Śnił sen wszystkich tych, którzy wydają książki. Ten, w którym miał w kieszeniach tyle złota, że musiał zatrudniać dwóch ludzi, by podtrzymywali mu spodnie.
Dodał(a): Corv
* * *
— Wspólny rynsztok na uliczce w Ankh-Morpork i takie rzeczy? — domyśliła się niania.
— Rynsztok? W tamtych czasach trzeba było się zapisać do kolejki i czekać pięć lat na kawałek rynsztoka — oświadczył Henry. — Ludzi z rynsztoka uważaliśmy za arystokratów.
My mieszkaliśmy w ścieku. My i jeszcze dwie inne rodziny. I człowiek, który żonglował węgorzami.
Dodał(a): Corv
* * *
— Kurtyna idzie w górę za dwie minuty — przypomniał Salzella. — Pójdę zebrać orkiestrę.
Pewnie siedzą pod Ciosem w Plecy, po drugiej stronie ulicy. Dranie, zdążą wypić
po pół kufla, zanim jeszcze ucichną oklaski.
— I nadal potrafią grać?
— Nigdy nie potrafili, więc nie rozumiem, czemu teraz mieliby zacząć. To przecież muzycy, panie Kubeł.
Dodał(a): Corv
* * *
[o ulicy Wiązów]Tutaj człowiek ani mrugnąć nie zdąży, jak ustawią mu konia na cegłach i zwiną podkowy.
Dodał(a): Corv
* * *
- Oni? Nie wiedziałem, że są szlachetni.
- Wszystkie są bardzo bogate, wszystkie wybiły lub zamęczyły na śmierć miliony ludzi jedynie dla swej zachcianki lub z dumy - wyjaśniła Pani.
Bogowie ze zrozumieniem pokiwali głowami. Z całą pewnością było to zachowanie szlachetne. Sami by tak postąpili.
Dodał(a): Corv
* * *

