świat dysku

Pogodynka


Nie dotykać!


przycisk końca świata

Lubił magów. Nie popełniali przestępstw. A w każdym razie przestępstw interesujących dla komendanta Straży Miejskiej. Działania okultystyczne nie były jego sprawą. Magowie, owszem, mogli majstrować przy samej osnowie czasu i przestrzeni, ale nie zmuszali go do papierkowej roboty, więc nie narzekał.
Sporo ich zebrało się w sali, we wszystkich swych wspaniałościach. A nie istniało nic wspanialszego niż mag ubrany na oficjalną uroczystość, chyba że ktoś znalazłby sposób nadęcia rajskiego ptaka, być może z użyciem gumowej taśmy i jakiegoś gazu.

Vimes, Samuel

Dodał(a): Corv

* * *

– A jaki jest cel tego urządzenia?
– Uważam, że mogłoby zastąpić konia – oświadczył z dumą konstruktor.
Popatrzyli na rozbity mechanizm.
– Jedną z zalet koni, na jaką ludzie często zwracają uwagę – rzekł po chwili namysłu Patrycjusz – jest ta, że konie bardzo rzadko wybuchają. O ile wiem, właściwie nigdy, jeśli nie liczyć tego nieszczęśliwego zdarzenia podczas wielkich upałów kilka lat temu.

Vetinari, Havelock, Leonard z Quirmu

Dodał(a): Corv

* * *

I wreszcie trzymał tu Leonarda, ponieważ był on miłym rozmówcą. Nigdy nie rozumiał, o czym mówi Vetinari, miał pogląd na świat mniej więcej tak skomplikowany, jak kaczątko ze wstrząsem mózgu, a przede wszystkim nigdy nie uważał. Co czyniło go idealnym powiernikiem. Przecież jeśli człowiek prosi o radę, to z pewnością nie po to, by mu jej udzielono. Chce raczej, by ktoś był obok, kiedy mówi sam do siebie.

Vetinari, Havelock, Leonard z Quirmu

Dodał(a): Corv

* * *

– To jest Dekret o Zamieszkach i wszyscy go macie przeczytać! Jasne? Podawać jeden drugiemu!
– A jak nie przeczytamy? – odezwał się głos z tłumu.
– Musicie. Takie jest prawo.
– A wtedy co się stanie?
– Wtedy was zastrzelę – poinformował Detrytus.
– Tak nie wolno! – zaprotestował inny głos. – Musisz najpierw zawołać „Stać! Straż! Stać, bo użyję broni!”.
– Pewno. Mnie to pasuje. – Detrytus potrząsnął potężnym ramieniem i wsunął kuszę pod pachę. Była to oblężnicza balista, przeznaczona do montowania na wozie. Wyrzucała bełty długie na sześć stóp. – Trudniej trafić w biegnące cele.
Zwolnił bezpiecznik.
– Ktoś już skończył czytanie?
– Sierżancie!
Vimes przecisnął się przez tłum gapiów. Bo teraz to byli gapie – mieszkańcy Ankh-Morpork zawsze tworzyli dobrą publiczność.
Brzęknęło, gdy Detrytus zasalutował.
– Mieliście zamiar z zimną krwią strzelać do tych ludzi?
– Nie, sir. Tylko ostrzegawczy strzał w głowę, sir.

Vimes, Samuel, Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

Tu straż! Otwórzcie drzwi! W przeciwnym razie Detrytus je otworzy. A kiedy on otwiera drzwi, to już zostają otwarte.

Vimes, Samuel, Detrytus

Dodał(a): Corv

* * *

Technicznie rzecz biorąc, Angua była pewna, że zna Marchewę lepiej niż ktokolwiek inny. I była całkiem pewna, że mu na niej zależy. Rzadko o tym mówił, po prostu zakładał, że ona wie. Znała innych mężczyzn, choć przemiana w wilka na kilka dni w miesiącu była jedną z tych drobnych skaz, które mogą zniechęcić normalnego mężczyznę – i aż do Marchewy zawsze zniechęcała. Wiedziała, co mężczyźni mówią w – można to tak określić – gorączce chwili, a potem zapominają. Ale kiedy Marchewa coś mówił, wiedziała, że jest przekonany, iż wszystko zostało załatwione do kolejnego komunikatu. Gdyby więc wygłosiła jakiś komentarz, byłby szczerze zaskoczony, że zapomniała, co powiedział. Prawdopodobnie podałby nawet datę i godzinę tej wypowiedzi.

Marchewa Żelaznywładsson, Angua von Überwald

Dodał(a): Corv

* * *

Ankh-Morpork nie miało straży pożarnej. Obywatele przejawiali czasami irytująco bezpośredni sposób myślenia i nie zajęło im wiele czasu dostrzeżenie zasadniczego błędu w idei płacenia grupie ludzi według liczby ugaszonych pożarów. Zupa się wreszcie rozlała wkrótce po Węglowym Wtorku.

Narrator

Dodał(a): Corv

* * *

1 [ 2 ] 3 4