Kiedy ktoś sporą część życia spędza pod ziemią, wykształca sobie bardzo dosłowny umysł. Krasnoludy nie używają porównań i metafor. Skały są twarde, a ciemność ciemna. Zacznij mącić sobie w głowie dziwacznymi opisami, a kłopotów tylko czekać - oto ich motto.Straż! Straż! - inni
dodał(a): Corv
- Co to jest Straż? - zapytał król.- No... - zaczął Varneshi niezbyt precyzyjnie, jak ktoś, kogo rodzina od trzech pokoleń nie podróżowała dalej niż na dwadzieścia mil. — Zajmują się pilnowaniem, żeby ludzie przestrzegali prawa i robili, co im się każe.
- To słuszna troska - przyznał król. Ponieważ zwykle to on wydawał rozkazy, miał też bardzo stanowcze poglądy na temat ludzi robiących to, co im się każe.
- Oczywiście, nie biorą byle kogo - stwierdził Varneshi, sięgając w głębiny swych wspomnień.
- Nie powinni do tak ważnego zadania. Napiszę do ich króla.
- Oni tam chyba nie mają króla. Tylko jakiegoś człowieka, który im mówi, co robić.
Straż! Straż! - inni
dodał(a): Corv
- Masz jeszcze to. - Wyjął kamizelę. - Będzie cię chronić.Marchewa wziął ją ostrożnie. Utkano ją z wełny ramtopowych owiec, ciepłej i miękkiej jak szczecina wieprza. Była to jedna z legendarnych krasnoludzkich kamizel, które wymagają zawiasów.
Straż! Straż! - inni, Marchewa Żelaznywładsson
dodał(a): Corv
W kieszeni miał słynny list od Patrycjusza, człowieka, który rządził wielkim i pięknym miastem Ankh-Morpork.Przynajmniej mama tak o nim mówiła. Istotnie, miał na samej górze imponujące godło, ale podpisał się jakiś „Łupin Zygzak, Sekr, w/z".
Wszystko jedno. Nawet jeśli listu nie podpisał sam Patrycjusz, to jednak ktoś, kto dla niego pracował. A przynajmniej w tym samym budynku. Zapewne Patrycjusz wiedział o liście. Ogólnie. Może nie o tym konkretnie liście, ale zdawał sobie sprawę z istnienia listów jako takich.
Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson
dodał(a): Corv
Pokonał pięćset mil i - co zaskakujące - droga przebiegła mu całkiem spokojnie. Ludzi mających sporo powyżej sześciu stóp wzrostu i prawie tyle samo w barach rzadko spotykają w drodze jakieś przygody. Najwyżej jacyś obcy wyskakują czasem na nich zza skał, a potem mówią niepewnym tonem:- Eee... przepraszam. Wziąłem pana za kogoś innego
Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson
dodał(a): Corv
Był trochę rozczarowany. Spodziewał się wysokich wież, wyrastających ponad krajobrazem. I sztandarów. Ankh-Morpork nie wyrastało. Raczej kuliło się przy ziemi, jakby się bało, że ktoś mu ją ukradnie. I nie było żadnych sztandarów.Straż! Straż! - Marchewa Żelaznywładsson
dodał(a): Corv
Nocą na ulicach Ankh-Morpork czujność jest pojęciem absolutnym. Nie istnieje coś takiego jak średnia czujność. Człowiek jest albo bardzo czujny, albo martwy. Może chodzić i oddychać, ale już jest martwy mimo to.Straż! Straż! - Narrator
dodał(a): Corv






