świat dysku

Pogodynka


Ale jednak są to nieudacznicy pełni potencjalnych możliwości. Niech inne stowarzyszenia biorą wykształconych, sprawnych, am­bitnych i pewnych siebie. On przyjmie tych żałosnych, pełnych żół­ci i złości, którzy wiedzą, że na pewno osiągnęliby sukces, gdyby tyl­ko dać im szansę. Przyjmie tych, u których zalew jadu i złośliwości tamowały tylko cienkie mury niezdarności i lekkiej paranoi.
I głupoty. Wszyscy złożyli przysięgę, myślał, ale ani jeden nie spytał, co to takiego „figgin".

Wielki Mistrz

Dodał(a): Corv

* * *

- On ma rację — poparł kolegę brat Tynkarz. - On jest na ogół świniopasem, gajowym albo kimś takim. To dlatego że jest w tym, no... W kognito. Muszą udawać, rozumiecie, że są niskiego pochodzenia.
- Niskie pochodzenie to nic takiego - oświadczył bardzo mały brat. Wyglądał, jakby składał się tylko z chodzącej czarnej szaty z nie­świeżym oddechem. — Mam tego mnóstwo. W naszej rodzinie pasa­nie świń uważaliśmy za elegancką robotę.
- Przecież w waszej rodzinie nie płynie królewska krew, bracie Szambowniku - odparł brat Tynkarz.
- Ale by mogła - mruknął posępnie brat Szambownik.

Szambownik, brat, Tynkarz, brat

Dodał(a): Corv

* * *

Najwyższy Wielki Mistrz słuchał tego z lekkim zawrotem głowy. Czuł się jak ktoś, kto wprawdzie słyszał, że istnieją lawiny, ale kiedy upuścił śnieżkę na szczycie góry, nawet nie pomyślał, że może do­prowadzić do tak wstrząsających rezultatów.

Wielki Mistrz

Dodał(a): Corv

* * *

W Spisie słów, od których oczy szczypią „figgin" definiowany jest jako małe chrupią­ce ciastko z rodzynkami. Słownik byłby wręcz bezcenny dla Najwyższego Wielkiego Mi­strza, kiedy ten wymyślał przysięgę Bractwa, ponieważ znalazłby w nim także „welchet" (rodzaj kamizelki noszonej przez niektórych zegarmistrzów), „gaskin" (płochliwy, szarobrązowy ptak z rodziny kaczek) i „moule" (gra sprawnościowo-zręcznościowa przy użyciu żółwi).

Wielki Mistrz

Dodał(a): Corv

* * *

- Chodzi no... o magów - dodał brat Palcy. - Pewnieście tego nie wiedzieli, kiedyście siedzieli u tych szacownych pustynników w górach. Ale tutaj, kiedy magowie przyłapią kogoś na takich zaba­wach, spadają na niego niczym tona cegłówek.
- Nazywają to demarkacją - wyjaśnił brat Tynkarz. - Niby że wy nie plączecie mistycznych, złożonych jakim tam przyczynowości, a oni nie kładą tynków.

Tynkarz, brat, Palcy, brat

Dodał(a): Corv

* * *

Prawdę mówiąc, nie znoszę ich. Może po prostu dobrali się do łatwych zysków i nie chcą, żeby reszta się dowiedzia­ła. Bo jak się dobrze zastanowić, to przecież [magowie] tylko machają rękami i coś wołają.
Bracia zastanowili się dobrze. Rzeczywiście, brzmiało to roz­sądnie. Gdyby to oni dobrali się do łatwych zysków, na pewno by nie chcieli się z nikim dzielić.

Strażnica, brat

Dodał(a): Corv

* * *

Zogni­skujmy obraz na młodym człowieku, zmierzającym do mia­sta z całą otwartością, szczerością i niewinnością góry lodowej, dry­fującej po ruchliwym torze żeglugowym.
Ten młody człowiek nazywany jest Marchewą. Nie z powodu włosów, które ojciec zawsze ścinał mu krótko dla Higieny. To z po­wodu jego sylwetki - szerokiej u góry, zwężającej się ku dołowi; ta­ką sylwetkę zyskuje chłopiec dzięki zdrowemu trybowi życia, pożyw­nemu jedzeniu i świeżemu górskiemu powietrzu potężnymi por­cjami wciąganemu do płuc. Kiedy napina mięśnie ramion, inne mięśnie muszą się najpierw odsunąć.

Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

1 [ 2 ] 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12