
BKL [portal Booklist]: Wymyśliłeś wiele światów. Co ściągnęło Cię do (lekko przerobionego) wiktoriańskiego Londynu?
Pratchett: Kiedy dorastałem, tak bardzo spodobała mi się seria artykułów London Labour And the London Poor* Henry’ego Mathewa, że pomyślałem, że świat powinien więcej o nim wiedzieć. [o wiktoriańskim Londynie ─ przyp. tłum.] Londyn z czasów wiktoriańskich był najbogatszym, najpotężniejszym miastem na świecie. Ciężko nam jednak dokładnie przedstawi jak złe mogły być warunki życia ówczesnej londyńskiej biedoty. Byli wolni ─ wprawdzie była to wolność do głodowania ─ ale żyli w świecie pozbawionym wielu zasad. W środku tego wszystkiego był Mayhew, spisujący wszystko.
BKL: Co przyszło pierwsze podczas pisania Dodgera: historia, miejsce akcji czy postacie?
Pratchett: Dodger wyskoczył prosto na mnie. Czasami postacie tak robią. W momencie gdy pomyślałem o Dodgerze, od razu wiedziałem jak wygląda. Wiedziałem o nim wszystko, głównie dlatego, że czytałem tak wiele wiktoriańskiej literatury i mam niezłą wyobraźnię. Jeśli potrafisz wejść w skórę postaci i wiesz dokładnie co zrobi w jakichkolwiek okolicznościach, wtedy po prostu dajesz jej wolną rękę i patrzysz. To bardziej jak dziennikarstwo niż wymyślanie historii. Tak jak Mau w Nacji, Dodger działał sam - wszystko co musiałem zrobić to za nim podążać.
BKL: Pisanie książki z pewnością wymagało poświecenia mnóstwa czasu na wyszukiwanie informacji. Jak Ci szło zbieranie informacji i jak wpłynęło na fabułę? W szczególności mam tu na myśli detale na temat toshingu*.
Pratchett: Ja właściwie przez cały czas wyszukuję informacje. Jest taka część mnie, która po prostu absorbuje. A ponieważ wiele z moich książek o Świecie Dysku osadzonych jest w Ankh-Morpork, pod wieloma względami przypominającym wiktoriański Londyn, zawsze chętnie czytałem książki o tej epoce. O toshingu przeczytałem już dawno, w popularnym za panowania królowej Wiktorii, periodyku Punch. Można wycisnąć więcej historii z czasopism satyrycznych niż z samych książek historycznych. Z tego co wiem, nie ma już osób zajmujących się toshingiem w dzisiejszych czasach, ale byłem w kanałach ściekowych. Były nowoczesne, oczywiście nie takie jak w Dodgerze, ale nawet teraz, kiedy jesteś pod ziemią, z dala od światła, zaczynasz przeczuwać jakie mogło to być uczucie. W końcu większa część mojej pracy polega na wymyślaniu różnych rzeczy i sprawianiu by wydawały się prawdziwe.
BKL: Językowo Dodger jest zachwycający, a do tego książkę czyta się lekko. Jakie to uczucie, bawić się ze słowami i skąd wiesz, że wyszło dobrze? Lub źle, oczywiście.
Pratchett: Zabawa ze słowami — nowymi słowami i slangiem, który w większości jest prawdziwy — to była totalna przyjemność. Kiedy znajduję nowe zabawne lub użyteczne słowo, mam udany dzień — a przynajmniej udany aż do lunchu. Uwielbiam slang. Slang jest dobry, choć mam nadzieję, że dzieciaki nie dowiedzą się co, tak naprawdę, oznacza firkytoodle*. Ale odkąd każdy ma Google, mogą znaleźć co tylko chcą.
BKL: Masz wiele zabawy z wplataniem realnych postaci w twoją historię, jednak w przypadku kogoś takiego jak Benjamin Disraeli większość czytelników nie będzie miało pojęcia, że istniał naprawdę. Czy to ma znaczenie? Czy pozostawiłeś jakichś znanych ludzi bez żadnej wzmianki?
Pratchett: Amerykanie mogą nie znać Diraseliego, ale z książki można dowiedzieć się kim był — trochę dandysem, między innymi i na pewno politykiem! Chociaż nikogo nie pominąłem, nie mogłem opisać wszystkiego co wiem o fascynującej Angeli Burdett-Coutts, najbogatszej kobiecie na świecie. Naprawdę chciała pomagać ludziom, którzy sami sobie pomagali — jeśli ciężko pracowałeś, dawała Ci pieniądze żebyś starał się bardziej. Wielu ludzi zawdzięcza jej start w życiu. Rozdała tak wiele pieniędzy i była cudowną osobą.
BKL: Dodger jest badaczem ludzkiej natury. Co sprawiało Ci najwięcej radości przy tworzeniu jego postaci — i reszty obsady, włączając w to łajdaków? Które części były najtrudniejsze?
Pratchett: Dodger jest sprytny. Rozumie to, co ja nazywam elementarnością rodzaju ludzkiego*. Musi być dobry w rozszyfrowywaniu ludzi ponieważ jest — jak by na to nie spojrzeć — przestępcą. Nie jakimś bardzo złym, ale musi być bystry albo trafi do ciupy. Zabawnie było pisać jak udaje dziewczynę aby pomóc nękanym sprzedawcom kwiatów, a później przebiera się za podstarzałą damę. Nie było żadnych wyjątkowo trudnych części. Podobało mi się również pisanie o Sweeneyu Toddzie. Nie ma dowodów na istnienie Sweeneya Todda, ale prawdopodobnie było wielu balwierzy, wracających z wojen pomiędzy Brytanią a Francją, którzy widzieli zbyt wiele okropnych rzeczy. W Dodgerze Sweeney Todd nie jest złym człowiekiem, jednak wojna doprowadziła go do szaleństwa.
BKL: Podsumowując — pisanie Dodgera było dobrą zabawą?
Pratchett: Wspaniałą, przez te wszystkie lata nazbierało się w mojej pamięci tak wiele informacji. Wszystkie zebrały się razem i napisałem Dodgera.
*1. Decyzją wydawcy (Rebis) polski tytuł, jak i imię głównego bohatera, ma być zmienione. Na dzień dzisiejszy(14.02.2013) nie ogłoszono jeszcze jak będą tłumaczone obie nazwy.
*2. Tytuł głosi, ni mniej ni więcej, tylko Londyńska klasa robotnicza i biedota. O ile wiem, nie ma polskiego wydania.
*3. Pamiętacie toszeron z Prawdy? Jego angielska nazwa, tosheroon, wzięła się właśnie od słówka toshing. Toshing to grzebanie w kanałach ściekowych w poszukiwaniu czegokolwiek wartościowego. To zajęcie było szczególnie popularne właśnie w wiktoriańskim Londynie.
*4. My też!
*5. W oryginale: commonality of mankind.
Autorką wywiadu jest: Ilene Cooper
źródło

Zobacz powiązane książki: Dodger
Autor: Motopompa


