
Edward d’Eath
Orginalna nazwa: Edward d’Eath
Krótko o postaci: Najstarszy syn, trzydziesty siódmy lord d'Eath, absolwent Gildii Skrytobójców. Musiał pożyczyć pieniądze na pogrzeb ojca, co wprawiało go w niezwykłą wściekłość. Miał w sobie coś co nawet w skrytobójcach budziło niepokój, potrafił nawet myśleć kursywą, przez co nawet gdy uważano, że należy go obserwować, należało to robić z dużej odległości. Poszedł do Gildii Skrytobójców, dlatego, że jest to najlepszy wybór dla osób o statusie społecznym ciut wyższym od inteligencji, a po za tym w Gildii Błaznów, czy Złodziei byłby niebezpieczny (opowiadanie dowcipów o patrycjuszu lub próba okradzenia go, mogłaby się równać ze znacznym skróceniem życia). Po pogrzebie ojca sprzedał resztę majątku i zapisał się do Gildii na kurs podyplomowy. Był człowiekiem, który wierzył w Przeznaczenie, co pomagało mu szukać tego co potrzebował, mimo niewiedzy co to jest. Zajęło mu to pięć miesięcy. Przeszukał w związku z tym wszystkie książki o uzbrojeniu, a także historyczne znajdujące się w bibliotece Gildii. Uważał, że w Ankh-Morpork znowu potrzebny jest król, uważał też, że królem tym jest Marchewa, co potwierdziła wyprawa w Ramtopy. Żył we własnym świecie, w którym król potrafi leczyć skrofuły i nie istnieje jezioro krwi zbyt głębokie, by nie warto było przez nie przebrnąć do osiągnięcia celu, jakim jest osadzenie prawowitego następcy na tronie Ankh-Morpork. Wierzył także, że czasy królów były złotym wiekiem dla miasta. Śmiech przyjmował bardzo personalnie. Honor i Chwała były bardzo ważnymi pojęciami w jego słowniku.
Jego pokój był ciasny, tynk na ścianach osypywał się nieco, a sufit osiadał. Było tam za dużo mebli, i to takich, które zupełnie tam nie pasowały; ciemne szerokie krzesła, szerokie kredensy, zbroja czy duży stół. Okna były zaciągnięte ciężkimi, aksamitnymi zasłonami.
Jąkał się.
Książki powiązane z postacią:


