Nie dotykać!


przycisk końca świata



Kiedy ktoś sporą część życia spędza pod ziemią, wykształca so­bie bardzo dosłowny umysł. Krasnoludy nie używają porównań i me­tafor. Skały są twarde, a ciemność ciemna. Zacznij mącić sobie w gło­wie dziwacznymi opisami, a kłopotów tylko czekać - oto ich mot­to.

Varneshi

Dodał(a): Corv

* * *

- Co to jest Straż? - zapytał król.
- No... - zaczął Varneshi niezbyt precyzyjnie, jak ktoś, kogo rodzina od trzech pokoleń nie podróżowała dalej niż na dwadzieścia mil. — Zajmują się pilnowaniem, żeby ludzie przestrzegali pra­wa i robili, co im się każe.
- To słuszna troska - przyznał król. Ponieważ zwykle to on wy­dawał rozkazy, miał też bardzo stanowcze poglądy na temat ludzi robiących to, co im się każe.
- Oczywiście, nie biorą byle kogo - stwierdził Varneshi, sięga­jąc w głębiny swych wspomnień.
- Nie powinni do tak ważnego zadania. Napiszę do ich króla.
- Oni tam chyba nie mają króla. Tylko jakiegoś człowieka, któ­ry im mówi, co robić.

Varneshi, Żelaznywładsson, Król

Dodał(a): Corv

* * *

- Masz jeszcze to. - Wyjął kamizelę. - Będzie cię chronić.
Marchewa wziął ją ostrożnie. Utkano ją z wełny ramtopowych owiec, ciepłej i miękkiej jak szczecina wieprza. Była to jedna z legen­darnych krasnoludzkich kamizel, które wymagają zawiasów.

Żelaznywładsson, Król, Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

W kieszeni miał słynny list od Patrycjusza, człowieka, który rządził wielkim i pięknym miastem Ankh-Morpork.
Przynajmniej mama tak o nim mówiła. Istotnie, miał na samej górze imponujące godło, ale podpisał się jakiś „Łupin Zygzak, Sekr, w/z".
Wszystko jedno. Nawet jeśli listu nie podpisał sam Patrycjusz, to jednak ktoś, kto dla niego pracował. A przynajmniej w tym sa­mym budynku. Zapewne Patrycjusz wiedział o liście. Ogólnie. Mo­że nie o tym konkretnie liście, ale zdawał sobie sprawę z istnienia li­stów jako takich.

Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Pokonał pięćset mil i - co zaskakujące - droga przebiegła mu całkiem spokojnie. Ludzi mających sporo powyżej sześciu stóp wzro­stu i prawie tyle samo w barach rzadko spotykają w drodze jakieś przygody. Najwyżej jacyś obcy wyskakują czasem na nich zza skał, a potem mówią niepewnym tonem:
- Eee... przepraszam. Wziąłem pana za kogoś innego

Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Był trochę rozczarowany. Spodziewał się wysokich wież, wyrasta­jących ponad krajobrazem. I sztandarów. Ankh-Morpork nie wyra­stało. Raczej kuliło się przy ziemi, jakby się bało, że ktoś mu ją ukradnie. I nie było żadnych sztandarów.

Marchewa Żelaznywładsson

Dodał(a): Corv

* * *

Nocą na ulicach Ankh-Morpork czujność jest pojęciem absolut­nym. Nie istnieje coś takiego jak średnia czujność. Człowiek jest al­bo bardzo czujny, albo martwy. Może chodzić i oddychać, ale już jest martwy mimo to.

Narrator

Dodał(a): Corv

* * *

1 2 3 [ 4 ] 5 6 7 8 9 10 11 12