– Jesteś arystokratą, Nobby.
Nobby pokiwał głową.
– Ale mam na to specjalny szampon, sir.

Na glinianych nogach - Vimes, Samuel, Nobby Nobbs

Dodał(a): Corv

* * *

Jedyni ludzie, którzy spróbowaliby zabić Patrycjusza, musieli być szaleńcami – a bogowie świadkami, że nie brakowało takich w Ankh-Morpork. Albo kimś absolutnie pewnym, że jeśli miasto runie, to on będzie stał na szczycie stosu gruzów.
Jeżeli Fred ma rację – a sierżant był zwykle dobrym wskaźnikiem opinii zwykłych ludzi z ulicy, ponieważ sam był człowiekiem z ulicy – tym kimś jest kapitan Marchewa. Ale Marchewa należał do tej bardzo nielicznej grupy osób, które chyba lubiły Vetinariego.
Oczywiście, zyskałby też jeszcze jeden człowiek.
Do licha, pomyślał Vimes. To przecież ja...

Na glinianych nogach - Vimes, Samuel

Dodał(a): Corv

* * *

Rozpaczliwie zwiększając tempo mówienia, Vimes nie zdążył jednak powstrzymać Wizytuja przed wyjęciem spod pancerza zwoju papieru.
– Przyniosłem panu najnowszy numer magazynu „Nieupiększane Fakty” i „Wartownię” z tego miesiąca. Zawierają liczę artykuły, które z pewnością pana zainteresują; wśród nich odezwę pastora Nosala Domokrążcy do wiernych, by stanęli mężnie i szczerze przemawiali do ludzi przez szczeliny na listy.

Na glinianych nogach - Vimes, Samuel, Wizytuj

Dodał(a): Corv

* * *

– Aagragaah – powiedział smętnie Detrytus.
– Nie przejmuj się mną, tylko nie pluj mi na buty – odparł Vimes.
– Znaczy... – Detrytus machnął wielką dłonią. – Takie... rzeczy, co one źle pachną... – Urwał, myśląc intensywnie. – Aagragaah. Znaczy, tak jakby, taki czas, jak się widzi te takie kamyki i się zwyczajnie wie, że zaraz spadnie wielka lawina i już za późno, coby uciekać. Taka chwila to aagragaah.
Vimes poruszył wargami.
– Złe przeczucia?
– Trafiony.
– A skąd się wzięło to słowo?
Detrytus wzruszył ramionami.
– Może się nazywają od głosu, co się go wydaje, kiedy kogoś trafi tysiąc ton skały.

Bogowie, honor, Ankh-Morpork - Vimes, Samuel, Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

Podejście Vimesa do papierów polegało na tym, żeby niczego nie dotykać, dopóki ktoś nie krzyczy, a wtedy przynajmniej ma kogoś do pomocy przy układaniu tych stosów.

Bogowie, honor, Ankh-Morpork - Vimes, Samuel

Dodał(a): Corv

* * *

Lubił magów. Nie popełniali przestępstw. A w każdym razie przestępstw interesujących dla komendanta Straży Miejskiej. Działania okultystyczne nie były jego sprawą. Magowie, owszem, mogli majstrować przy samej osnowie czasu i przestrzeni, ale nie zmuszali go do papierkowej roboty, więc nie narzekał.
Sporo ich zebrało się w sali, we wszystkich swych wspaniałościach. A nie istniało nic wspanialszego niż mag ubrany na oficjalną uroczystość, chyba że ktoś znalazłby sposób nadęcia rajskiego ptaka, być może z użyciem gumowej taśmy i jakiegoś gazu.

Bogowie, honor, Ankh-Morpork - Vimes, Samuel

Dodał(a): Corv

* * *

– To jest Dekret o Zamieszkach i wszyscy go macie przeczytać! Jasne? Podawać jeden drugiemu!
– A jak nie przeczytamy? – odezwał się głos z tłumu.
– Musicie. Takie jest prawo.
– A wtedy co się stanie?
– Wtedy was zastrzelę – poinformował Detrytus.
– Tak nie wolno! – zaprotestował inny głos. – Musisz najpierw zawołać „Stać! Straż! Stać, bo użyję broni!”.
– Pewno. Mnie to pasuje. – Detrytus potrząsnął potężnym ramieniem i wsunął kuszę pod pachę. Była to oblężnicza balista, przeznaczona do montowania na wozie. Wyrzucała bełty długie na sześć stóp. – Trudniej trafić w biegnące cele.
Zwolnił bezpiecznik.
– Ktoś już skończył czytanie?
– Sierżancie!
Vimes przecisnął się przez tłum gapiów. Bo teraz to byli gapie – mieszkańcy Ankh-Morpork zawsze tworzyli dobrą publiczność.
Brzęknęło, gdy Detrytus zasalutował.
– Mieliście zamiar z zimną krwią strzelać do tych ludzi?
– Nie, sir. Tylko ostrzegawczy strzał w głowę, sir.

Bogowie, honor, Ankh-Morpork - Vimes, Samuel, Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11