[Przybrany ojciec Marchewy] Omówił tę sprawę z Varneshim. Porządny chłop z tego Varneshiego. Naturalnie, znał jego ojca. I dziadka też, jeśli dobrze pamiętał. Ludzie jakoś nie wytrzymywali zbyt długo, pewnie z wysiłku pompowania krwi na taką wysokość.
Dodał(a): Corv
* * *
[o Marchewie]
- Dobry z niego chłopak, nikt nie zaprzeczy - zapewnił król. -Szczery charakter. Uczciwy. Nie błyskotliwy może, ale kiedy mu się powie, że ma coś zrobić, nie spocznie, dopóki nie skończy. Posłuszny.
- Mógłbyś mu odrąbać nogi - zaproponował Varneshi.
- Nie z nogami spodziewam się kłopotów - odparł posępnie król.
- Aha. No tak. W takim razie mógłbyś...
- Nie.Straż! Straż! - Żelaznywładsson, Król, Varneshi, Marchewa Żelaznywładsson
Dodał(a): Corv
* * *
Kiedy ktoś sporą część życia spędza pod ziemią, wykształca sobie bardzo dosłowny umysł. Krasnoludy nie używają porównań i metafor. Skały są twarde, a ciemność ciemna. Zacznij mącić sobie w głowie dziwacznymi opisami, a kłopotów tylko czekać - oto ich motto.
Dodał(a): Corv
* * *
- Co to jest Straż? - zapytał król.
- No... - zaczął Varneshi niezbyt precyzyjnie, jak ktoś, kogo rodzina od trzech pokoleń nie podróżowała dalej niż na dwadzieścia mil. — Zajmują się pilnowaniem, żeby ludzie przestrzegali prawa i robili, co im się każe.
- To słuszna troska - przyznał król. Ponieważ zwykle to on wydawał rozkazy, miał też bardzo stanowcze poglądy na temat ludzi robiących to, co im się każe.
- Oczywiście, nie biorą byle kogo - stwierdził Varneshi, sięgając w głębiny swych wspomnień.
- Nie powinni do tak ważnego zadania. Napiszę do ich króla.
- Oni tam chyba nie mają króla. Tylko jakiegoś człowieka, który im mówi, co robić.
Dodał(a): Corv
* * *


