Przyda się:
- 6 jaj
- ćwierć kilograma cukru
- 3 łyżki kakao
- łyżeczka octu winnego lub soku z cytryny
- pół kilograma mascarpone
- duży słoik Nutelli
- ulubiony alkohol
- blachy do pieczenia
- papier do pieczenia
Zaczynamy: Rozgrzewamy piekarnik do 140 stopni (najlepiej z termoobiegiem) i wykładamy dwie duże blachy papierem do pieczenia.
Używając służbowej linijki, sprawdzamy, która miska lub pokrywka ma średnicę ok. 19-20 cm i odrysowujemy - na każdej blasze muszą zmieścić się dwa okręgi.
Ubijamy 6 białek (dobrze by było, gdyby jajka były od szczęśliwych kur z wolnego chowu), stopniowo dodajemy ćwierć kilograma cukru, ubijamy, ubijamy, ubijamy... (jeśli mamy mikser stojący, w tym czasie możemy sprawdzić klasówki), wreszcie do idealnie ubitego białka ostrożnie dodajemy trzy łyżki najlepszego kakao i łyżeczkę octu winnego lub soku z cytryny.
Wykładamy na blachy, formując cztery okrągłe blaty i pieczemy przez godzinę.
W tym czasie możemy wyjść na spacer albo pojeździć na Pimpusiu - naprawdę dobrze byłoby zgłodnieć...
Po godzinie wyłączamy i otwieramy piekarnik, niecierpliwie czekamy, aż blaty wystygną a w międzyczasie robimy krem. Wyjmujemy pół kilograma mascarpone (najnowszy produkt Ronalda Sochy!) i tyle samo nutelli (prawie cały duży słoik, resztę można dojeść łyżeczką ) i krótko miksujemy, dodając po drodze chlust ulubionego alkoholu (albo dwa).
Przekładamy blaty, wykładając resztę kremu na wierzch i posypując szczodrze posiekaną ulubioną czekoladą. Wołamy nasze wewnętrzne dziecko, żeby wylizało miskę po masie.
Pierwszy moment perfekcji: próbujemy zaraz po złożeniu, gdy beza jest chrupka a krem rozkosznie aksamitny (uwaga! jeśli nie mamy pod ręką miecza Śmierci, do krojenia używamy ząbkowanego noża i kroimy powoli i z wyczuciem);
Drugi moment: po kilku godzinach beza mięknie, krawędzie chrupią a wnętrze delikatnie lepi się i ciągnie;
Trzeci: następnego dnia blaty bezowe są mięciutkie i piankowe i przypominają mus czekoladowy, przełożony warstwami kremu czekoladowo-orzechowego z rozgrzewającym muśnięciem alkoholu, drobinki czekolady roztapiają się w ustach;
Czwarty: po schłodzeniu krem staje się gęsty i przypomina wnętrze belgijskich pralin;
Piąty: no nie, już się skończyło?!
Zobacz powiązane książki: Nanny Ogg's Cookbook
Autor: Agadu


