świat dysku

Pogodynka


Detrytus spisywał się szczególnie dobrze, kiedy przychodziło do zadawania pytań. Miał trzy podstawowe: bezpośrednie („Czy ty to zrobiłeś?”), uporczywe (Jesteś pewien, że nie ty to zrobiłeś?”) i podchwytliwe („To przecież ty zrobiłeś, prawda?”). Nie były to najchytrzejsze pytania z możliwych, ale talent Detrytusa polegał na tym, że zadawał je cierpliwie, często przez długie godziny, dopóki nie uzyskał właściwej odpowiedzi. Zwykle brzmiała ona mniej więcej „Tak! Tak! Zrobiłem to! Ja to zrobiłem! A teraz powiedz, proszę, co takiego zrobiłem”.

Na glinianych nogach - Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

– Jakieś problemy? – zapytał Detrytus.
Ludzie cofnęli się.
– Ależ skąd, panie oficerze – zapewnił Raddley. – Po prostu hm... wyłonił się pan tak nagle, nic więcej...
– To się zgadza. Jestżem wyłaniaczem. I często się przydarzam tak całkiem nagle. Czyli żadnych kłopotów nie ma, tak?
– Absolutnie, panie oficerze.
– Dziwna rzecz, takie kłopoty – mruknął zadumany Detrytus. – Cały czas chodzę i szukam takich, a jak już znajdę, to mi ludzie mówią, że nie ma.

Na glinianych nogach - Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

– Aagragaah – powiedział smętnie Detrytus.
– Nie przejmuj się mną, tylko nie pluj mi na buty – odparł Vimes.
– Znaczy... – Detrytus machnął wielką dłonią. – Takie... rzeczy, co one źle pachną... – Urwał, myśląc intensywnie. – Aagragaah. Znaczy, tak jakby, taki czas, jak się widzi te takie kamyki i się zwyczajnie wie, że zaraz spadnie wielka lawina i już za późno, coby uciekać. Taka chwila to aagragaah.
Vimes poruszył wargami.
– Złe przeczucia?
– Trafiony.
– A skąd się wzięło to słowo?
Detrytus wzruszył ramionami.
– Może się nazywają od głosu, co się go wydaje, kiedy kogoś trafi tysiąc ton skały.

Bogowie, honor, Ankh-Morpork - Vimes, Samuel, Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

– To jest Dekret o Zamieszkach i wszyscy go macie przeczytać! Jasne? Podawać jeden drugiemu!
– A jak nie przeczytamy? – odezwał się głos z tłumu.
– Musicie. Takie jest prawo.
– A wtedy co się stanie?
– Wtedy was zastrzelę – poinformował Detrytus.
– Tak nie wolno! – zaprotestował inny głos. – Musisz najpierw zawołać „Stać! Straż! Stać, bo użyję broni!”.
– Pewno. Mnie to pasuje. – Detrytus potrząsnął potężnym ramieniem i wsunął kuszę pod pachę. Była to oblężnicza balista, przeznaczona do montowania na wozie. Wyrzucała bełty długie na sześć stóp. – Trudniej trafić w biegnące cele.
Zwolnił bezpiecznik.
– Ktoś już skończył czytanie?
– Sierżancie!
Vimes przecisnął się przez tłum gapiów. Bo teraz to byli gapie – mieszkańcy Ankh-Morpork zawsze tworzyli dobrą publiczność.
Brzęknęło, gdy Detrytus zasalutował.
– Mieliście zamiar z zimną krwią strzelać do tych ludzi?
– Nie, sir. Tylko ostrzegawczy strzał w głowę, sir.

Bogowie, honor, Ankh-Morpork - Vimes, Samuel, Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

Tu straż! Otwórzcie drzwi! W przeciwnym razie Detrytus je otworzy. A kiedy on otwiera drzwi, to już zostają otwarte.

Bogowie, honor, Ankh-Morpork - Vimes, Samuel, Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

– Czyli Klatchianie muszą już wiedzieć – rzekł. – Oddział wojsk Ankh-Morpork wyruszył okrętem do Klatchu. Korpus inwazyjny.
– No, trudno ich nazwać... – zaczął porucznik Hornett.
– Klatchianie ich nazwą. Poza tym był z nim troll Detrytus.
Hornett sposępniał. Detrytus sam w sobie tworzył korpus inwazyjny.

Bogowie, honor, Ankh-Morpork - inni, Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

Tupot biegnących nóg sugerował, że sierżanty Detrytus prowadził najnowszych rekrutów z porannej przebieżki. Vimes słyszał piosenkę, jakiej Detrytus ich nauczył. Nietrudno było odgadnąć, że ułożył ją troll.

Głupią piosenkę śpiewamy!
I przy śpiewaniu biegamy!
Po co śpiew ten my nie wiemy!
Słowa nie chcą się porządnie rymować!

Straż nocna - Vimes, Samuel, Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

1 2