- Eureka - powiedział.
- To po efebiańsku - wyjaśnił ordyńcom Cohen. - Znaczy: „dajcie mi ręcznik”.
- Ach tak - mruknął Caleb, próbując ukradkowo rozsupłać splątaną brodę. - A niby kiedy byłeś w Efebie?
- Pojechałem tam kiedyś, żeby zdobyć nagrodę.
- Za kogo?
- Chyba za ciebie.
- Ha! I znalazłeś mnie?
- Nie pamiętam. Kiwnij głową i zobacz, czy ci odpadnie.

Ciekawe czasy - Cohen Barbarzyńca, Srebrna Orda

Dodał(a): Corv

* * *

- Jestem pod wrażeniem. Wszędzie szpiedzy, tak?
Rozglądał się po sali, aż natrafił wzrokiem na bardzo wielką wazę. Podszedł do niej i podniósł pokrywę.
- Dobrze ci tam?
- Eee... tak? - odpowiedział głos z głębi wazy.
- Masz wszystko, czego ci trzeba? Zapasowy notes? Nocnik?
- Eee... tak?
- A miałbyś ochotę na, bo ja wiem, jakieś sześćdziesiąt garnców wrzącej wody?
- Eee... nie?
- Wolałbyś raczej zginąć, niż zdradzić pana Honga?
- Eee... czy mogę się chwilę zastanowić, jeśli wolno?
- Nie ma sprawy. I tak trzeba czasu, żeby zagrzać tyle wody. Zastanawiaj się.

Ciekawe czasy - inni, Cohen Barbarzyńca

Dodał(a): Corv

* * *

- Czy to nie znak? - zastanowił się Cohen. - Musi przecież być jakaś świątynia, której nie okradłem.
- Kłopot ze znakami i omenami - wtrącił Mały Willie - polega na tym, że nigdy nie wiesz, do kogo są skierowane. To tutaj może być całkiem dobrą wróżbą dla Honga i jego kumpli.
- No to ja ją zabieram - oświadczył Cohen.
- Nie możesz ukraść przesłania od bogów! - zaprotestował Saveloy.
- A co, jest do czegoś przybite? Nie? Na pewno nie? I dobrze. Czyli jest moje.

Ciekawe czasy - Cohen Barbarzyńca, Srebrna Orda

Dodał(a): Corv

* * *

Patrząc wciąż na Cohena, samuraj wyjął spod pancerza i rzucił w powietrze skrawek jedwabiu. Drugą ręką chwycił rękojeść swego długiego, wąskiego miecza...
Prawie nie usłyszeli świstu, ale na ziemię spłynęły powoli trzy paski jedwabiu.
- Cofnij się, Ucz - powiedział wolno Cohen. - Ten jest mój. Masz jeszcze chusteczkę? Dzięki.
Samuraj spojrzał na miecz Cohena. Był długi, ciężki i miał tyle szczerb, że można by go używać jako piły.
- Nigdy ci się nią uda - stwierdził. - Takim mieczem? Nigdy.
Cohen hałaśliwie wydmuchał nos.
- Tak myślisz? To patrz.
Chusteczka poszybowała w górę. Cohen ścisnął miecz...
Zanim jeszcze chusteczka zaczęła opadać, ściął głowy trzem gapiącym się w górę samurajom. Inni członkowie ordy, którzy myśleli podobnie jak ich przywódca, załatwili dodatkowe pół tuzina.

Ciekawe czasy - Cohen Barbarzyńca, Srebrna Orda

Dodał(a): Corv

* * *

- Miał mózg. Przejmował się czasem. Może i nie żył jak barbarzyńca, ale niech mnie demony porwą, jeśli nie będzie miał barbarzyńskiego pogrzebu. Zgoda?
- W płonącej łodzi? - zaproponował Mały Willie.
- Coś takiego... - zdziwił się Saveloy.
- W wielkiej jamie, na szczycie stosu ciał swoich wrogów - uznał Caleb.
- Na niebiosa, cała czwarta B?!
- Pod kurhanem - oświadczył Vincent.
- Naprawdę nie róbcie sobie kłopotu - zaprotestował Saveloy.
- W płonącej łodzi, na stosie ciał swoich wrogów i pod kurhanem - zdecydował Cohen. - Nic nie jest za dobre dla starego Uczą.

Ciekawe czasy - Cohen Barbarzyńca, Srebrna Orda

Dodał(a): Corv

* * *

-Wyobraź sobie, że wróg jest wszystkim, co nienawidzisz.
-Dyrektorzy - powiedział Saveloy.
-Dobrze.
-Nauczyciele gimnastyki!
-Aha
-Chłopcy, którzy żują gumę! - wrzasnął Saveloy
-Patrzcie, dym mu wylatuje z uszu - zauważył Cohen. - Pierwszy na tamtym świecie czeka na resztę.

Ciekawe czasy - Cohen Barbarzyńca, Srebrna Orda, Saveloy, Ronald (Ucz)

Dodał(a): Dżon

* * *

1 2 3 4