedł zaś tak, jakby chciał ustanowic światowy rekord prędkości w nonszalanckim spacerze.

Blask fantastyczny - Narrator, Rincewind

Dodał(a): Fru

* * *

- Jest niedaleko - oznajmił prowadzący mag, zerkając do niedużej kryształowej kuli.
Chóralny pomruk z kolumny za jego plecami oznaczał w przybliżeniu, że jakkolwiek daleko znajduje się Rincewind, gorąca kąpiel, solidny posiłek i miękkie ciepłe łóżko są jeszcze dalej.

Blask fantastyczny - inni, Rincewind

Dodał(a): Fru

* * *

Wśród talentów Rincewinda najbardziej znanym była jego umiejętność ucieczki, którą przez lata doprowadził do poziomu czystej nauki. Nieważne, przed czym czy dokąd się ucieka, dopóki się ucieka. Jedynie ucieczka ma znaczenie. Uciekam, więc jestem. A raczej: uciekam, wiec przy odrobinie szczęścia nadal będę.

Eryk - Rincewind

Dodał(a): niebezpiecznyGroszek

* * *

Otaczała go dżungla. Nie ta miła, ciekawa dżungla, przez którą mogliby pędzić bohaterowie okryci skórami lampartów. Była to poważna, realna dżungla, dżungla wyrastająca kolczastymi, kłującymi blokami zieleni; dżungla, w której każdy reprezentant królestwa zieleni podwijał gałezie i brał sie do trudnej pracy przerośnięcia wszystkich konkurentów. Ziemia nie była wcale ziemią, ale martwymi roślinami we wszystkich kolejnych stadiach, aż do kompostu. Woda kapała z liścia na liść, owady brzęczały w wilgotnym, pełnym zarodników powietrzu. Panowała straszna, martwa cisza, wywołana przez nagle gasnące motory fotosyntezy. Jodłujący bohater, który chciałby przefrunąć tędy na lianie, równie dobrze mógłby spróbować szczęścia w młynku do kawy.

Eryk - Rincewind, Thursley, Eryk

Dodał(a): niebezpiecznyGroszek

* * *

Kotara odsunęła się z szelestem.

Za nią siedziała kobieta: pulchna, przystojna, choć o nieco wyblakłej urodzie, w czarnej sukni i ze śladami wąsika nad górną wargą. Za nią chowało się kilkoro dzieci w różnych rozmiarach. Rincewind naliczył ich przynajmniej siedmioro.

- Kto to? - zainteresował się Eryk.

- Ehem - odpowiedział Rincewind. - Myślę, że to chyba Eleonora Tsortiańska.

- Nie żartuj - szepnął chłopiec. - Wygląda jak moja mama. Eleonora była dużo młodsza i bardziej...

Głos go zawiódł. Wykonał rękami kilka falistych ruchów, sugerujących kształt kobiety, która zapewne nie potrafiłaby utrzymać równowagi.

Rincewind starał się nie patrzeć na sierżanta.

- Owszem - zgodził się, czerwieniejąc trochę - Widzisz, tego... Hm... Masz absolutną rację, ale hm, oblężenie trwało bardzo długo, prawda, więc przy tym i owym...

- Nie wiem, co to ma do rzeczy - stwierdził surowo Eryk. - Klasyka nic nie wspomina o dzieciach. Piszą, że przez cały czas snuła się po wieżach Tsortu i rozpaczała po utraconej miłości.

- No cóż, przypuszczam, że trochę rozpaczała - zgodził się Rincewind. - Tyle, że nie można rozpaczać bez przerwy, a na tych wieżach było pewnie dość chłodno.

- Od snucia się można się ciężko pochorować - kiwnął głową sierżant. 

Lavaeolus z namysłem przyglądał się kobiecie. Wreszcie podszedł i skłonił się.

- Przypuszczam, że wiesz po co przybyliśmy, pani.

- Jeśli dotkniecie moich dzieci, zacznę krzyczeć - oznajmiła zimno Eleonora.

Po raz kolejny Lavaeolus wykazał, że obok znanych umiejętności taktycznych cechowała go wyraźna niechęć do marnowania przemowy, którą ułożył sobie w głowie.

- Piękna panno - zaczął - Pokonaliśmy wiele niebezpieczeństw, by Cię uratować i oddać w ramiona ukochanego... - Głos mu się załamał - Hm... ukochanej rodziny. Tego... Wszystko to poszło całkiem nie tak jak powinno, prawda?

- Nic nie poradzę - odrzekła Elenora. - Oblężenie trwało strasznie długo, król Mauzoleum był bardzo miły, a Efebie i tak nigdy mi się nie podobało.

Eryk - Rincewind, Thursley, Eryk, Elenora Tsortiańska, Lavaeolus

Dodał(a): niebezpiecznyGroszek

* * *

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14